Tatry na lekko, ale na bogato [Popradské + Štrbské Pleso]

W poniedziałek mamy plan pospać dłużej, ale w sumie ileż można spać, kiedy zasypia się ze zmęczenia po całym tygodniu o 22:00? 😉 Wypoczęci jak nigdy wstajemy po 7:00, na spokojnie jemy śniadanie i ogarniamy się do wyjazdu. Bez pośpiechu załatwiamy wszystkie formalności i o 10:00 jesteśmy gotowi do drogi. Po 20 minutach jazdy samochodem znajdujemy się na parkingu w Popradzkim Plesie i szykujemy się do ostatniej urlopowej wędrówki.

Stacja Elektriczki
Zbyt wiele do przygotowania nie mamy, bo dziś zdecydowanie idziemy na lekko - sportowe buty, jeden plecak, aparat i nastawienie na relaks. Wszystko ma być na spokojnie i bez pośpiechu, bez spoglądania na zegarek, bez odliczania ile jeszcze. Tak! W końcu nastał ten dzień, kiedy czas nie ma znaczenia, a my po prostu odpoczniemy. Absolutnie nie twierdzę, że przez pozostałych 6 dni nie odpoczywaliśmy, tylko kiedy ma się wyższy cel, wędrówka wygląda nieco inaczej. Dziś możemy sobie pofolgować - bo chcemy, bo możemy, bo się da!
Na początek czeka nas znana asfaltówka. Pomimo że sezon urlopowy już dawno za nami, a w dodatku mamy poniedziałek, szlak o tej porze jest pełen turystów. Jesteśmy trochę zaskoczeni, ale dziś tłumy nam nie przeszkadzają, a znienawidzona droga jest przyjemna. Idziemy trzymając się za ręce, rozmawiając i chłonąc każdy centymetr otoczenia. Jesteśmy szczęśliwi spacerując pośród gór 😊


Spacer z widokiem na Tatry
Idziemy zdecydowanie wolnym tempem, a pomimo tego po 50 minutach docieramy do Popradzkiej Polany. W tym miejscu zmieniamy znaki na żółte, skręcając w prawo na Symboliczny Cmentarz Ofiar Tatr pod Osterwą. Dziś jednym z naszych celów jest właśnie miejsce pamięci ofiar gór, przy czym wybierając się w tej rejony, trzeba mieć na uwadze, iż ze względu na zagrożenie lawinowe chodnik jest zamknięty od 1 stycznia do 15 czerwca.

Na rozstaju
Projekt powstania cmentarza wysunął w 1922r. czeski taternik Otakar Štáfl, przy czym całość została udostępniona turystom 11 sierpnia 1940r. Obecnie znajduje się tam około 300 tablic upamiętniających ponad 400 osób. Ścieżka prowadząca do cmentarza jest dość wąska i niewymagająca, a po 5 minutach dostrzegamy komunikat o zachowaniu ciszy i powagi miejsca. Przy wejściu na Symboliczny Cmentarz umieszczony jest głaz z wyrytym napisem "znanym i nieznanym ofiarom Tatr Wysokich" oraz olbrzymi krzyż. Odtąd w ciszy i skupieniu powoli przechadzamy się pośród malowanych krzyży i upamiętniających tablic. Cmentarz pod Osterwą zaskakuje mnie swoim rozmiarem. Spodziewałam się raczej czegoś mniejszego, podczas gdy on jest ogromny. W każdym zakamarku znajdują się tablice z nazwiskami oraz miejscem i częstokroć przyczyną śmierci, po środku zaś usytuowana jest kaplica. Miejsce to robi na mnie piorunujące wrażenie. Tyle ludzi zabrały góry…

Znanym i nieznanym ofiarom Tatr Wysokich
„Umarłym na pamiątkę, żyjącym ku przestrodze”
Tablice upamiętniające
Ścieżką pośród krzyży
Ku pamięci zarówno Słowaków jak i Polaków
Pamięci Klimka Bachledy, który zginął niosąc pomoc
Kaplica
Najwyżej położone tablice
Miejsce pamięci wybitnych alpinistów i himalaistów
Po obejściu całego cmentarza, wciąż w ciszy, kierujemy się na prawo na szlak żółty. Nie musimy wracać tą samą drogą do asfaltówki, ponieważ ścieżka wyprowadza nas po drugiej stronie Popradzkiego Stawu. Z tej perspektywy nie mieliśmy okazji go jeszcze podziwiać, więc czym prędzej łapię za aparat. Widoki są cudne - na Popradzką Kopę, na schronisko, czy na samą taflę stawu.

Szlak wyprowadza nas od zaplecza - widok na Popradzką Kopę i schronisko
Sosny w promieniach słońca
Tam idę :)
Hotel Górski odbity w zielonej tafli Popradzkiego Stawu
Po chwili kierujemy się w prawo z zamiarem okrążenia całego jeziora. Podążamy kamiennym duktem wśród kosówki, na którym nie spotykamy wielu osób. Z każdym krokiem zmienia się perspektywa krajobrazu oraz widoki. Mamy mały niedosyt pogodowy, ponieważ większość drugiego planu jest zasłonięta, ale cieszymy się tym co widać, bo mogło być znacznie gorzej. Przede wszystkim jest ciepło i bezdeszczowo.


Na pierwszym planie oczywiście Popradzka Kopa, z tyłu po lewej Wołowiec Mięguszowiecki
Skrajna Baszta, Przełęcz nad Skokiem oraz Mała Baszta
Tępa, Przełęcz pod Osterwą, Osterwa oraz Zadnia Osterwa
Hotel Górski pod Wołowcem Mięguszowieckim
Po około kwadransie docieramy do schroniska, gdzie przysiadamy, by skonsumować śniadanie. Niby nie jesteśmy zmęczeni, ale świeże powietrze zdecydowanie pobudza apetyt 😉 Popas trwa około 30 minut i posiedzielibyśmy pewnie i dłużej gdyby nie fakt, iż słońce schowało się za chmurami i zrobiło się dość chłodno. A jak chłodno to czas się poruszać 😜 Idziemy dalej!
Wchodzimy na znany nam z wczoraj szlak czerwony (to ta opcja zdecydowanie lżejsza) i spokojnym krokiem pokonujemy niewielkie podejście. Ścieżka wiedzie po wygodnych kamieniach początkowo po odkrytym terenie, a potem już lasem.


Szlak czerwony
Ruch turystyczny jest intensywny, ale pomimo wielu mijanek po 35 minutach meldujemy się na rozstaju. Odtąd idziemy zdecydowanie szerszą drogą, a dla urozmaicenia czytamy tablice informacyjne przy szlaku. Podczas ambitniejszych wędrówek częstokroć nie mamy czasu na takie "pierdoły", więc dziś nadrabiamy edukację 😉 Po około kwadransie między drzewami prześwituje już Szczyrbski Staw, skocznie narciarskie oraz kolejka na Skrajne Solisko. Zbliżamy się do celu...

Widok na Štrbské Pleso
Kolejka wyjeżdża na wysokość 1840m n.p.m., dalej na Skrajne Solisko pozostaje 1h marszu
Finalnie po 25 minutach znajdujemy się w miejscowości Szczyrbskie Jezioro, idziemy znanym nam mostkiem i skręcamy w prawo na deptak wokół jeziora. Póki co jest pochmurno, więc warunki na zdjęcia są takie sobie. Spacerujemy pośród tłumów turystów, ale dzisiaj nam nawet ten gwar nie przeszkadza. Tak jak wspomniałam, dziś jesteśmy nastawieni na zgoła odmienny wypoczynek. Od razu rzuca się także w oczy, że Štrbské Pleso jest kurortem raczej dla zamożniejszych osobników, z ukierunkowaniem na bogatych Niemców. Do bogatych nie należę, do Niemców tym bardziej, ale i tak lubię to miejsce 😉

Hotel Patria zza jarzębiny
Niebawem znajdujemy się mniej więcej w połowie okrążenia, a przez chmury powoli przedziera się słońce. Niemal natychmiast robi się ciepło, tafla jeziora jaśnieje, a my znajdujemy zaciszny kąt, będący jednocześnie doskonałą miejscówką do zdjęć. Cała panorama odbija się w stawie, więc nie pozostaje nam nic innego jak bezczynnie na nią się gapić. Jedyny niedosyt, podobnie jak w przypadku Popradzkiego Stawu, to zasłonięte przez ciemne chmury wierzchołki kolosów. Piękna panorama widoczna jest zaledwie w 30%, ale i tak jest ładnie 😊

Lustereczko powiedz przecie… ;)
Symetria - Hotel Patria, Osterwa, Tępa i Klin
Można również wybrać się na romantyczny rejs łódką
Miejsce pamięci uczestników słowackiego Powstania
Nieodłącznym elementem krajobrazu jeziora jest trójkątny Hotel Patria, wybudowany w latach 1968-1973 i choć rodem z PRL-u na dobre zagościł w panoramie. Nad Szczyrbskim Stawem mamy również możliwość pływania łódką, co jest w tym miejscu 130-letnią tradycją, a koszt takiej przyjemności wynosi 15€. Co ciekawe akwen nie ma żadnych potoków zasilających, a woda opuszcza jezioro parując lub przesiąkając przez podłoże. Takie to dziwy 😉 Tymczasem my niebawem domykamy pętlę wokół stawu i tym samym kończymy nasz dzisiejszy spacer. Spoglądamy z uśmiechem na otoczenie Szczyrbskiego Jeziora, a mnie łapie melancholijna zaduma. Tu i teraz nasz urlop dobiega końca… 

W chmurach Kopa Popradzka, Ganek, Osterwa, Tępa, Kończysta i w oddali Mały Gerlach
Z perspektywy trzciny
My Way To Heaven w komplecie (zdjęcie wymagało nie lada szybkości i ostrożności 😉)
Jeszcze jeden kadr
Tradycje - Hotel Patria i łódki
Na definitywne zakończenie urlopu idziemy na słowacką pizzę, a potem spokojnym krokiem zmierzamy na stację elektriczki, którą dostaniemy do miejsca, gdzie zaparkowaliśmy samochód. Dzisiaj miał być dzień na lajcie, więc co będziemy chodzić, skoro za 0,5€ możemy przejechać się sławetną kolejką 😃 
Siedząc już w aucie, spoglądamy na siebie i oboje czujemy to samo - nie chcemy opuszczać Słowacji. Spędziłam każdy dzień z uśmiechem, pośród ciszy i spokoju, pośród gór i małego miasteczka, pośród Słowaków i ich kultury. Słowacja zauroczyła mnie po raz drugi i już zaczynam tęsknić… Może ktoś zapyta: czy było warto wstawać nim świt nastawał? Czy warto było tak wcześnie kłaść się spać? Czy może warto było katować się tyloma kilometrami i godzinami marszu? Otóż było warto! Ten tydzień był wyjątkowy. Tak bardzo odcięłam się od wszystkiego, wypoczęłam i naładowałam akumulatory, ale chyba po napisaniu tych 7 relacji nie muszę tłumaczyć, co jest w tym wszystkim takie wyjątkowe… 

Gładka Przełęcz
Chata Teryho
Rysy
Pysne Sedlo
Zielony Staw Kieżmarski
Koprowy Wierch

Po chwili już słychać warkot silnika i ruszamy do domu. Home sweet Home…


Podróż ku zachodzącemu słońcu
END

A.N.

14.09.2015


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz