Wielka Racza po raz pierwszy

2 listopada pogoda nie jest szczególnie atrakcyjna, ale zdecydowanie ciągnie nas w góry. Szaro-bura jesień może nie zachęca do górskiej wędrówki, ale my na przekór postanawiamy jechać w Beskid Żywiecki i ją okiełzn. Plan jest następujący: zdobyć Wielką Raczę z Rycerki Górnej, a potem jeszcze odwiedzić Przełęcz Przegibek.
Punktualnie o 9:00 dojeżdżamy do punktu startowego i ruszamy najpopularniejszym żółtym szlakiem. Początkowo trawersuje on zbocze pośród roślinności, by potem prowadzić szeroką, łagodnie wznoszącą się drogą. Idziemy głównie przez las, jedynie miejscami teren nieco się odsłania, ale warunki i tak nie sprzyjają podziwianiu widoków. Końcowy odcinek żółtego szlaku to tajemnicza, wąska ścieżka klucząca między świerkami, która doprowadza nas wprost do schroniska. Najpierw jednak kierujemy się na szczyt i usytuowany tam drewniany taras widokowy. Szybko pokonujemy kilkanaście stopni i podziwiamy panoramę odrobinę zanurzoną w chmurach. By wiedzieć, która góra, gdzie dokładnie się znajduje, posiłkujemy się metalową panoramką na tarasie. Przy dobrej widoczności można podziwiać ze szczytu Tatry i Małą Fatrę, jednak dzisiaj nie jest nam dane.



Na tarasie dość solidnie wieje, więc jak tylko porobiłam zdjęcia, czym prędzej zmykamy do schroniska. Skoro nas wszystkich przewiało, czas rozgrzać się wewnątrz drewnianego budynku. Schronisko w środku niewielkie. Nieco więcej miejsca jest w przedsionku, skąd rozciąga się panorama widokowa. Niestety dziś zbyt wiele nie zobaczymy. Wyciągamy herbatę, kanapki i się rozgrzewamy.
Kiedy jesteśmy już wypoczęci ruszamy dalej. Po wyjściu ze schronu nabieramy szybkie tempo, bo aż trzęsę się z zimna i przeszywającego wiatru. Jednak nie zmierzamy póki co na Przegibek. Zbaczamy jeszcze na chwilę z zaplanowanej trasy, by zobaczyć słowacki wyciąg narciarski. Po około 15 minutach marszu w dół docieramy na miejsce.



Znowu chwila dla małego paparazzi i dopiero możemy wracać. Teraz idziemy prosto na szczyt, by następnie podążać za czerwonymi znakami ku Przełęczy Przegibek.



Szlak prowadzi tuż przy granicy. Droga jest przyjemna, na razie bez wymagających odcinków. Przed nami pojawia się coraz większe mleko, a krajobraz robi się mglisty i tajemniczy.



Po niecałej godzinie spokojnego marszu i minięciu dwóch przełęczy orientujemy się, że nie widać już czerwonych znaków. W zasadzie to nie ma już na naszej drodze żadnego szlaku. Na przekór jednak nie zawracamy, bo chyba już nie ma to już większego sensu i kontynuujemy wędrówkę w dół. Chwilę później zauważamy powyżej znaki ścieżki spacerowej przez Rezerwat Śrubita. Wyciągam mapę, badawczo patrzę i już znam nasze położenie. Zgubiliśmy szlak dokładnie w połowie drogi na Przełęcz Przebigek. No cóż… chyba dziś nie jest nam dane tam dotrzeć. Teraz idziemy spokojnie przez las trzymając się ścieżki rekreacyjnej, chociaż czasami mamy wrażenie, że chodzimy w kółko. Oczywiście kumple od razu snują opowieści o leśnych potworach pożerających zgubionych turystów. Na szczęście wbrew naszym obawom nie krążyliśmy w kółko i po ok. 15 minutach dochodzimy do drogi asfaltowej. Cały czas nią podążając po chwili docieramy się na parking, z którego startowaliśmy na Wielką Raczę.
Dzisiejsza wycieczka może nie do końca poszła według planów, ale za to nauczyła orientacji w terenie. Przecież nie zawsze musi być idealnie ;) No i najważniejsza lekcja na przyszłość: nie ufać kolegom idącym z przodu. Trzeba było patrzeć na znaki, a nie kogoś obok :P

A.N.

02.11.2013






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz