Diabelski Beskid Mały, czyli w drodze na Czupel

Przed bieżącym weekendem pojawiło się sporo znaków zapytania. W ciągu tygodnia pogoda nas rozochociła i zaczęliśmy planować słoneczną, listopadową trasę. Niestety prognozy diametralnie się zmieniają i z naszych planów nie pozostaje nic godnego uwagi. No bo skoro pogoda niepewna to po co daleko jechać, to za długo nie można chodzić, a tu już byliśmy, a tu nam się nie chce. Po długich dyskusjach i przemyśleniach wybór padł w końcu na Czupel, tylko jak zwykle trasą inną niż dotychczas. Nawet nie chce nam się za wcześnie wstawać, więc wyjeżdżamy dopiero przed 8:00, a o 8:30 rozpoczynamy wędrówkę z Czernichowa.

Start
Szlak zielony początkowo prowadzi wąską ścieżką ostro w górę. Dziś pierwszy raz testuje nowe kije i akurat pod tą górkę sprawdzają się wyśmienicie. Po 10 minutach jednakże wychodzimy na zwykłą drogę asfaltową i kolejne 15 minut podążamy między domami. Gdy w końcu wchodzimy w las ścieżka pozbawiona jest trudności i spokojnie stawiamy kolejne kroki. W Beskidzie Małym wita nas jesień na całego :)

Beskidzki las
Kolorki
Następnie ścieżka się zwęża i miejscami nieco odsłania. Widoki wciąż iście jesienne, a na szlaku cisza i spokój. Zdecydowanie nie jest to często wybierana opcja przez wędrowców. A my takie opcje lubimy najbardziej:D

Zielony szlak
Test kijaszków
Po godzinie zmieniamy szlak na żółty i teraz idziemy wręcz po równym terenie. Na tej wysokości Żar wygląda imponująco.

Żar i Kiczera
Na Czupel pozostaje nam 1,5h drogi, ale jesteśmy przekonani, że pójdzie dużo szybciej. Słońce powoli chowa się za chmurami i teraz w trochę mroczniejszym klimacie zbliżamy się do kolejnego rozstaju szlaków. Skręcamy w prawo i idziemy wciąż po płaskim terenie zgodnie z czerwonymi znakami. Po dosłownie 5 minutach orientujemy się, że gdzieś tutaj nieopodal szlaku znajduje się Diabelski Kamień i właśnie w tym momencie skręcamy w lewo ku niemu.

Diabelski Kamień
Czarownica ;)
Jak widać jesień ogarnęła Beskid Mały w 100%. Jeszcze kawałek maszerujemy bez trudności, a potem szlak umiarkowanie się wyostrza. Z każdym kolejnym metrem idziemy coraz bardziej pod górę. Tylko dlaczego z każdym kolejnym krokiem mam coraz mniej sił?! Szlak staje się wyjątkowo nudny, a zapowiadane 1,5 godziny upływa co do minuty. Umęczeni w końcu docieramy na szczyt. I kto powiedział, że małe jest łatwe?!

Na szczycie
Na Czuplu nie ma żywej duszy, a w dodatku jest zimno. Ubieramy się cieplej i na ławkach spożywamy śniadanie. Wokół panuje spokój i tylko świst wiatru zakłóca ciszę. I tak upływa 30 minut zanim na szczycie pojawia się 30-osobowa grupa. Tym samym czas na nas…
Schodzić będziemy niebieskim szlakiem bezpośrednio do Czernichowa. Tabliczka wskazuje 1h 15minut i teraz już nie napalamy się na skrócenie czasu. Lepiej zakładać najgorsze ;)


Tędy do samochodu
Początek jest łatwy i przyjemny, niewielkie zejścia, trochę po płaskim, a czasami nawet widokowo. Nie ma do czego się przyczepić. 

Szlak niebieski
Niestety w dalszej części znacznie tracimy wysokość (tzn.ostro). W dodatku szlak prowadzi jarem wypełnionym po brzegi liśćmi, pod którymi kryją się kamienie. Łatwo nie ma. Na domiar złego zaczyna jeszcze kropić, a co by jeszcze pomarudzić to przez cały dzień towarzyszą nam jakieś wstrętne robale, które czepiają się wszystkiego i odczepić się nie chcą. Wspominałam że mamy piękną jesień?
Po ponad godzinie w końcu wychodzimy na równy, a zarazem widokowy teren. Już wiemy że nasza wędrówka dobiega końca i nawet to dobrze. Zaczyna coraz mocniej padać i wychodzi na to że wstrzeliliśmy się z trasą idealnie. Ma się tego farta ;)

Cisowa Grapa, Jaworzyna i Kościelec
Tresna a nad nią Przysłop i Stary Groń
Wracamy do domu z potwierdzoną tezą, że od drugiej strony ten Beskid Mały jakiś większy jest. Może i jest trudniejszy, ale za to również bardziej widokowy i opustoszały. Jak to mówią, co kto woli…

A.N.

07.11.2015




3 komentarze:

  1. Mam takie same kijki. Fajne są, bo krótkie po złożeniu i lekkie :) Mój samotny wyjazd na Czupel rozpoczął się kiedyś aż z Poznania... to były czasy, ale dobrze że już minęły ;) Teraz to bym chętnie wybrała się w ten rejon na rowerze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kijki są super. Kupowałam je z zamiarem chodzenia w zimie, ale już po pierwszej wędrówce poczułam jak odciążają nogi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kijki ... dopiero w połowie tego roku zacząłem ich używać i teraz nie wyobrażam sobie górskiej włóczęgi bez nich :)
    Bardzo lubię odwiedzać Czupel :) ... a Diabelski - też fajne miejsce.
    Pozdrawiam Serdecznie

    OdpowiedzUsuń