Red line - grzbietem Czerwonych Wierchów

Ostatni dzień mojego pobytu w Tatrach został zarezerwowany dla Czerwonych Wierchów. Taka wisienka na torcie na koniec urlopu 😊 Wstaje paradoksalnie trochę wcześniej niż zwykle, bo chce oszczędzić nogom podejścia na Kasprowy i wyjechać nań kolejką. Do Kuźnic docieram chwilę przed 6:00 i niestety do kolejki…kolejka. Czekam na otwarcie kas i ok. 8:00 wsiadam do wagonika. Po 20 minutach znajduje się na Kasprowym Wierchu i podziwiam rozległą panoramę, którą oferuje ten szczyt. Tłumy nie zdołały tu jeszcze dotrzeć.

Sucha Przełęcz, Liptowskie Kopy, Hrube i Krywań
Schody na szczyt...
Trochę lansu 😜 - I 💗 BB
Tomanowy Wierch, Tomanowa Przełęcz, Czerwone Wierchy i Goryczkowe Czuby
Goryczkowe Czuby, Czerwone Wierchy i Giewont
Ja na szczycie 😊
Obserwuję, że turyści głównie zmierzają w kierunku Świnicy, co dla mnie oznacza spokojniejszy szlak na Czerwone Wierchy. Słońce coraz mocniej grzeje i nic nie zapowiada, by pogoda mogła się zepsuć. W świetnym humorze opuszczam Kasprowy Wierch i rozpoczynam wędrówkę grzbietem Goryczkowych Czub.

Ja i Goryczkowe
Goryczkowa Czuba
Maszeruję umiarkowanie równym terenem z niewielkimi podejściami i zejściami. Czasem przechodzę przez szczyty, a czasem ścieżka omija je bokiem. Szlak jest mega widokowy, a typowy letni krajobraz skrada moje serce. Zielone zbocza Tatr Zachodnich połyskujące w promieniach słońca, robią spektakularne wrażenie.

Tomanowa Przełęcz, Czerwone Wierchy i Suche Czuby
Krywań i Rycerowe
Czerwona ścieżka miejscami jest wąska, ale teren nie jest eksponowany, więc mijanki idą gładko. Idzie się rewelacyjnie i ani się obejrzałam, docieram na Przełęcz pod Kopą Kondracką. Wraz z upływem kilometrów zmienia się perspektywa Giewontu, jedne widoki mijają, by w ich miejsce pojawiały się nowe.

Przełęcz z widokiem na Giewont
Kopa Kondracka
Rycerz podglądany zza kosówki...
Po chwili postoju (w końcu maszeruję już ponad godzinę) rozpoczynam podejście na pierwszy z Czerwonych Wierchów - Kopę Kondracką. Kondycyjnie jak to w górę trzeba ustabilizować oddech, ale poza tym bez żadnych trudności. Szczyt zdobywam po upływie 20 minut i podziwiam rozległą panoramę Tatr Zachodnich i Wysokich. Tym samym zdobywam mój pierwszy dwutysięcznik! Jest duma! 😄

Widok na południe
Na północy Śpiący Rycerz
A na zachód ja z Małołączniakiem i Krzesanicą
Ze szczytu spoglądam na dalszą trasę i trzy zielone kopy, na które muszę się jeszcze dziś wdrapać. Pierwszy na kolejce jest Małołączniak, a podejście nań wygląda najostrzej. Nie ma na co czekać. Co by nie było zbyt łatwo najpierw tracę wysokość schodząc do Przełęczy Małołąckiej, by potem krok po kroku zdobywać szczyt. Staram się nie myśleć o wysiłku i delektuję się widokami, a oddech wyznacza mi tempo.

Giewont widoczny z Przełęczy Małołąckiej
Rycerowe z kwiecistej perspektywy
Po 30 minutach marszu staję na szczycie Małołączniaka. Staję na wysokości 2096m n.p.m. i przygotowuję się do słodkiego lenistwa. Po kilku zdjęciach kładę się na trawiastym zboczu i ładuję akumulatory każdym milimetrem krajobrazu, który mnie otacza.

Czarne chmury nad Kopą Kondracką
Tam idę... - Krzesanica i Ciemniak
Po odpoczynku ruszam w kierunku najbardziej charakterystycznego i zarazem najwyższego szczytu z masywu Czerwonych Wierchów – Krzesanicy. Góra ta słynie z mnóstwa kamiennych kopczyków ułożonych na jej szczycie oraz stromych północnych ścian opadających ku dolinie Mułowej. Pierwsze po drodze zaliczam Litworową Przełęcz, a potem wio w górę. Dzisiejsza trasa jest wyczerpująca kondycyjnie ze względu na częste podejścia i zejścia, ale wszelkie wysiłki są rekompensowane przez widoki. I Bogu dzięki, bo by człowiek jakiej załamki doznał 😉 Po 20 minutach docieram na szczyt - szybka sesja i ruszam dalej, bo czas trochę goni. 

Kopczyki z widokiem na Tomanowy Wierch, Smreczyński Wierch, Kamienistą i Bystrą
Szlak usłany kopczykami
Tomanowy, Smreczyński, Kamienista, Bystra, Starorobociański i Jarząbczy
Ostatnie podejście dzisiejszego dnia czeka mnie na Ciemniak. Idę ostrożnie, bo grunt pod nogami jest sypki, a zbocza Krzesanicy strome. Mijam Mułową Przełęcz i po chwili podchodzę na czwarty z Czerwonych Wierchów. Obracam się za siebie i podziwiam północne ściany Krzesanicy. Robią wrażenie...

Krzesanica w pełnej odsłonie
Po 15 minutach znajduje się na ostatnim ze szczytów i cieszę się, że odtąd będzie już tylko w dół (głupia ja!😜). Sporo się dziś nachodziłam, więc po znalezieniu dogodnego miejsca robię dłuższą przerwę - zarówno na jedzenie jak i podziwianie widoków. Przyda mi się, zwłaszcza że zejście zapowiada się na 3-godzinne…

Giewont, Małołączniak i Krzesanica
Ornak, Iwaniacka Przełęcz oraz Kominiarski Wierch; w oddali Rohacze, Wołowiec i Salatyn
Drogę powrotną rozpoczynam stromym zejściem do Chudej Przełączki. Co prawda na rozstaju kusi mnie, by odbić w prawo w kierunku Tomanowej Doliny, ale nogi wydają się być zmęczone (na prawdę?!), więc wybieram krótszy wariant czerwonym szlakiem wprost do Doliny Kościeliskiej. Początkowo trawersuję Upłaziańską Kopę, gdzie na mijankach jest dość ciasno, ale mimo wszystko droga idzie sprawnie. Po 40 minutach marszu osiągam Piec - 1450m n.p.m., i na chwilę przystaję zaczerpnąć wody oraz widoku na Giewont 😊

Sarnia Skała i Giewont
Odtąd trasa prowadzi pośród kosówki, by później zmienić otoczenie na polany lub las. Z każdym kolejnym krokiem moje nogi coraz bardziej odczuwają limit łażenia, a wędrówka zaczyna mi się niesamowicie dłużyć. Dopiero po niecałych 2h w totalu docieram do końca szlaku czerwonego i wkraczam na deptak w Kościeliskiej. W Kirach wsiadam do pierwszego busa i udaje się na kwaterę do Zakopanego. To był męczący dzień, ale dla takiego pożegnania z Tatrami warto było się poświęcić. Czerwone Wierchy zaspokoiły moje wszelkie oczekiwania.
O poranku mogę szczęśliwa wracać do domu i planować kolejny wypad, który okaże się być nie taki odległy i jakże wyjątkowy. No to do października

A.N.


18.07.2013