Pusta Rusinowa, samotna Gęsia i zamarznięte MOko

Marcowy wypad w Tatry planowaliśmy od dawna, trochę również z myślą że załapiemy się na krokusy. Jak się jednak później okaże pogoda spłatała nam małego figla. Póki co mamy piątek i budzimy się przed 7:00 już w Zakopanem. Wyglądamy za okno i widząc, że zapowiada się piękny słoneczny dzień, pakujemy plecaki i jedziemy do Palenicy. Trasę zaplanowaliśmy zgodnie z naszymi zimowymi umiejętnościami, czyli ich brakiem. Tak więc z parkingu nie idziemy asfaltem tylko od razu odbijamy w prawo na niebieski szlak, którym dotrzemy wprost na Rusinowa Polanę (i to po raz pierwszy ever!). Ścieżka początkowo prowadzi lasem, w efekcie czego jest zacieniona i oblodzona. Po 20 minutach przekształca się w zakosy, którymi ciśniemy ostro pod górę. Słońce sprawia, że mamy ciepły wiosenny dzień, więc rozgrzana zrzucam z siebie kurtkę i idę dalej tylko w polarze. Dojście na słynną polanę zajmuje nam 45 minut, a na miejscu okazuje się, że jesteśmy tylko we dwoje. W ciszy obserwujemy niebywałą panoramę wiosenno-zimową. Siadamy na ławce, ale nie z powodu zmęczenia, lecz z zachwytu - widok zwala z nóg. Really!

Jagnięcy Szczyt, Kołowy Szczyt, Łomnica, Baranie Rogi, Lodowy Szczyt, Szeroka Jaworzyńska
i ostatni po prawej Gerlach
Zbliżenie na Gerlach, Batyżowiecki, Kaczy, Zmarzły, Kończystą, Młynarza i Ganek
Rusinowa Polana po raz pierwszy
W drugą stronę bacówka
My w wersji B&W
Po chwili kontemplacji na polanie ruszamy dalej. Za kolejny cel obieramy Gęsią Szyję, więc odnajdujemy zielony szlak, prowadzący po topniejącym śniegu. Podejście wygląda na ostre i żmudne, ale mając po lewej Tatry Wysokie, jakoś wszystko staje się łagodniejsze. Po chwili wchodzimy w las.

Miła odskocznia przy takim nachyleniu stoku
Pusta Rusinowa Polana z bacówką i ławkami
Szlak zielony
Paradoksalnie piętro reglowe zaczyna sprawiać nam większe trudności. Zacienione miejsca pokryte są grubą warstwą lodu i do tego nieźle wyślizgane. Na szczęście ten niewygodny fragment jest krótki i po chwili podążamy szeroką drogą. Ostatni odcinek na szczyt mija błyskawicznie i po 10 minutach zdobywamy Gęs Szy, gdzie także jest cicho i pusto. Wybieramy sobie najlepszą miejscówkę i rozsiadamy się na skałach, by skonsumować śniadanie w tych pięknych okolicznościach przyrody. Ile razy nie byłabym w Tatrach, te zawsze mnie zaskakują. Tak jest i dziś: niby nisko, niby łatwo, a widok za milion dolarów!

Po lewej Tatry Bielskie, dalej Przełęcz pod Kopą, Jagnięcy Szczyt, Kołowy Szczyt, Baranie Rogi,
Lodowy Szczyt i Szeroka Jaworzyńska
Grań Wołoszyna i Masyw Koszystej
W oddali Tatry Zachodnie
Tatry Wysokie i ich król - ostatni po prawej Gerlach
Pamiątkowe ze szczytu :)
Po sowitym odpoczynku ruszamy w dalszą drogę. Plan zakłada wędrówkę zielonym szlakiem do rozstaju na Waksmundzkiej Równi. Ścieżka jest dość wąska i niestety oblodzona, co sprawia nam miejscami problemy. Na szczęście w większości przypadków da się obejść niewygodne odcinki bokiem. Po kwadransie docieramy na niewielką polankę i skręcamy w lewo, zmieniając znaki na czerwone. Jesteśmy na Waksmundzkiej Równi.

Szlakowskazy
Zmierzamy teraz do ostatniego punktu na naszej trasie, czyli do Starej Roztoki. Ile razy mijaliśmy ją pędząc na bardziej wzniosłe miejsca, więc dziś nastawiamy się stricte na schronisko w tym ponoć uroczym miejscu. Nim jednak tam dotrzemy, czeka nas wędrówka po równym terenie wśród świerków. Po 20 minutach zaczynamy podejście na Niżnią Kopkę, by po chwili zacząć z niej schodzić (upierdliwy wariant😜). Podczas marszu obserwujemy zniszczenia i połamane drzewa na szlaku, który jest dość słabo uczęszczany. Niebawem pojawiamy się na sławetnej szosie do MOka, mijamy tłumnie oblegane Wodogrzmoty, po czym kierujemy się w lewo szlakiem zielonym. Aby dostać się do schroniska musimy pokonać 70m różnicy wzniesień, przy czym obecnie schodzimy w dół. Bynajmniej nie jest to takie proste, kiedy na szlaku zalega lód, a buty podjeżdżają co kilka metrów. Finalnie po 15 minutach meldujemy się przed schroniskiem, gdzie panuje głucha cisza i spokój. Ten anielski klimat towarzyszy nam od rana, a ja absolutnie nie mam nic przeciwko.

Schronisko Roztoka
Ponieważ dzień jest ciepły i wiosenny, rozsiadamy się na ławkach na zewnątrz. Początkowo Stara Roztoka miała być ostatnim punktem programu, ale nagle i niespodziewanie wpada nam do głowy pewien pomysł. Jedno spojrzenie, jeden uśmiech i wiemy, że oboje myślimy o tym samym. Dzisiejszy dzień jest tak piękny, żal go kończyć tutaj. Szybka analiza i powstaje plan B. Wiele opcji nie mamy, więc pada na tę najbardziej oczywistą - idziemy nad Morskie Oko! 😃
Po zjedzeniu kanapek pozostaje nam wrócić na czerwony szlak asfaltowy. Staje się również nieuniknione, iż pojawia się coraz więcej ludzi, a wraz z nimi kończy się błoga cisza. Odcinek do Włosienicy mija szybko i bezboleśnie, ale potem zaczynają się klocki. Nie przewidzieliśmy zmiany planów i co za tym idzie dłuższej wyprawy, i nagle kończy nam się woda... Do celu pozostało jedynie 30 minut, ale idąc pod górę po śnieżnej brei, a do tego pod słońce, krótki odcinek ciągnie się w nieskończoność. Zawsze myślałam, że stamtąd do celu jest tylko chwila, ale dziś są to lata świetlne (a pragnienie rośnie z każdym krokiem). Chyba jedyne co nas pcha do przodu, to myśl o zimnej coli w schronisku... Po łącznie 1,5h marszu docieramy pod drzwi budynku i prawie biegiem zmierzamy do bufetu. Dwie cole i woda powinny nam wystarczyć - dul, dul, dul... 😉 Pragnienie ugaszone, więc teraz na spokojnie i bez ciśnień możemy usiąść nad brzegiem MOka i delektować się widokami. Ku naszemu zdziwieniu, przy takiej pogodzie nie ma na miejscu dzikich tłumów. Spoglądam na ścianę utworzoną z Rysów, Mięguszy i Mnicha. Siadam i po cichutku sobie wzdycham...

Żabia Czuba, Żabi Szczyt Niżni, Grań Apostołów, Żabi Mnich, Niże Rysy i nieco z tyłu Rysy
Niżne Rysy, Rysy, Bula pod Rysami, Żabi Koń, Żabia Turnia, Wołowy Grzbiet, Kazalnica,
Mięguszowiecki Szczyt Czarny i Przełęcz pod Chłopkiem
Schronisko z perspektywy jeziora
Siadamy na kamieniu nad jeziorem i odpoczywamy. Widok zamarzniętej tafli stawu jest dla mnie czymś niecodziennym i oczywiście nie mogę oprzeć się pokusie, aby zrobić sobie nań sesję. Zresztą nie tylko ja, bo każdy przybysz nie omieszkał wejść na lód i nieco się polansować 😉

Chodzę po lodzie
Na tafli MOka u stóp potężnych Mięguszowieckich Szczytów
Z bliższa :)
Nad Morskim Okiem spędzamy około godziny. Marcowe dni są wciąż krótkie, więc gdy słońce powoli chowa się za góry szykujemy się do powrotu. Jeszcze raz spod schroniska obserwujemy dzień zmierzający ku końcowi, po czym ruszamy w drogę.

Słońce chowa się za Mnichem
Rysy w ostatnich promieniach słońca
Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Pośredni i Wielki oraz Cubryna
Przed nami pozostało nielubiane 9km drogi, więc w zasadzie idziemy od niechcenia. Po upływie 1,5h jesteśmy ponownie w Palenicy i wracamy do Zakopanego na ciepły obiad.
Po przejściu tej trasy z całą pewnością mogę powiedzieć, że wykorzystaliśmy dzień na 100%, a to wszystko dzięki pogodzie, która była jak marzenie. Te Tatry to mnie chyba trochę lubią, skoro za każdym razem pozwalają się eksplorować w przyjaznym warunie 😉

A.N.

14.03.2014


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz