Nosal i Wielki Kopieniec – bo przed treningiem najważniejsza rozgrzewka

Odliczanie do urlopu zaczęło się już w sierpniu, ale radość w pełni pojawiła się dopiero, kiedy nadszedł TEN dzień – dzień wyjazdu w Tatry. Gorączka przygotowań ogarnęła nas wieczorem: co zabrać, co jest zbędne, a rano i tak plecak się nie domyka… 😉 Wyjeżdżamy z Bielska w niedzielę o 8:00 - droga standardowo na Korbielów, dalej Słowacją przez Namestowo i wylatujemy na granicy w Chochołowie. Pierwsze niespodzianki czyhają na nas jeszcze przed przekroczeniem granicy. Taka sytuacja, że środkiem drogi krajowej lecą na oślep barany... 😜 Takim sposobem mamy chwilowy przymusowy postój.
 
Otaczają nas :P
Dalsza podróż przebiega już bez żadnych niespodzianek. Dojeżdżamy do Zakopanego przed 11:00, wskakujemy w trekkingi i ruszamy przed siebie. Planowo miała być trasa przez Nosal i Wielki Kopieniec, ale co z tego wyniknie okaże się w trakcie – pogoda dokładnie sprawdzona, wiec jesteśmy przygotowani na deszcz. Punkt 11:00 startujemy z ul. Balzera i zmierzamy do szlaku zielonego na Nosal. Kupujemy tygodniową wejściówkę do TPN i rozpoczynamy wędrówkę właściwą.

Wejście do TPN
Szlakiem zielonym
Droga od razu rozpoczyna się ostrym podejściem. By je sprawnie pokonać musimy zarówno iść, jak i oddychać miarowo. Szlak nie posiada trudności technicznych, ale trzeba uważać na wyślizganych kamieniach, zwłaszcza mokrych. Ścieżka może nie jest eksponowana, ale na pewno jest gdzie spaść. Szybko zdobywamy wysokość i robi się widokowo, co jest pretekstem do postoju. Spoglądamy z góry na dobrze nam znane tereny.

Schody na Nosal...
Strome i wyślizgane kamienie
W połowie drogi: Kuźnice, Kasprowy, Goryczkowe i Giewont
Z tyłu Zakopane i Wielka Krokiew
Na szlaku kręci się sporo turystów, bo to w zasadzie ostatni wakacyjny dzień, a zarazem niedziela. Z całą pewnością nie ma jednak tłumów. Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej się chmurzy, a my pełni werwy pniemy się w górę. Szczyt jest na wyciągnięcie ręki. 

Ostatnie spojrzenie na szczyt i chowające się za nim Tatry Wysokie
Po niecałych 40 minutach wędrówki docieramy na wierzchołek, który jest dość sporym fragmentem skalnym. Niezwłocznie podchodzę do krawędzi i napawam się widokami. Równocześnie zdaję sobie sprawę, że przy tak niewielkim wysiłku można doświadczyć tak rozległej panoramy. Pomyśleć, że parę godzin temu byłam w Bielsku, a teraz ładuję akumulatory w Tatrach. Głęboki wdech i wydech… Urlop uważam za rozpoczęty!

Tatry Zachodnie: Myślenickie Turnie, Goryczkowe Czuby, Polana Kalatówki,
Kopa Kondracka i Giewont
Tatry Wysokie: Skupniów Upłaz, Królowa Kopa, Żółta Turnia, Granaty, Kozi Wierch,
Kozie Czuby, Kościelec i Świnica
Zbliżenie na Przełęcz między Kopami i niebieski szlak do Doliny Gąsienicowej
Pamiątkowe na szczycie
Po chwili siadamy na skale i jemy śniadanie. W planach mieliśmy dłuższy popas na szczycie, co skutecznie psuje nam deszcz, który właśnie zaczyna kapać. Początkowo delikatnie siąpi, ale z czasem opad się nasila i nie pozostawia złudzeń: nic tu po nas, trzeba ruszać dalej i skryć się pod osłoną lasu. Przy zejściu drugą stroną Nosala szybko robi się zator. Bo pada, bo stromo, bo kamienie śliskie i tak cierpliwie czekamy na mijankach... Gdy docieramy na Nosalową Przełęcz musimy podjąć decyzję co dalej. Coś tam siąpi, no ale deszcz nas nie rozpuści, poza tym jest ciepło i Wielki Kopieniec czeka. Werdykt zapada. To nie koniec wędrówki na dziś 😉

Nosalowa Przełęcz - my tym żółtym :)
Początkowo szlak prowadzi odkrytym terenem, ale niebawem wchodzimy w las. Dzień jest naprawdę ciepły i w zasadzie ten letni deszcz trochę nas schładza. Ścieżka jest niewymagająca, maszerujemy praktycznie po równym terenie, a końcówkę nawet w dół. Po 30 minutach docieramy na Polanę Olczyską, która dziś wita nas dżdżyście, ale i tak magicznie. Wokół cisza, spokój i przyroda.

Polana Olczyska
Kierunek Polana Kopieniec
Potok Olczyski
Po chwili odbijamy w prawo zgodnie z zielonymi znakami i podążamy wprost na Wielki Kopieniec. Początek szlaku jest trochę błotnisty, ale im jesteśmy wyżej tym droga lepsza. Pogoda zdecydowanie nie sprzyja wędrówce – jest ciepło i pada, więc pod kurtką robi się sauna. Ściągć jej nie można, a idąc pod górę organizm coraz bardziej się rozgrzewa. Po 50 minutach wymagającego podejścia znajdujemy się na Polanie Kopieniec i nieoczekiwanie przestaje padać. Opatrzność nad nami czuwa, dzięki czemu możemy w promieniach słońca zdobywać szczyt. A podejście znowu niczym kondycyjny killer...

Ostatnie podejście po schodach
Nim się obejrzeliśmy znajdujemy się na Wielkim Kopieńcu, skąd roztacza się niesamowita panorama. Na wprost przed nami prężą się Tatry Wysokie, Zachodnie lśnią w promieniach słońca, a i Zakopane nie daje o sobie zapomnieć. Kto by pomyślał, że całkiem niepozorny szczyt może dostarczyć takich doznań estetycznych.

Orla Perć, Świnica i Kasprowy Wierch
Skupniów Upłaz, Wielka Królowa Kopa, Kasprowy Wierch oraz Goryczkowe
Kopa Kondracka, Małołączniak i Giewont w chmurze
Polana Kopieniec ze szczytu
I ja z widokiem na Podhale
W końcu możemy spokojnie odpocząć. Słoneczko dogorywa i wszystko byłoby pięknie, gdyby... No właśnie gdyby. Na Nosalu skutecznie wygonił nas deszcz, a tutaj doświadczamy ataku jakiegoś szalonego robactwa. Oczywiście dzielnie walczymy z tą plagą i godzinę udaje się nam usiedzieć, ale dłużej nie wytrzymujemy. Wredne muszyska zmuszają nas do opuszczenia szczytu.
Wybieramy szlak prowadzący drugą stroną góry, którym schodzi się przyjemnie. Doprowadza on nas do rozstaju na końcu Polany Kopieniec, a nasze oczy znów doznają zderzenia z pięknem krajobrazu 😃

Polana Kopieniec i Tatry Wysokie
Szałasy z bliska
Po chwili nostalgii ruszamy dalej. Ścieżka wiedzie swobodnie w dół, a my mijamy jeszcze kilku turystów pnących się w górę. Czasem zatrzymujemy się na łyk wody i wciąż żwawym krokiem docieramy do Toporowej Cyrhli. Od tej pory wędrówkę kontynuujemy drogą jezdną, która doprowadzi nas wprost do Zakopanego. Ostatnim przystankiem przed zakończeniem pętli jest Sanktuarium w Jaszczurówce, obok którego nie sposób przejść obojętnie. To piękne miejsce z historią i tradycją, widoczną jak na dłoni.

Kaplica Najświętszego Serca Jezusa w Jaszczurówce
Po niecałych 15 minutach znajdujemy się przy samochodzie. Rzucamy plecaki i gnamy na obiad.  
Plan na dzisiejszy dzień zrealizowaliśmy na 100% - nogi są rozgrzane i gotowe na tydzień wędrowania.

A.N.
31.08.2014



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz