Jak zawsze spokojnie, jak zawsze magicznie --> Krawców Wierch

Na 14 listopada plany były iście odmiennie od tych zrealizowanych. Miała być krótka, spacerowa miejscówka stricte do robienia zdjęć, a wyszła całkiem przyjemna i niezbyt długa trasa górska. Dzisiaj zabieram Was na Krawców Wierch :)
Do Glinki, skąd będziemy rozpoczynać naszą pętlę, docieramy parę minut po 8:00. Z łatwością znajdujemy początek szlaku, ponieważ będziemy wędrować dokładnie tą samą trasą co w styczniu (czytaj tutaj). 


Glinka
Na szczyt czekają nas 2 godziny, a ponieważ poranek jest dość rześki szybko przystępujemy do działania. Początek stanowi kondycyjne wyzwanie. Pomimo że idziemy po twardym podłożu, to droga daje nam popalić. Spory odcinek żółtego szlaku prowadzi między domami, ale dzięki intensywności podejścia szybko pojawiają się pierwsze widoki.

Po lewej Muńcuł z charakterystyczną halą na szczycie
Beskid Żywiecki
Rozgrzani stawiamy kolejne kroki i po 45 minutach wchodzimy w las. Ścieżka początkowo wiedzie delikatnie pod górę, jest szeroka i niewymagająca. Pomimo słonecznej pogody jest wietrznie, przez co trochę chłodno, ale aura i tak jest dość łaskawa. Nie zwalniamy tempa i jedyne postoje narzuca nam otoczenie :)

Iście jesienna aura
Na dalszym etapie szlak robi się błotnisty i niezbyt przyjazny. Musimy iść dość ostrożnie, żeby nas gdzieś nie wciągnęło ;) Potem pojawia się ostrzejsze podejście, jak się okazuje już ostatnie. Gładko nam poszło i po 1,5h meldujemy się na Hali Krawculi. Jest pięknie, cicho i spokojnie. Listopadowa jesień pokazuje cały swój urok. Głodni wchodzimy do bacówki.

Hala, bacówka i szczyt w oddali
Bacówka na Krawcowym Wierchu
Na początek gorąca herbata i kanapki, a na deser zamawiamy świeżo upieczoną szarlotkę. Zapomniałam jej udokumentować, ale uwierzcie na słowo, że była przepyszna :D Odpoczywamy około godziny po czym ruszamy ku szczytowi. Po wyjściu ze schroniska wita nas lodowaty wiatr, a słońca chowa się gdzieś za chmurami. Zdjęcia robię w pośpiechu z trzęsącymi rękoma.

Hala Krawcula, a nad nią od lewej Wielka Rycerzowa, Mała Rycerzowa i Muńcuł
Nieco dalszy kadr ze szczytu
Po 10 minutach docieramy na szczyt i zarazem wchodzimy w las. Niestety nie znajdziecie tu tabliczki z nazwą czy wysokością. Skręcamy w prawo na szlak niebieski i zaczynamy schodzić w dół. Ścieżka wiedzie przez las wzdłuż granicy polsko-słowackiej i doprowadzi nas do przejścia granicznego Glinka-Novot. Jednak póki co podchodzę do drzew po prawej i próbuje załapać w obiektywie bacówkę z nieco innej perspektywy.

Bacówka i Muńcuł
Gdzieś zza świerku
Ostatnie spojrzenie
Ponieważ jest zimno tempo mamy dość szybkie, a po podejściu na Jaworzynę jesteśmy już rozgrzani. Na szczęście pośród drzew nie odczuwamy podmuchów wiatru. Szlak prowadzi ścieżką przez las, czasem ostro w dół. Końcówka przebiega po płaskim terenie i po 45 minutach docieramy do Przełęczy Ujsolskiej. 

Przełęcz Glinka
Dawne budynki straży granicznej
Ostatni etap naszej dzisiejszej wędrówki przebiega drogą asfaltową aż do centrum Glinki. Pomimo że mamy do pokonania aż 5km trasa mija szybko, a rozmowa umila każdą minutę. Nieco zziębnięci, ale uśmiechnięci docieramy do samochodu przed godziną 13:00.
Na Krawców zawsze chętnie wracam, bo jest to mało popularne miejsce, czyli zarazem spokojne. Dlatego polecam ten zakątek każdemu kto podziela moje upodobania. W zasadzie  to już mam chrapkę na powtórkę trasy w zimie :D

A.N.

14.11.2015



3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawie opisane :) Dawno tam nie byłem i zachęciłaś do wyjadu na Krawca. Jednak teraz już raczej nie ma szans ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuje poczekać na zimę :) Ze śniegiem najlepiej :)

      Usuń
  2. Krawcow Wierch to moje ulubione miejsce od lat..może dlatego ,ze nie należy do szczególnie polecanych miejsc zachowuje swój urok..a ciasto zawsze tam dobre piekli..pozdrawiam janusz

    OdpowiedzUsuń