W odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie – Zielony Staw Kieżmarski

Dnia poprzedniego po walce z wilgocią i krzakami zasypiamy w niepewności. Buty wyschną czy nie wyschną...? Wycieczkę na sobotę tak czy owak planujemy dość oszczędnie, co by się zbytnio nie rozczarować i tym oto sposobem budzik dzwoni dopiero o 5:45, więc jednym słowem wstajemy wyspani jak nigdy. Pierwsze kroki kieruje do łazienki i sprawdzam stan butów. Weryfikacja wypada tak sobie - czuję jeszcze trochę wilgoć, ale dramatu też nie ma. Suszarka idzie w ruch i po kwadransie Meindle są już gotowe do drogi. Udało się 😉
Wyjeżdżamy ze Smokowca o 7:00 w kierunku parkingu Biela Voda Kieżmarska, co oznacza, że planem na dzisiaj jest
podbój Doliny Kieżmarskiej oraz Zielonego Stawu. Niestety znowu pada deszcz, ale na szczęście nie aż tak bardzo by nie wyjść na szlak. Startujemy o 7:20 w delikatnej mżawce.

Rozstaj Biela Voda
Szlakowskaz podaje czas 3h 5min do schroniska, więc czeka nas spory kawałek drogi, no ale my przecież przywykliśmy już do długich przemarszów. Szlak żółty dobrze się zapowiada (wszakże na mapie jest to również droga rowerowa) - zaczyna się wygodną szeroką drogą i wznosi delikatnie w górę. Na początku wędrówki nieco siąpiło, ale już po 15 minutach opad całkiem zanika i spośród chmur wyłaniają się Tatry. Optymistycznie 😉

Są i góry :)
Szeroka droga prowadzi nas wzdłuż potoku Biela Voda Kieżmarska w typowo leśnym otoczeniu. Maszerujemy dobrym tempem bez większej zadyszki, mijając kolejno rozstaje na Skalnate i Biele Pleso, ale my dzielnie trzymamy się wcześniej założonego planu. Szlak można by wręcz uznać za nudny - jest równo, łatwo, a widoków jak na lekarstwo.

Nudy, nudy...
Widok na Rakuską Czubę
Jeden z rozstajów
Mniej więcej w połowie drogi
, po upływie
godziny ścieżka nieco się zwęża i nie jest już tak wygodna jak dotychczas. Wciąż idziemy lasem, a droga niebawem wchodzi w niewymagające zakosy. Turystów na szlaku kręci się niewielu, w zasadzie większą część stanowią biegacze i to z Bielska-Białej 😃 Równym tempem przemierzamy kolejne kilometry, gdy nagle z pomiędzy chmur wyłaniają się wierzchołki Tatr Bielskich. Mamy nadzieję, że dalej będzie równie widokowo.


Bielska Kopa
Sielanka nie trwa jednak długo, ponieważ wraz ze wzrostem wysokości wchodzimy w chmury i odtąd podążamy we mgle. Niezmiennie idziemy wzdłuż potoku i staramy nie zastanawiać się, co nas czeka u kresu wędrówki. Będzie co ma być i przyjmiemy wyrok na klatę 😜 Zaczynam nawet dostrzegać jakąś magię w tej tajemniczej aurze.

Mgliście
Potok Biała Woda Kieżmarska
Zerkam na zegarek, ile jeszcze zostało nam wędrówki i cierpliwie stawiamy każdy kolejny krok. Maszerujemy już bez przerwy 2 godziny, więc na pewno jesteśmy za połową, chociaż nie to chciałabym usłyszeć. Wtem za zakrętem wyłania się przed nami schronisko i przyzwoity zarys gór, który jak mniemam jest otoczeniem Zielonego Stawu. Jesteśmy na miejscu. Wybija 9:30.

Charakterystyczne schronisko nad Zielonym Stawem
Chata pri Zelenom Plese i otulona chmurami Jastrzębia Turnia
Finisz
Wchodzimy do chaty na śniadanie i nagle obojgu wpada pewien pomysł do głowy. Mamy całkiem niezły czas, a skoro odpuściliśmy już Jagnięcy, to może chociaż by skoczyć na Rakuski Przechód? Kotłuje się w głowie, rozważamy wszystkie za i przeciw, by w końcu zapadła decyzja, że warto spróbować. Czerwony szlak powinniśmy obrócić w około 2h, więc wszystko się jakoś pozytywnie układa. Gdy tak spokojnie ustalamy szczegóły nad mapą, za oknem nagle zdecydowanie się przejaśnia. Biorę aparat i pędzę na zewnątrz, a to co zastaje przerasta moje najśmielsze oczekiwania. Czuję się jak widz na spektaklu w reżyserii Matki Natury. Istny majstersztyk!

Od lewej Durny Szczyt, Mały Durny, Spiska Grzęda, Barani Mnich, Baranie Rogi i Czarny Szczyt
Ruch chmur sekundę później
Kadr nr 3
Druga strona - Baranie Rogi, Czarny Szczyt i w chmurach Kołowy Szczyt oraz Jastrzębia Turnia
Jastrzębia Turnia powoli się odsłania
Oto i ona
Na koniec Mały Kieżmarski Szczyt
Po zachwytach, bieganiu z aparatem, wpatrywaniu się w góry i ruch chmur, wracam do schroniska i przyziemnego śniadania. Nie siedzimy jednak zbyt długo i niebawem przygotowujemy się do wymarszu. Pewnym krokiem wkraczamy na czerwony szlak i kamiennym duktem wśród kosówki rozpoczynamy podbój Rakuskiego Przechodu.

Ostatnie spojrzenie w kierunku Zielonego Plesa
Pamiątkowe z Jastrzębią Turnią
Po krótkim i niewymagającym odcinku docieramy nad Czarny Staw Kieżmarski, a ścieżka odtąd umiarkowanie pnie się ku górze. Szlak prowadzi niewielkimi zakosami przez skalne rumowisko, a im jesteśmy wyżej, tym wchodzimy w większe chmury, co oznacza, że wszelkie widoki poszły w zapomnienie. Po 30 minutach docieramy do Lendackiego Żlebu i umiejscowionych nań łańcuchów. Wspinam się kawałek, ale po chwili odpuszczam. Niestety po wczorajszym opadzie szlak jest śliski, po skałach wręcz płynie strumień, więc zgodnie uznajemy, że nie ma sensu iść dalej. Co innego gdybyśmy później schodzili w kierunku Skalnatej Chaty, czyli po drugiej stronie przełęczy, jednak nasz plan zakłada powrót do Kieżmarskiego Stawu tą samą drogą. Tak więc z lekkim niedosytem robimy odwrót (znowu!😠)

Czarny Staw Kieżmarski
Dobra mina do złej gry 😉
We mgle i nieco posępnych nastrojach schodzimy w dół, tym bardziej zawiedzeni, że byliśmy już w połowie drogi na Rakuski Przechód. Wtem nagle wiatr rozwiewa chmury i w nagrodę pocieszenia naszym oczom ukazuje się bajkowa panorama. Siadamy na kamieniu i podziwiamy kolejny spektakl przyrody. Cud miód malina 😃

Baranie Rogi, Czarny Szczyt, Czarna Przełęcz, Kołowy Szczyt, Modra Turnia, Jastrzębia Turnia
oraz doskonale widoczny szlak na Jagnięcy Szczyt i w blasku słońca Chata pri Zelenom Plese
Schronisko pod Jastrzębią Turnią
Po chwili wszystko ponownie tonie w chmurach
Zdecydowanie nasza dzisiejsza żądza widoków zostaje zaspokojona i teraz już spokojnie, bez grymasów schodzimy do schroniska. Szlak w dół również nie sprawia nam najmniejszych problemów i po 30 minutach jesteśmy na miejscu. Tu zastajemy krajobraz iście odmienny jak przed zaledwie godziną… 😲

10:00
11.00
Nie do poznania jest również ilość turystów w okolicy schroniska, tak iż z ledwością znajdujemy kawałek wolnej ławki na zewnątrz. Przystajemy tylko na chwilę na herbatę (w sumie zrobiło się chłodno) i ruszamy w dalszą wędrówkę. Nasz plan od początku zakłada powrót alternatywnym szlakiem przez Veľké Biele Pleso, czyli drogę znakowaną na czerwono. Ścieżka jest stosunkowo wąska i prowadzi wśród kosówki początkowo po równym terenie, by przy końcówce intensywnie wznosić się ku górze. Mijamy sporo turystów z naprzeciwka, a po upływie 35 minut docieramy do tatrzańskiego stawu. Chmury ponownie i skutecznie uniemożliwiają nam podziwianie widoków.

Szlak czerwony
Veľké Biele Pleso
Idziemy kawałek dalej do rozstaju szlaków, gdzie siadamy na ławce i w oczekiwaniu na małe przejaśnienie, postanawiamy co nieco zjeść. Na krzyżówce panuje niesamowity ruch - to ktoś idzie od Schroniska Szarotka, to od Przełęczy pod Kopą, to do Kieżmarskiego. A my się głupi łudziliśmy, że Dolina Białych Stawów nie jest często odwiedzana 😜 Po chwili łaskawy wiatr rozwiewa chmury i ukazuje nam się Kopa Bielska oraz Przełęcz pod Kopą.

Rozstaj szlaków
Tam podobno są Tatry Bielskie
Faktycznie! - Kopské Sedlo
Po odpoczynku odnajdujemy szlak niebieski, który poprowadzi nas wzdłuż Białego Potoku. Najpierw idziemy wąską ścieżką w otoczeniu kosówki, by potem zakosami stopniowo tracić wysokość, pokonując przy tym liczne mostki na potoku. Z czasem zaczyna się przejaśniać, a przed ostatecznym wejściem do lasu obracamy się ostatni raz za siebie.

Płonące kolosy
Po godzinnej wędrówce szeroką, leśną drogą znajdujemy się na rozstaju z żółtym szlakiem i dalej podążamy znaną już nam z rana drogą. Ostatni odcinek (jak to już bywa na tym urlopie) dłuży się niemiłosiernie, a z każdym krokiem robi się coraz cieplej. Promienie słońca nie dają wytchnienia i dopiero po 35 minutach jesteśmy z powrotem na parkingu.
Dzisiejszy dzień obfitował w magiczne momenty. Był zmienny i pełen niespodzianek, a nad Zielonym Stawem działy się istne dziwy. Może dzisiaj nie zdobyliśmy żadnego szczytu ani przełęczy, może to była tylko dolina, ale za to przyroda pięknie nam zagrała 😃
Po powrocie na kwaterę czeka nas jeszcze jedna ważna decyzja. Podczas całego tygodnia trochę nam się pokomplikowały plany, większa część pozostała niezrealizowana, a jutro zapowiada się pogoda żyleta. I tak oto na ostatni dzień naszej tatrzańskiej wyrypy musimy wytypować zwycięzcę – szczyt, który zostanie zdobyty prawdopodobnie przy najlepszym możliwym warunie. W zasadzie gra toczy się o dwa wierzchołki: Sławkowski i Koprowy. No i co by tu wybrać na jutro…? 😏

A.N.

12.09.2015


4 komentarze:

  1. Pomijając te momenty, gdy chmury pokrywały wszystko, to przy przewianiu zgotowały Wam cudne widoki. Lubię taką grę chmur, bo klimat jest w tedy niesamowity. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ze schroniska nad Zielonym Stawem Kieżmarskim mam złe wspomnienia, ale miejsce w którym jest wybudowane jest świetne. Zastanawia mnie co się stało z papużką falistą, która mieszkała w schroniskowej jadalni, co ciekawe krzątają się tam dwa koty i ja nie wiem czy tam do jakiegoś mordu nie doszło! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawe czy uda mi się dotrzeć na ten Zielony Staw w tym roku. chyba dość spoko trasa na niepewną pogodę.....Taka pogoda ma jeden plus - właśnie ten spektakl chmur. Kiedy jest czyste niebo, jest pięknie...ale jakoś nudno. Ale kiedy chmury pędzą, można trzaskać zdjęcie za zdjęciem, bo ciągle się widoki zmieniają

    OdpowiedzUsuń