Wędrówka w Beskid nieznany - biała wiosna na Lubomirze

Pomysł na dzisiejszą trasę siedział nam w głowie już od dawna. Chcieliśmy pojechać w jakieś pasmo górskie dotąd nam nieznane i tak nasz wybór pada na Lubomir w kwietniowych, aczkolwiek zimowych warunkach. Z Lubomirem sprawa jest nieco skomplikowana, ponieważ wszystkie źródła podają, iż leży on w Beskidzie Wyspowym, ale w Koronie Gór Polski przypisany jest jako najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego. Niezależnie od klasyfikacji, tej góry nie było nam dane zdobywać, więc ochoczo ruszamy na podbój.
Wyjeżdżamy z Bielska o 6:30 w kierunku miejscowości Poręba za Myślenicami, skąd będziemy otwierać naszą pętlę. Po 8:00 docieramy do punktu startowego i rozpoczynamy wędrówkę szlakiem zielonym. Naszym pierwszym celem na trasie jest szczyt Kamiennik, od którego według tabliczek dzieli nas 1h 45min. Najpierw idziemy spokojnie chodnikiem, by niebawem skręcić w prawo i kontynuować marsz lasem. Szeroka ścieżka pnie się coraz wyżej i jednocześnie robi się coraz bardziej mgliście. Po godzinie wędrówki postanawiam wreszcie zrobić zdjęcie tego mrocznego krajobrazu i nie chciejcie widzieć mojej miny, kiedy wyciągam aparat i nie ma w nim karty pamięci... Shit! Po chwilowym załamaniu nerwowym, nie pozostaje mi nic innego jak liczyć na niezawodny telefon i jego aparat 20Mpx.

Mglisty krajobraz, a równie mglisto przed oczami ;)
Szlak zielony w okolicy grzbietu Kamiennik
Szlak zielony przebiega łagodnie, a po wspomnianej godzinie prowadzi niemalże po równym terenie, dzięki czemu możemy odpoczywać idąc. Jak się okazuje maszerujemy grzbietem Kamiennik, który jest bogaty w wychodnie skalne. Po upływie 1h 20min docieramy na Kamiennik Południowy, gdzie szlak żółty łączy się z zielonym. Podążamy nim teraz na Sucha Polanę i po niespełna 20 minutach jesteśmy na miejscu. Robimy krótki postój techniczny 😉

Zejście z Kamiennika - w dole Sucha Polana, a przed nami Łysina
Sucha Polana
Po chwili przerwy ruszamy w kierunku Łysiny. Do kolejnego szczytu zapowiada się ostre 45-minutowe podejście. Szlak żółty od początku daje wycisk, wiedzie ostrym stokiem i jest kompletnie nieprzetarty. Nogi grzęzną w świeżym śniegu, co znacznie ujmuje nam mocy. Mniej więcej w połowie drogi dostrzegamy w oddali stado jeleni, jednak gdy chce zrobić zdjęcie, dźwięk telefonu skutecznie je płoszy i z fotek nici. Po 20 minutach katorżniczego kopania w puchu robimy krótki postój na łyk wody i kanapkę. Niestety nie ma gdzie usiąść, więc musimy regenerować siły na stojąco. Po konsumpcji ruszamy dalej i łącznie po 30 minutach znajdujemy się na Łysinie, co jest dla nas miłą niespodzianką. Znajdujemy się na skrzyżowaniu szlaków i zgodnie z tabliczkami skręcamy w lewo w kierunku szczytu Lubomira.

Na rozstaju
Czerwona ścieżka na Lubomir jest odrobinę wydeptana, a fakt że prowadzi praktycznie po równym terenie, zdecydowanie ułatwia wędrówkę. Idzie się przyjemnie, a do tego słońce nieśmiało wyłania się zza chmur. Pogoda jest idealna do wędrówki: bezwietrznie i jak na zimowe warunki zdecydowanie ciepło. Mimochodem zdobywamy szczyt Trzy Kopce, jednak my zmierzamy dalej.

Szlak czerwony - szczyt Trzy Kopce
Po 25 minutach marszu docieramy na Lubomir, którego nazwa pochodzi od nazwiska księcia Kazimierza Lubomirskiego w uznaniu jego zasług. Wierzchołek jest całkowicie zalesiony, ale bardzo charakterystyczny ze względu na usytuowane nań Obserwatorium Astronomiczne. Otwarcie obiektu miało miejsce w 2007 roku, natomiast na Lubomirze pierwsze obserwatorium powstało w 1922r. Nie przetrwało ono jednak wojny, a jego pozostałości (betonowe schody i podstawa teleskopu) możemy podziwiać po dziś dzień. Teraz rozglądamy się wokół siebie i szukamy tabliczki szczytowej, przy której obowiązkowo muszę mieć zdjęcie 😉 Gdzie też ona może być…? Pokonujemy kilka kroków i dostrzegamy ją na nieopodal stojącym oszronionym drzewie. Lubomir oficjalnie zdobyty!

Obserwatorium od razu rzuca się w oczy
Pozostałości pierwszego obserwatorium
Lubomir - 904m n.p.m.
Pamiątkowe do KGP :)
Po pamiątkowym zdjęciu okrążamy obserwatorium. Jesteśmy zupełnie sami, więc przy okazji delektujemy się ciszą, otoczeniem, słońcem, pogodą i oczywiście sobą 😉 Lubomir wyjątkowo mnie urzeka. Nie wiem czy to ta zimowa aura, czy zagospodarowanie miejsca, ale zdecydowanie mnie przyciąga. Dodam jeszcze, że obserwatorium można zwiedzać w weekendy w sezonie letnim za symboliczną opłatą 2zł. Na szczycie oczywiście robimy przerwę i przy okazji czytamy na tablicach o historii obserwatorium. Znajdujemy także zapis o wspomnianych pozostałościach przedwojennego budynku.

Obserwatorium od frontu
Od zaplecza
Pogoda żyleta!
Wypoczęci i naładowani pozytywną energią ruszamy w dalszą drogę. Będziemy zmierzać do schroniska PTTK na Kudłaczach, od którego dzieli nas według tabliczek 1h 15min. Na początek musimy wrócić do rozstaju na Łysinie, do którego docieramy po 20 minutach. Dalej podążamy również szlakiem czerwonym przez las. Ścieżka jest nawet przetarta, prowadzi głównie po równym terenie, czasami delikatnie w dół. Droga upływa bardzo szybko i pod schroniskiem znajdujemy się już po 25 minutach. Wchodzimy zaciekawieni do środka.

Schroniksko PTTK Kudłacze
Wewnątrz jesteśmy zupełnie sami i w spokoju spożywamy śniadanie, chociaż czujemy się trochę dziwnie obserwowani przez gospodynię. Izba jest niewielka, ale pełna drewnianych rzeźb, które można zakupić jako pamiątkę. Odpoczynku nie przeciągamy jednak w nieskończoność, ponieważ zdecydowanie wolimy chodzić niż siedzieć 😉 Przed schroniskiem prezentuje się całkiem przyzwoity widok na Beskid Makowski, ale niestety niebo spowiło się chmurami, co znacznie pogarsza widoczność.

Polana Kudłacze z widokiem na Beskid Makowski
Z Kudłaczy kierujemy się wciąż czerwonym szlakiem do kolejnego rozstaju, który znajduje się nieopodal szczytu Działek. Po 35 minutach wędrówki w dół naprzemiennie po śniegu i błocie, docieramy do wspomnianej krzyżówki, skręcamy w prawo na bita drogę i maszerujemy zgodnie z zielonymi znakami. Ostatni raz spoglądamy na Beskid Makowski i zwariowaną pogodę.

Panorama na Beskid Makowski
Szlakiem zielonym idziemy jedyne 20 minut i dochodzimy nim wprost do samochodu. Dzisiejsza trasa nie była specjalnie długa – 16,55km, ale jak na zimowe warunki wystarczająca. Szło się bardzo przyjemnie, kondycyjnie niewymagająco. Lubomir sam w sobie jest ciekawym miejscem, jednak trzeba przyznać, że trasa była mało widokowa. Przeważała wędrówka przez las i nie mogliśmy nacieszyć oczu panoramami na inne pasma. Jednak dla mnie była to zdecydowanie pozytywna pętla - kolejny ze szczytów KGP został zdobyty, a teraz pora na okiełznanie następnych 😉

A.N.

04.04.2015



2 komentarze:

  1. Super wędrówkę mieliście,zazdroszczę, ciekawe zdjęcia i komentarz z humorem;) pozdrawiam serdecznie, Aga

    OdpowiedzUsuń