Na deser gorczańska jesień - Turbacz i Hala Długa

Po powrocie z Tatr długo nie usiedzieliśmy w mieście i stało się to, co nieuchronne – pojechaliśmy w góry. Początkowy zamysł był zupełnie inny, ale żeby nie zapeszyć nie wyjawię, co nam się w głowach uroiło 😉 W czwartek ostatecznie wybór pada na Gorce i miło wspominany Turbacz.
W tym miejscu pominę drogę do Nowego Targu, bo ciągła się jak nie powiem co... Tak czy siak ruszamy na szlak dopiero o 9:15 i jak na nas jest to sakramencko późno. No nieważne. Żwawo (póki co) napieramy asfaltówką w górę. Dzisiejszy wrześniowy dzień jest zdecydowanie gorący, a temperatura dobija do 30st. Czy ja już wspominałam że nie lubię upałów? No nic, idziemy. Niebawem wchodzimy w las, gdzie jest zdecydowanie chłodniej. Na pewno nie robi się lżej, bo górka zamiast maleć to rośnie, ale i tak jestem pod wrażeniem Gorców. Nie wiem dlaczego, po prostu jakoś są ładne i już. A jak otoczenie ładne to i idzie się przyjemnie, a jak jeszcze wychodzi się z lasu na polanę i widać Tatry to już w ogóle człowiek szczęśliwy 😃


Szlak żółty
Pierwsze smakowite kadry
Teraz szlak naprzemiennie prowadzi przez lasy i łąki. Zaraz, zaraz czy ja mówiłam skąd my właściwie idziemy? Otóż dreptamy żółtym szlakiem z Nowego Targu, a precyzując z dzielnicy Kowaniec, a znaki na szczyt bezlitośnie wskazywały 2h 30min. Po ostrym podejściu teren łagodnieje, a nieopodal szlaku na zielonej polanie pasą się owce. Zamieniamy parę słów z bacą i idziemy dalej przed siebie. Mijamy stadko, gdy wtem za zakrętem nagle dostrzegamy ucieczkę. Najnormalniej owce niepostrzeżenie spitalają tyłem 😜

Sielankowy widok
Popas niewinnych owieczek
Spitalają :P
Musimy trochę przeczekać, bo by nas futrzaki staranowały, po czym ruszamy za stadkiem. Szlak w dalszym etapie prowadzi lasem i delikatnie wznosi się w górę. Ścieżka czasami się odsłania i wtedy słońce daje popalić, do tego dodajmy ostre podejście i postój na wodę murowany. No ale coś za coś: albo las i cień, albo żar i widoki. Co byście wybrali...? 😉

Tatry - przejrzystość powietrza nas zdumiewa
Po około godzinie docieramy na Miejską Górę, czyli do rozstaju ze szlakiem czarnym, skąd pozostaje ostatnia godzina na Turbacz. Odtąd pokonujemy kolejne kilometry umiarkowanie równym terenem i bez większych problemów. Nasz cel wciąż wydaje się być odległy, choć teraz już namierzalny. Na trasie pojawia się kilku turystów, ale na szczęście daleko im do tłumów. Nieprzypadkowo wybraliśmy na wycieczkę dzień powszedni, ponieważ w weekend na Turbaczu potrafią gromadzić się przerażające ilości ludzi

Z widokiem na Turbacz
Wracając do wędrówki – maszerujemy spokojnym tempem i po 30 minutach znajdujemy się na Rusnakowej Polanie. Miejsce o tyle ciekawe, iż znajduje się tu kaplica zwana partyzancką, a w sezonie od maja do października odprawiane są w niej msze. Kaplica jest przesycona symboliką patriotyczną, o czym świadczy chociażby wybudowanie jej na planie krzyża Virtuti Militari. Od niej oddalony jest o około 10 minut drogi pomnik walki o wolną Polskę. Jest to Pomnik Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej oddziału „Ognia”. W obu miejscach przystajemy na chwilę...

Kaplica Matki Boskiej Leśnej Królowej Gorców
Dzwonnica
Brzozowy Krzyż ku Pamięci walczących w Gorcach
z komunistycznym zniewoleniem
Obecnie znajdujemy się na Polanie Świderowej, czyli widokowej krzyżówce szlaków. Tatry i Pieniny prezentują się okazale, chociaż z każdą minutą bliżej południa, przejrzystość powietrza maleje. Wędrówkę kontynuujemy szerokim duktem w cieniu drzew i udajemy się w kierunku schroniska.

Polana Świderowa i Tatry
Pieniny i Jezioro Czorsztyńskie
Do celu pozostało nam naprawdę niewiele, więc w pełni sił docieramy pod schronisko. Narazie nie robimy postoju i od razu ruszamy na najwyższy szczyt Gorców. Nakręceni na zdjęcia pod charakterystyczną tabliczką ciśniemy do przodu i już po 10 minutach Turbacz zostaje przez nas zdobyty. Ściągam plecak, rzucam go na ławkę i rozglądam się wokół. Zatrzymuję się i jeszcze raz się rozglądam. Gdzie jest u licha tabliczka, która stała tu jeszcze w zeszłym roku?! Niepocieszona robię zdjęcia i najwyraźniej drewniany napis "Turbacz" zostanie zastąpiony przez cosik innego. Dzisiaj dla podbicia atrakcyjności szczytu muszę się nieco nagimnastykować 😜
 
Ścieżka na szczyt
Nawet w górach ćwiczę z Chodakowską ;)
Szczyt jest zalesiony i pozbawiony efektowniejszych widoków, ale ponieważ panuje tu cisza i spokój, rozsiadamy się na śniadanie. W brzuchu już dawno burczy, więc pora nakarmić głoda, a przy tym odpocząć we własnym towarzystwie. Po posiłku ruszamy w kierunku schroniska, gdzie planujemy kolejną dzisiaj przerwę. Pusto może nie jest, ale na tłumy nie możemy narzekać. Znajdujemy wolną ławkę i nastaje czas na zasłużony relaks. Postanawiam uczynić ten relaks jeszcze lepszym i w tajemnicy przed Bartkiem zasuwam do bufetu 😉

Schronisko PTTK na Turbaczu
Tatry Wysokie i Podhale
Pieniny i Gorce
No i smakołyki – Deser Gorczański :D
Szarlotka z bitą śmietaną i jagodami skradła nam serce, i chyba właśnie dlatego nie mieliśmy siły ruszyć się z miejsca, i tak oto odpoczywaliśmy przeszło godzinę… 😜 Ruszyć się jednak było trzeba, bo to nie koniec atrakcji na dziś. Nasz plan zakłada jeszcze odwiedziny pobliskiej hali i tego planu jak najbardziej się trzymamy. Około 13:00 ubieram buty, zwlekam się z ławki i idziemy czerwonym szlakiem w kierunku Hali Długiej. Ma w sobie coś przyciągającego, więc pora sprawdzić, czy jest grzechu warta 😉

Hala Długa widziana z Turbacza
Nasz plan jest o tyle przyjemny, iż na halę idzie się niespełna 10 minut, a rozległa polana przyciąga nas niczym magnes. Na miejscu zastajemy ławki, ciszę, spokój i tylko wiatr świszczy wokół. Leżę w promieniach słońca i delektuję się każdą cząstką otaczającej mnie przyrody. Uwielbiam te momenty, kiedy czas zatrzymuje się w miejscu, kiedy można zapomnieć o wszystkich sprawach i doszczętnie wyczyścić mózg. Dawno tak psychicznie nie wypoczęłam: tylko my dwoje i wiatr… 😊

Hala Długa
Tatry powoli chowają się w chmurach
Czoło Turbacza i Polana Turbacz
Jedna z tablic dydaktycznych w Gorcach
Gorczańskie szlakowskazy
Turbacz i schronisko widziane z Hali Długiej
Pamiątkowe :)
Leniuchujemy tak dobrą godzinę i moglibyśmy jeszcze długo, no ale na dół się nie teleportujemy. Trzeba iść. Najpierw musimy wrócić do schroniska, a potem obrać szlak zielony. Po 25 minutach ponownie znajdujemy się na rozstaju szlaków na Polanie Świderowej i tym razem skręcamy w lewo, co by nam ładna pętelka wyszła. Maszerujemy w nieznane najpierw szeroką drogą, która wraz z upływem czasu nieco się zwęża. Po pokonaniu stricte leśnego odcinka zaczynamy wędrować poprzez łąki, polany i drzewostany. Słońce daje popalić, ale w dobrych humorach idziemy przed siebie, obserwując jak z upływem dnia widoczność znacznie się pogarsza. Po godzinie opuszczamy las na dobre i od tej pory będziemy maszerować asfaltem.

Koniec leśnej sielanki
Jak to z asfaltem bywa nogi bolą. Nie przeszliśmy może jakiś kolosalnych odległości, ale upał znacznie nas spowalnia i bezlitośnie wysysa z nas energię. Tak, to jest właśnie ten moment. Zaczyna się marudzenie i wypatrywanie kościoła (tam mamy samochód). Kościoła jak nie widać, tak nie ma, a ja mam poczucie że do cywilizacji ho, ho, ho i jeszcze trochę. Co kawałek przystaję i popijam wodę, ale po chwili znowu usycham z pragnienia. Kto to widział we wrześniu 30 st…?! W tym momencie mam tylko jedno małe marzenie - założyć na stopy japonki i siąść w klimatyzowanym samochodzie. Marzenia spełniają się dopiero po 30 minutach, kiedy nasza wędrówka dobiega końca.
Gorce mają w sobie jakiś magnes i sama nie wiem co najbardziej mnie w nich urzeka. Są góry bardziej puste, istnieją ładniejsze, ale tam mnie wyjątkowo ciągnie. Turbacz jak mi się spodobał rok temu, tak dalej się podoba i z wielką przyjemnością odkry kolejne gorczańskie szlaki. Nawet mam już taki mały, niecny plan na kolejne odwiedziny, ale koniecznie musi zmienić się pora roku… 😉

A.N.

17.09.2015



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz