Magia zimy w Beskidzie Małym – Leskowiec

Ciekawa jest to historia 😊 W tym roku zima zdecydowanie nie rozpieszcza ani w Beskidach ani tym bardziej w mieście i w zasadzie do tego dnia o śniegu tudzież mrozie można było jedynie pomarzyć. Nadszedł jednak arktyczny front i końcem stycznia pojawił się zarówno biały puch, jak i odpowiednia temperatura, by go utrzymać. Temperatura prawdę powiedziawszy była aż nazbyt zimowa i kiedy w weekend planujemy górską wyprawę zawodzi jakże przyziemny akumulator pokonany przez -25C 😰 Postanawiamy spróbować nazajutrz i tak nadchodzi słoneczna, piękna niedziela. Termometr nad ranem wskazuje "zaledwie" -18C, co jest bardzo optymistycznym zwiastunem. Krajobraz za oknem jest iście bajkowy, więc nie odpuszczamy. Ubieramy się ciepło, bardzo ciepło, na cebulkę, a samochód odpala. 
Udajemy się w Beskid Mały i dotąd niezdobyty przez nas Leskowiec, który chcemy ujarzmić poprzez podejście z miejscowości Kocoń. Na miejsce docieramy o godzinie 9:00 i niechętnie opuszczamy ciepły samochód na poczet mroźnego otoczenia. Ruszamy zgodnie z niebieskimi znakami początkowo płaską drogą, która pod cienką warstwą śniegu skrywa złowrogi lód.

Zimowa aura
Szlak pozbawiony jest intensywnych podejść, ani mozolnych odcinków. Idziemy równym tempem obserwując podłoże, a krajobraz wokół jest zaprawdę niesamowity. Roślinność zastygła w bezruchu, a śnieg wraz z lodem oblepił każdy milimetr życia. Biel kontrastuje z błękitnym niebem, a ostre powietrze próbuje przedrzeć się przez kilka warstw ubrań. Podejście skutecznie nas rozgrzewa i w znakomitych humorach mijamy Polanę i Przełęcz Przysnopek, a po upływie 1,5h docieramy na Przełęcz pod Łamaną. Wokół jest coraz piękniej, a promienie słońca powoli rozświetlają bajkowy krajobraz.

Przełęcz pod Łamaną
Dzisiaj mamy jeszcze zamiar wejść na Łamaną Skałę, więc aktualnie odbijamy w lewo i idziemy czerwonym szlakiem nieznacznie w górę. W trakcie marszu uważnie szukamy wierzchołka i jak się okazuje nie jest on położony stricte na szlaku, ale nieco obok niego. Dostrzegamy tabliczkę kierującą nas w lewo na szczyt i po kilkunastu krokach w kopnym śniegu docieramy na Łamaną Skałę. Wierzchołek jest zalesiony, pozbawiony widoków, a jedyną atrakcję stanowi tabliczka szczytowa oraz betonowy słupek. Jest to jedno z tych miejsc, które warto zobaczyć tylko raz i nawet doskonała zimowa aura nie jest w stanie tego zmienić 😉

Łamana Skała - 929m n.p.m.
Po kubku ciepłej herbaty schodzimy z powrotem do rozstaju szlaków i ruszamy w dalszą drogę trzymając się czerwonych znaków. Szlak jest dla nas zupełnie nowy, więc nie wiemy, ile marszu jeszcze przed nami, zanim dotrzemy na Leskowiec. Cieszymy się otaczającą nas przyrodą, wszechobecnym śniegiem, a niezawodne słońce łagodzi tęgi mróz. Wędrówka od tej strony jest przyjemna, ścieżka wiedzie grzbietem, głównie po płaskim terenie, a śnieg jest na tyle ubity, iż poruszanie się nie sprawia żadnych trudności. 

Wygodny, bajkowy szlak
Po drodze mimochodem wdrapujemy się na trzy wzniesienia: Smrekowicę, Na Beskidzie i Potrójną, a na szczyt Leskowca docieramy po upływie 1h 30minut. Poza nami na szczycie znajduje się jeszcze kilku turystów, ale możemy w ciszy podziwiać magię tego miejsca. Spoglądamy na gablotę z opisaną panoramą ze szczytu, niestety dzisiaj widoczność jest znikoma i możemy jedynie wierzyć na słowo, iż coś stąd widać 😉 Dzisiejszy dzień zdecydowanie robi zima i na tych walorach się skupiamy.

Leskowiec zdobyty!
Na szczycie
Tam zwykle są widoki :)
Together
Po pamiątkowcyh zdjęciach ruszamy dalej i kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem. Naszym celem jest oczywiście miejsce, gdzie moglibyśmy się zagrzać przy ciepłej herbacie i jakże by inaczej jest to schronisko górskie. Po niespełna 10 minutach wchodzimy do środka i zajmujemy miejsce w zacisznym kącie. Wnętrze jest niewielkie, ale klimatyczne, a nawet jeśli nie to jest ciepło i nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Nadszedł czas na zasłużony odpoczynek po 14km marszu w siarczystym mrozie.

Schronisko PTTK Leskowiec
Po godzinie odpoczynku czeka nas powrót tą samą drogą, co jest niezwykle nielubianą przeze mnie opcją. Niestety niektóre trasy nie pozostawiają zbytnich możliwości i jak w tym przypadku o pętli można pomarzyć. Plusem jest fakt, iż wiemy co nas czeka, a droga paradoksalnie wydaje się nawet krótsza. Nim się obejrzeliśmy, znajdujemy się ponownie w pobliżu Rozstaju pod Łamaną, gdzie między drzewami wypatrujemy przyzwoitą widokówkę 😊 Dla takich momentów warto zerwać się skoro świt i wyjść na mróz. Dla takiego krajobraz warto opuścić strefę komfortu. Jest bajkowo, jest magicznie, czuję że żyję…

Bo życie nie składa się z sumy oddechów,
lecz z chwil które zapychają dech w piersi
Widok na Potrójną
Przed nami pozostaje około godziny marszu. Wędrówka mija szybko, jednak styczniowe dni są krótkie, więc narzucamy szybsze tempo. Już w okolicy Przełęczy Przysnopek obserwujemy na niebie zbliżający się zachód słońca. Grzbiety wzgórz pokrywa ciepła czerwona barwa, a leśne ścieżki powoli zapadają w sen. Powietrze ponownie staje się ostre, temperatura drastycznie spada, więc wraz ze znikającymi promieniami słońca robi się coraz zimniej.

Słońce ogrzewa już tylko grzbiety
Niebawem docieramy do samochodu, a Beskid Mały żegna nas zachodem słońca. Dziś przekonaliśmy się, że nawet wędrówka na szczyt poniżej 1000m n.p.m. może zaczarować. To był naprawdę dobry dzień, spędzony aktywnie i udowadniający nam samym, że góry są piękne o każdej porze roku. To był najpiękniejszy zimowy dzień spędzony w górach. To było przełamanie pewnej granicy, która przecież tkwi tylko w nas samych. Nagroda była doskonała...

Dobranoc...
A.N.
26.01.2014



2 komentarze: