Piechotą przez Gorce - Maciejowa, Stare Wierchy, Turbacz

Od dawna po głowie chodził nam Turbacz jako szósty szczyt z Korony Gór Polski i wręcz nie może dłużej na nas czekać, skoro Gorce są tak blisko. Na mapie szukam ciekawej pętli, tak by przy pierwszej wizycie w tym paśmie, jednocześnie zobaczyć jak najwięcej. I tak oto powstaje plan idealny na 30-kilometrową wędrówkę 😃 
Piękny letni poranek. 9 sierpnia pogoda trafia się idealna - jest ciepło, słonecznie i bezchmurnie. Skoro świt ruszamy z Bielska w kierunku Rabki, więc przed wędrówką czekają nas jeszcze 2 godziny w trasie. Punkt startowy położony jest w miejscowości Olszówka i po małym pobłądzeniu wreszcie docieramy na miejsce. Zostawiamy samochód koło kościoła i rozpoczynamy trekking żółtym szlakiem w kierunku Maciejowej. Pierwszy odcinek prowadzi drogą jezdną i z każdym krokiem pnie się coraz bardziej w górę. Robi się również coraz cieplej i w zasadzie nie wiem, czy to zasługa słońca czy wysiłku 😉 Po 30 minutach intensywnego marszu skręcamy z asfaltówki w prawo i zmieniamy szlak na zielony. Jest trochę słabo widoczny, ale na szczęście zauważamy go w porę. Odtąd czeka nas wędrówka przez las wśród cienia drzew. 30 minut niewymagającego marszu i docieramy do Bacówki na Maciejowej. Szybko poszło.

Bacówka na Maciejowej
Bacówka położona na Polanie Przysłop to urocze miejsce - jest zielono, cicho i ciepło. Przy dobrej pogodzie można stąd dostrzec Babią Górę oraz Tatry, ale letnia aura nie sprzyja dobrej widoczności. Nie mniej jednak otoczenie jest sielankowe, więc odpoczywamy i posilamy się na świeżym powietrzu. Turystów na miejscu praktycznie nie ma, jedynie gospodarze kręcą się koło schroniska.

Szlakowskaz wśród brzózek
Wejście do bacówki
Sielankowe widoki, w oddali ledwo widoczne Tatry
Patrzymy na szlakowskazy, według których na Turbacz czeka nas jeszcze 4h drogi. Nie zniechęcamy się jednak i po odpoczynku ruszamy najpierw w kierunku schroniska na Starych Wierchach. Szlak czerwony prowadzi naprzemiennie lasem i grzbietem, jest niewymagający, a pogoda nas rozpieszcza. Po przeszło godzinie docieramy na miejsce i znajdujemy się obecnie na wysokości 968m n.p.m. Tutaj ruch turystyczny jest znacznie większy, ale na rozległej polanie nie ma problemu ze znalezieniem spokojnego miejsca. Letnie dni są długie, a skoro czas nas nie nagli, skrzętnie wykorzystujemy każdą chwilę do leniuchowania.

Stare Wierchy
Gdy kanapki lądują w naszych brzuchach, nadchodzi czas, by ruszać dalej. Według tabliczek pozostały jeszcze 2 godziny marszu na Turbacz. Na początku szlak czerwony prowadzi grzbietem przez las po przyjaznym podłożu. Kondycyjnie idzie się przyjemnie, ale słońce w południe absolutnie nie daje nam odetchnąć. Żar leje się z nieba i pali skórę. Po drodze mimochodem zdobywamy Obidowiec, a mniej więcej w połowie odcinka Stare Wierchy-Turbacz mijamy pamiątkowy pomnik katastrofy samolotu sanitarnego, która miała miejsce w 1973r.

Pamiątkowy pomnik ze szczątkami samolotu
25 V 1973
Odtąd wędrówka przebiega już tylko w górę. Najpierw zdobywamy wierzchołek Rozdziele, po czym szlak nieco się zwęża i prowadzi po luźnych kamieniach. Niebawem wychodzimy z piętra lasu, podążamy otwartym terenem, a ostatni docinek na szczyt jest wąską ścieżką wśród traw i wiatrołomów. Po upływie łącznie 1,5h docieramy na szczyt Turbacza. Wierzchołek jest zalesiony i możemy podziwiać zaledwie widok na zachód, niestety pomimo idealnej pogody, widoczność jest słaba. Na miejscu znajduje się charakterystyczna drewniana tabliczka szczytowa, kamienny obelisk, żelazny krzyż oraz kilka ławek do odpoczynku. Tam właśnie zasiadamy w otoczeniu świerków i zabieramy się za drugie śniadanie 😉

Turbacz 1310m n.p.m.
Kamienny obelisk na szczycie
Pamiątkowy krzyż z datami 1945-1985
Widok na zachód
Pamiątkowe do KGP
Na wierzchołku w zasadzie nie ma wielu turystów, większość zatrzymuje się tylko na moment i podąża dalej przed siebie. My również po odpoczynku wracamy na szlak czerwony, który ma nas doprowadzić do schroniska. Wąska ścieżka kluczy między świerkami i po zaledwie 5 minutach jesteśmy na miejscu. Murowany budynek zaskakuje swoją wielkością, a i tłumy obok również nie napawają optymizmem. Zaciekle szukamy miejsca w cieniu i po jego znalezieniu, oddajemy się błogiemu lenistwu 😉 

Schronisko PTTK Turbacz
Pamiątkowe przed wejściem
Od zaplecza ;)
Po godzinnym relaksie czeka nas droga powrotna i wcale nie jest zachęcająca, bo według obliczeń jesteśmy mniej więcej w połowie trasy, a na liczniku wybił już 21 kilometr. No ale wyjścia nie ma, jak się przyszło to i trzeba wrócić 😉 Obieramy szlak niebieski i już po 10 minutach czeka nas miła niespodzianka. Znajdujemy się na Hali Turbacz, gdzie jest po prostu pięknie - złociste wzgórze oblegane przez stado owiec, kontrastujące z błękitnym niebem i ten charakterystyczny zapach lata. Sielanka jak się patrzy 😀

Hala Turbacz
Na hali usytuowany jest Szałasowy Ołtarz, gdzie po raz pierwszy w swojej "karierze" Ks. Karol Wojtyła odprawiał mszę. Tymczasem my bez przystanku udajemy się ścieżką przez polanę ku wniesieniu Czoło Turbacza, jednak by tam się dostać musimy przedrzeć się przez stado owiec. Łatwo może nie ma, ale zabawnie z pewnością 😜

Owce, wszędzie owce :D
Futrzaki z bliska
Bartek niczym juhas je pogania :D
Po 5 minutach osiągamy wierzchołek Czoła i rozpoczynamy zejście do wsi Koninki. Szlak przebiega umiarkowaną ścieżką przez las, średnio uczęszczaną turystycznie. Godzina marszu niesamowicie się dłuży, po czym dochodzimy do drogi asfaltowej. Teraz musimy dotrzeć do Poręby Wielkiej, czyli następnej wsi, z której z kolei będziemy musieli dostać się do Olszówki, również na nogach. Jedno tylko mnie przeraża: 30km już dawno pojawiło się na liczniku... Niechętnie w upale mijamy pierwszą wieś, potem wciąż prosto przechodzimy przez drugą wieś, aż w końcu skręcamy w lewo. Przed nami pozostaje ostatni odcinek do Olszówki, więc idziemy zadowoleni do przodu, gdy nagle wyrasta znikąd wzniesienie. Musimy je pokonać. Siły z każdą minutą opadają, ale kiedy naszym oczom ukazuje się kościół, wiemy że już blisko, jeszcze tylko parę kroków. KONIEC!
Patrzę na telefon, na którym wybija 37 kilometr i jest to rekord mojego górskiego wędrowania. Za nami
dzień na pełnych obrotach - pobudka o 5:30, wędrówka w upale i najwyższy szczyt Gorców zdobyty. Akumulatory doładowane, a ja zostałam oczarowana kolejnym pasmem górskim. Gorce - I'm lovin it! 😍

A.N.

09.08.2014



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz