Niedosyt kilometrów, czyli z Karbu na Kasprowy

Zakopane. Pierwszy poranek mojego tygodniowego pobytu w Tatrach. Nie licząc jednodniowego wypadu na Giewont, ostatni raz byłam tu z rodzicami jakieś 10 lat temu. Teraz sama, świadomie podjęłam decyzję, że czas wrócić w góry na dobre. To właśnie ten moment, kiedy odnalazłam swoją drogę, swoją górską ścieżkę, a każdy kolejny krok szlakiem utwierdzał mnie w przekonaniu, że tak już zostanie.
Na urlopową rozgrzewkę wybrałam Dolinę Gąsienicową. W zasadzie przed wyjazdem zaplanowałam tylko chodzenie po dolinach, ale jak się okaże już niebawem, plany zostały "trochę" nagięte 😉 Rano pogoda jest niezbyt zachęcająca, ponieważ nad miastem wiszą ciemne chmury. Nie zważając na to, wychodzę z kwatery o 8:00 i startuję z Kuźnic. Wybieram szlak niebieski przez Boczań, który zaczyna się ostrym podejściem. Po godzinie wędrówki przez las, teren znacznie się odsłania i pojawiają się pierwsze widoki. Znajduje się w miejscu Skupniów Upłaz.

Nosal i Zakopane
Po około kwadransie docieram na Przełęcz między Kopami, gdzie robię kilka minut przerwy. Podziwiam otaczający mnie krajobraz - pochmurny aczkolwiek wyjątkowy. Dolina Jaworzynki, Polana Kopieniec oraz Zakopane i Gubałówka przyciągają wzrok na dłuższą chwilę.

Skupniów Upłaz i Dolina Jaworzynki
Z bliska
Kolejny etap zaplanowanej trasy przebiega równią w kierunku Hali Gąsienicowej. Jestem tu po raz pierwszy i mogę tylko wierzyć na słowo, iż z tego miejsca prezentuje się spektakularny widok na Tatry Wysokie. Góry wciąż pokryte są chmurami, a ja po 15 minutach delikatnie tracę wysokość i docieram na halę, która robi na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Kilkanaście bacówek rozrzuconych po polanie oraz szlak przecinający jej zielone połacie sprawia, że mimowolnie się zatrzymuję. Zastygam i patrzę.

Hala Gąsienicowa i charakterystyczne bacówki
Otoczenie Stawu Gąsienicowego pogrążone w chmurach
Niedługo potem docieram do schroniska Murowaniec, które na pierwszy rzut oka przypomina mi rodzimą Szyndzielnię. Wchodzę do środka i zajmuję jeden z wolnych stolików, przy którym zamierzam uzupełnić utracone kalorie. W schronisku nie ma zbyt wiele osób - pewnie ze względu na pogodę, ale fakt ten w zupełności mi nie przeszkadza.
Po odpoczynku wracam na szlak niebieski i obieram kierunek Czarny Staw Gąsienicowy. Droga obecnie jest niewymagająca, wręcz po płaskim terenie, jednak w zimie bywa śmiertelnie niebezpieczna. Właśnie pod lawiną z Małego Kościelca w 1909r. zginął Mieczysław Karłowicz, co upamiętnia pomnik nieopodal szlaku. Trzeba pamiętać, że gdy zalega pokrywa śnieżna, obowiązuje zimowe obejście dla tego konkretnego odcinka. Po 20 minutach spacerowego tempa docieram do jeziora. Podobnie jak na hali, góry są całkowicie zasłonięte przez chmury, a jedynie co mogę podziwiać to taflę Gąsienicowego Stawu

Czarny Staw Gąsienicowy
Gdzieś tam jest Orla Perć podobno... 😉
Jest i kaczuszka
Pogoda nie zachęca do nawet krótkiego popasu, więc niebawem kontynuuję wędrówkę. Odnajduję czarne znaki i podążam zgodnie z nimi, tym samym rozpoczynając podejście na Mały Kościelec. Szlak wiedzie początkowo po głazach, by potem piąć się wąską ścieżką w górę. Jest stromo, ale ekspozycja nie jest dla mnie widoczna, ponieważ tonę we mgle...

Staw widoczny z czarnego szlaku
Wąska ścieżka we mgle
Po 30 minutach intensywnej wędrówki w górę, docieram na grań Małego Kościelca, a zamiast pięknego widoku na piramidalny Kościelec, widzę tylko kamienie pod nogami. Dokładnie tak samo jest na Przełęczy Karb, więc nici z podziwiania widoków. Czuję niedosyt...

Mały Kościelec
Mówią, że tam jest Kościelec...
Skoro pogoda kompletnie ze mną nie współgra, nie pozostaje mi nic innego jak zejście do Zielonej Doliny Gąsienicowej. Szlak niebieski prowadzi po głazach po drugiej stronie Małego Kościelca, więc stopień po stopniu tracę wysokość. Droga jest o wiele łatwiejsza niż ta, którą podchodziłam - zarówno technicznie jak i kondycyjnie. Ku mojemu zaskoczeniu z każdym krokiem w dół poprawia się widoczność i zaczynam dostrzegać jeziora w dolinie. Może jeszcze nic straconego, może jednak się rozpogodzi...?

Przejaśnia się
Pośrednia Turnia i Skrajna Turnia
Stawy Gąsienicowe
W momencie kiedy osiągam dno doliny, wiatr całkowicie rozprasza chmury i wokół pojawiają się pyszne widoki. Jestem zaskoczona takim obrotem sprawy i nie mogę się napatrzeć na otaczający mnie krajobraz. Wow!

Błękitne niebo nad Kasprowym
Majestatyczne: Kościelec i Świnica
Teraz idę kamiennym duktem wręcz po płaskim terenie, klucząc między stawami gąsienicowymi. Nieopodal Zielonego Stawu skręcam w prawo i z niebieskiego zmieniam szlak na czarny. Podążam w otoczeniu zieleni i słońca, dzięki którym dolina wygląda zjawiskowo, a przede mną coraz lepiej prezentuje się Kasprowy Wierch. I coś mi strzela do głowy... 😉

Zielony Staw Gąsienicowy
Ścieżka między jeziorami
Kasprowy Wierch
Kiedy po 15 minutach docieram do kolejnego rozstaju dróg, wydaje się oczywiste, że pójdę z powrotem w kierunku Murowańca i tym samym domknę pętlę. Ale do mojej głowy wpadł pewien pomysł. Godzina młoda, robi się pogoda, a moje nogi czują niedosyt kilometrów... Chwila zastanowienia i zamiast pójść w prawo do schroniska, skręcam w lewo i tym samym podążam w kierunku Kasprowego Wierchu. Gór mi mało!

Widok z rozstaju na masyw Kościelca
Po 5 minutach szlak żółty odbija lekko w prawo, natomiast w lewo zielone znaki prowadzą na Liliowe. Rozpoczynam krótkie, aczkolwiek wymagające kondycyjnie podejście, a trudy wędrówki wynagradzane są przez rozległe widoki. Warto było zmienić wcześniej założony plan.

Zielona Dolina Gąsienicowa w całej krasie: kolejka, Murowaniec oraz hala z bacówkami
Karb i Kościelec z widocznym nań szlakiem
Po 30 minutach mozolnej wędrówki w górę znajduję się na Suchej Przełęczy. Po chwilach samotności w Dolinie Gąsienicowej doznaję szoku od obecnych tu tabunów ludzi, ale mimo wszystko staram się odciąć od otaczającego zgiełku i chłonę przyrodę. Kolory lata w promieniach słońca robią wrażenie. Bardzo pozytywne wrażenie 😊

Górna stacja kolejki Kasprowy i widoczne w oddali Zakopane
Szczyt Kasprowego, Obserwatorium Meteorologiczne oraz stacja PKL
Słowacki szlak do Cichej Doliny Liptowskiej; widok na Krywań i Liptowskie Kopy
Z przełęczy ruszam w kierunku szczytu, gdzie znajduje się po 5 minutach i tak oto po raz pierwszy w życiu zdobywam Kasprowy Wierch. Tak się rodzi moja górska historia! Po chwili znajduje jakiś kamień do odpoczynku i w cudownych okolicznościach przyrody konsumuję śniadanie.

Żółta Turnia, Granaty, Kościelec, Kozi Wierch i Świnica ponad Zieloną Doliną Gąsienicową
W dole Zakopane, Nosal i Kalatówki
Goryczkowe Czuby, Czerwone Wierchy i Tomanowa Przełęcz
Podczas odpoczynku uświadamiam sobie przykry fakt, iż nie bardzo chce mi się schodzić. Nogi powoli zastygają w bezruchu i naprawdę muszę włożyć sporo wysiłku, by zmusić je do ponownego marszu. Niby mogłabym zjechać kolejką, ale dusza wciąż jest żądna odkrywania nowych szlaków. I tak oto po chwili bicia się z myślami zbieram się w dół i schodzę najpopularniejs zieloną trasą przez Myślenickie Turnie. Początkowo szlak wiedzie zakosami między kosodrzewiną wzdłuż Suchego Upłazu, tym samym pierwsze 45 minut upływa wciąż widokowo.

Giewont i Przełęcz Kondracka z widocznym nań szlakiem oraz malusie schronisko na Hali Kondratowej
Koleją rzeczy wchodzę w piętro lasu i po 30 minutach osiągam Myślenickie Turnie - pośrednią stację kolejki na Kasprowy Wierch. Dalej wędrówka jest coraz bardziej żmudna, bo i co się dziwić, kiedy mam za sobą już 20km. Ostatni odcinek przez las prowadzi Doliną Bystrej, a marsz umila kojący szum potoku.

Potok Bystra
Po godzinie szlak kończy swój bieg w Kuźnicach, a mnie czeka jeszcze kwadrans drogi na kwaterę. Moje nogi są w pełni wykorzystane, a ja w pełni usatysfakcjonowana. Zmęczona kładę się spać, by jutro znów wyruszyć w Tatry.

A.N.

16.07.2013



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz