Nieplanowane Zachodnie - Pyšné sedlo

Po powrocie z Rysów sprawdzamy jak co dzień pogodę. Niestety nazajutrz całe Tatry Wysokie pogrążone będą w mroku, deszczu i chmurach. Szukamy w głowie pomysłu na cokolwiek, by nie zmarnować dnia. Wszakże mamy parę niegórskich alternatyw, ale nas jakoś najzwyczajniej ciągnie w las 😉 Patrzymy na pogodę w Zachodnich i pojawia się iskierka nadziei. Ma być bez opadów, a może nawet załapiemy się na malutki przebłysk słońca. Wtem rozkładam mapę i szukam, gdzie by można pójść w granicach kilometrowego rozsądku. Nagle wpadam na coś kuszącego: mniej znane, a na pewno skromniej oblegane – Pyšné Sedlo i nieopodal leżący Błyszcz. Szlak wygląda nawet ok, nie jest bardzo długi, a i wysokość też niezbyt wygórowana. Zapada decyzja 😃
W piątek wyjeżdżamy z kwatery o 6:00 i kierujemy się do miejscowości Podbanské. W Smokowcu pada deszcz, ale z każdym przejechanym kilometrem opad powoli zanika. Na miejscu z łatwością odnajdujemy duży parking przy szlaku i w dodatku darmowy. Troszkę jeszcze kropi, ale nie na tyle, by przeszkodzić nam w wędrówce.


Startujemy…
Niebieski szlak prowadzi początkowo lasem. Podłoże jest nawet suche, a krople deszczu do nas nie docierają, dzięki koronom drzew. Spokojnie idziemy po równym terenie z niewielkimi podejściami. Po około 15 minutach szlak nieznacznie się odsłania i tym samym ukazuje nam trochę gór.

Liptowskie Kopy
Po kolejnych 30 minutach znajdujemy się u progu Doliny Kamienistej. Czytamy ostrzeżenie o możliwości spotkania niedźwiedzia i patrząc na przewróconą tablicę zastanawiamy się, czy to jego sprawka... Na szlaku nie widać żywej duszy, przez co tym bardziej mamy wrażenie, że się na niego natkniemy. Jednak gdy tylko wchodzimy wgłąb lasu, wszystkie obawy znikają. Stąpając po miękkiej ścieżce jest tak jakoś magicznie. Deszcz również ustaje.

Wlot Doliny Kamienistej
Misiowa sprawka...?
Wędrówka lasem mija szybko i przyjemnie. Idziemy delikatnie pod górę, wcale nie odczuwając nabierania wysokości. Po upływie 30 minut ścieżka zdecydowanie się zwęża. Wychodzimy z piętra lasu i dalej maszerujemy wśród łąk i traw. Niestety jest pewien mankament. W nocy dość mocno polało i wszystkie rośliny są mokre. Do tego dodajmy, że szlak jest rzadko uczęszczany i wąski, więc musimy przedzierać się niczym przez amazońską dżunglę. Efekt jest taki, że cała woda osiada na naszych spodniach...

Szlak, a raczej mokre krzaczory i trawska
Po kilku minutach marszu od połowy uda w dół spodnie są mokre, a woda spływa również na buty. Wpadam na pewien pomysł, żeby chociaż trochę ochronić odzież przed złowrogimi trawskami. Wybawcza okazuje się najzwyklejsza peleryna w nieco innym zastosowaniu. No cóż… potrzeba jest matką wynalazku…

Rzeźnik Stajl
Pomysł okazuje się całkiem dobry i oboje ciśniemy do przodu w „fartuchach”. Niestety w dniu dzisiejszym zapomnieliśmy stuptutów i to okazuje się być kluczowe. Woda zarówno ze spodni jak i peleryny spływa wprost na buty i woda powoli, ale skutecznie dostaje się górą do środka. Na nic się zdaje przebranie skarpetek, ponieważ za chwilę ponownie nasiąkają wodą. Stajemy. Co robić…? Patrzymy przed siebie i szczerze to końca nie widać. Dostrzegamy w oddali wodospad i weryfikujemy z mapą nasze położenie. Niestety pozostała nam jeszcze 1/3 drogi i nie zapowiada się, by szlak uległ poprawie. Zapada decyzja o odwrocie. Przełęcz Pyszniańska będzie musiała poczekać na następny raz.

Gdzieś tam za rogiem jest Pyšné Sedlo
Po przebytych 7,5km zawracamy i teraz już oboje z dyskomfortem wody w butach wracamy do samochodu. Jest nam zimno i w dodatku jesteśmy głodni, ale nie ma gdzie zrobić postoju. Po chwili spotykamy innych hardkorowców, którzy wybrali tę trasę, ale chyba ściągnęliśmy całą wodę na siebie, bo nie byli zbyt mokrzy. Na szczęście humory nas nie opuszczają i po 2h jesteśmy z powrotem na parkingu.
Na początku przebieramy buty i zamykamy się w ciepłym samochodzie. Zmarznięci pijemy herbatę i jemy kanapki – prawdziwy górski piknik 😉
Wiadomo pozostaje niedosyt wrażeń i widoków. Najgorsze jest jednak to, że pogoda była przyjazna i gdyby wybór padł na inną trasę pewnie byśmy zdobyli cel. Wracamy niepocieszeni do domu i po prysznicu momentalnie wskakujemy pod kołdrę. Nie wspomnę, że po wzięciu gripex’a zasypiamy po pięciu minutach (jest 14:00…). Ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Mamy kompletnie przemoczone buty. Jeśli nam nie wyschną do rana, możemy jutro zapomnieć o górach, a pogoda zapowiada się niezła… Tak więc staropolskim zwyczajem napychamy papieru do środka, co by wyciągnął wilgoć. Kupujemy także gazety i ręczniki papierowe, i zmieniamy zawartość co godzinę. Podsuszam nawet buty suszarką i pełni nadziei idziemy spać. Tak naprawdę rano się okaże czy szczęście nam dopisze, czy też pozostanie nam jechać do Aquaparku…

A.N.

11.09.2015



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz