2 latarnie świecące na Bielskiem – Magurka Wilkowicka i Hrobacza Łąka

Każdego wieczora, kiedy spoglądam przez okno, widzę dwa charakterystycznie świecące punkty nad Bielskiem: na czerwono maszt na Magurce Wilkowickiej oraz na biało krzyż na Hrobaczej Łące. W takie sposób rodzi się pomysł na kolejną wędrówkę przez Beskid Mały. Konkretnie w marcu postanawiamy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i planujemy pętle, by zdobyć oba szczyty jednego dnia.
O 8:00 ruszamy z osiedla i tym razem za pośrednictwem miejskiego autobusu docieramy do dawnego szpitala Stalownik. Wędrówkę rozpoczynamy czarnym szlakiem przez las, a szeroka droga umiarkowanie wznosi się w górę. Po 20minutach znajdujemy się na Łysej Przełęczy i odbijamy w prawo zgodnie z żółtymi znakami. Moim zdaniem jest to najtrudniejszy szlak na Magurkę – podejście jest ostre i meczące, podczas gdy inne warianty nie wymagają kondycyjnego wysiłku. Droga prowadzi po luźnych kamieniach wśród lasu liściastego, a końcówka jest całkiem widokowa. Wiosenny dzien jest ciepły, Nie bacząc na to po 45 minutach zdobywamy szczyt Magurki.
Pogoda piękna, a na szczycie pusto, co jest dość nietypowym zjawiskiem w tym miejscu.



W schronisku robimy chwile odpoczynku, zmieniamy ciuchy na suche i ruszamy dalej w drogę. Kierujemy się na Przełęcz Przegibek niebieskim szlakiem. Droga przyjemna, a i z naprzeciwka pojawia się więcej turystów. Zejście zajmuje nam 30 minut, po czym czeka nas kolejne podejście. Kontynuujemy wędrówkę wciąż niebieskim szlakiem na Gaiki. Ścieżka wiedzie w górę przez las aż do szczytu.



Według znaków pozostała nam jeszcze godzina do ostatniego celu. Obieramy czerwony szlak i idziemy grzbietem. Od Przełęczy u Panienki pokonujemy ostatnie wzniesienie i po niecałej godzinie naszym oczom ukazuje się krzyż.



Niestety Hrobacza Łąka jest z roku na rok co raz bardziej zaniedbana. Krzyż na szczycie jest imponujący, ale reszta pozostawia wiele do życzenia. Z niedowierzaniem patrzę na całkowicie zarośnięty taras widokowy, z którego kilka lat temu można było podziwiać rozległą panoramę.



Schronisko, o ile w ogóle można je tak nazwać również popada w ruinę. Obsługa jakby nieobecna, reaguje jedynie na dzwonek. Mimo wszystko siadamy w środku i ogrzewamy się własną herbatą. Kiedyś również z okien budynku można było nacieszyć oczy widokiem na Porąbkę.
Po odpoczynku wracamy z powrotem na Przełęcz u Panienki i skręcamy w prawo czarnym szlakiem, by po 50 minutach dotrzeć do Bielska Lipnik. W słońcu czekamy na autobus powrotny do domu i odpoczywamy po 4h marszu.
Kiedy wracam na osiedle i ogarniam wzrokiem odległość jaką przebyliśmy, mówię w myślach: „Kurcze daleko”, ale warto było choć raz…


A.N.

01.03.2014



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz