Hala Stoły i Hala Ornak, czyli Sylwester w sercu Tatr Zachodnich

I oto nadszedł ostatni dzień roku 2015. Przez ostatnie 3 dni dopadło mnie jakieś pierońskie przeziębienie, więc stawałam na głowie, by się wyleczyć i być w pełni sił na tatrzańskie wędrówki. No i prawie się udało… W podróż wyruszam z gruźliczym kaszlem i zachrypniętym gardłem, ale co by nie mówić nie jest najgorzej.
Z Bielska wyjeżdżamy na spokojnie o 8:00, tym samym sprawdzając nową trasę przez Bobrov i Czarny Dunajec. Droga mija szybko, bez korków i jeszcze przy tatrzańskich widokach 😃


Tatry Zachodnie z krajowej 957
Do Kościeliska docieramy nieco po 10:00 i przygotowujemy się do wędrówki. Jest około -10°C, więc najpierw ciepło się ubieramy, by potem zarzucić na plecy niemało ważący tobół z 3-dniowym ekwipunkiem. Wbija mnie w ziemię jakieś 10 centymetrów i jestem gotowa do drogi. Oj będzie bolało…
Na szlak ruszamy o 10:30 i przez najbliższe godziny będziemy przemierzać wzdłuż i wszerz Dolinę Kościeliską. Aura wokół jest niesamowita. Piękny słoneczny dzień przeplatany mrozem i krajobraz robi się bajkowy.


Początek szlaku wzdłuż Potoku Kościeliskiego
Bajkowy krajobraz: zieleń drzew i oszroniona trawa
Obładowane wędrowniczki…
Bacówka w Kościeliskiej
Dzielnie idziemy dalej wśród tabunów zmierzających do schroniska. Nie jest z nami tak źle, bo czasem kogoś nawet wyprzedzimy (z naciskiem na czasem😜). Po 35 minutach docieramy do pierwszego rozstaju (przy Lodowym Źródle) i skręcamy w prawo. Zapominamy o dziesiątkach ludzi i zaczynamy podążać szlakiem niebieskim, który doprowadzi nas wprost na Halę Stoły. 

Tam teraz idziemy
Tym bardziej cieszy mnie kierunek naszego marszu, ponieważ przez ostatnie 2 lata szlak był zamknięty. Fakt ten spowodowany był przez halny z grudnia 2013, który powalił masę drzew i TPN dopiero w listopadzie tego roku ponownie otworzył szlak. O jaka była moja radość, kiedy dotarła do mnie ta informacja, bo planując Sylwestra w Kościeliskiej miałam ogromną chrapkę na Stoły. No i udało się 😃
Wracając do wędrówki. Lekko nie ma. Szlak pnie się od razu w górę, a później części wchodzi w zakosy. Tak naprawdę życie ratują nam kije, dzięki którym możemy się zapierać i jakoś wlec z ciężarem na plecach.


Pierwsze podejście za nami
Coraz wyżej
Mozolnie stawiamy kolejne kroki. Ból daje popalić. Tak naprawdę co kawałek szukam miejsca, by oprzeć plecak i chociaż na chwilę odciążyć barki. Szlak prowadzi wąską ścieżką praktycznie cały czas lasem, ale jak wspomniałam wiele drzew zostało powalonych, więc widoki również się odsłaniają i całą drogę właśnie na tym staram się skupić 😉

Zadnia Kopka
Hruby Regiel i Zawiesista Turnia
Powalone świerki, a nad nimi: I plan Ciemniak, Saturn i Tomanowa Kopa; 
II plan Niedźwiedź, Tomanowy Wierch oraz Smreczyński Wierch
Kolejny etap to trawers wśród świerków z umiarkowanym podejściem. Po upływie łącznie 1h 20minut, czyli dokładnego czasu ze szlakowskazu, wyłaniają się w końcu przed nami szałasy. Jesteśmy na miejscu, a ja bez chwili zastanowienia zrzucam plecak z ramion 😃

Ostatnie podejście
Hala Stoły
Jest pięknie. Panorama roztaczająca się z hali jest zjawiskowa, a dzisiejsza pogoda jeszcze bardziej sprzyja widokom. Sycąca zieleń świerków wyraźnie odcina się od błękitnego nieba, rude trawy pochłaniają każdy milimetr polany, a zabytkowe szałasy dodają całości uroku. Dopiero po załapaniu w obiektywie wszystkich możliwych kadrów, zabieramy się za śniadanie.

I plan: Zdziary; II plan: Małołączniak, Twarda Kopa, Ciemniak, Stoły, Niedźwiedź i Tomanowy Wierch
Widok na Zawiesistą Turnię, Przysłop Miętusi, Łysaki i Giewont
Lasy otaczające Polanę Upłaz oraz zielone zbocza Zdziarów
I jeszcze jeden kadr z szałasem
To jednak nie koniec wędrówki w górę. Pomimo że niebieskie znaki kończą się tutaj, bieg szlaku na mapie wyznaczony jest nieco wyżej. W sumie trochę dziwne to zjawisko, ale bez zbędnego myślenia ponownie zbieramy się do drogi. Przed wędrówką jednak nie zaszkodzi łyk wiśnióweczki na podbudowanie morali 😜 W końcu jest Sylwester!

Lekarstwo na chrypkę, a w zasadzie na wszystko :P
No to wio w górę. Najpierw podążamy polaną, by po chwili wejść w zacieniony teren i klucz między drzewami. Po 10 minutach docieramy na miejsce, gdzie stoi pachoł z tabliczką „Polana na Stołach”. Ciekawa jestem dlaczego jest on usytuowany tutaj, a nie poniżej... Pomijając tę zagadkę, teren jest kompletnie niewidokowy, oczywiście nie licząc widoku na świerki 😜 Korzystając z okazji, że znaleźliśmy się aZ tak wysoko, podchodzimy jeszcze parę kroków wzwyż (aż całe 16m), i tym samym zdobywamy wierzchołek Suchego Wierchu. W planach nie był, ale szczyt to szczyt 😃

Polana na Stołach
„Stołowe” widoki
Suchy Wierch – 1428m n.p.m. z widokiem na Kominiarski
A tak odpoczywały ramiona…:P
Bez dłuższej celebracji zdobycia Suchego Wierchu wracamy na Halę Stoły w otoczenie szałasów. Tam plecak ponownie idzie w odstawkę, a ja spaceruję po polanie w poszukiwaniu nowych kadrów z całkiem pozytywnym skutkiem. Niesamowite to miejsce.

Szałasy w komplecie
Obiekt zabytkowy z widokiem na Przysłop Miętusi
No i na koniec blogger-lans :D
Słońce jest coraz niżej, więc o 13:20 bierzemy się do zejścia, a mi zdecydowanie lżej, pomimo że plecak jest równie ciężki. Nie obyło się także bez między-postojów, ale na szczęście po 50 minutach jesteśmy ponownie w Dolinie Kościeliskiej. Idziemy wzdłuż potoku mijając Bramę Kraszewskiego i po 20 minutach meldujemy się na Polanie Pisanej. No to krótka przerwa na wiśnióweczkę, bo coś mnie chrypka łapie 😜

Otoczenie Polany Pisanej: Saturn i Ratusz
A z drugiej strony potoku nieśmiało wychyla się Kominiarski
Rozgrzani i uśmiechnięci stawiamy czoła wędrówce i dzielnie przemy w górę. No wiem, niewiele jest tu pod górę, ale przecież czuję jak robi się ciepło… 😉 Mijamy wlot do Wąwozu Kraków i odliczamy minuty do Hali Ornak. Po upływie 0,5h między drzewami dostrzegamy budynek schroniska. Uratowani! Wchodzimy żwawo do środka i od razu pędzimy się zameldować. Byleby tylko porzucić plecak i iść coś zjeść 😋
Popołudnie mija szybko i niebawem nastaje sylwestrowy wieczór, a my relaksujemy się w jadalni, popijając grzane wino naprzemiennie z zimnym piwem. Trochę nie mogę przeżałować, że do plecaka nie zmieściły się chipsy, bo do piwka to by siadły idealnie. No nic, muszę obejść się smakiem 😉
Gdy wybija północ wszyscy wysypują się przed schronisko - jest tradycyjne odliczanie, picie szampana i noworoczne życzenia. Nad nami połyskują miliony gwiazd, od których nie sposób oderwać oczu, a wszystkie konstelacje są takie doskonałe i wyraźne. Jest jednak coś jeszcze bardziej przyciągającego. Przed nami znajduje się „jaśniejąca” góra, która ma w sobie coś magicznego, a zarazem niepokojącego. Jest taka piękna i majestatyczna, a jednak jakaś groźna… To masyw Bystrej i Błyszcza tak przyciąga wzrok i dziwnie połyskuje tylko tej jednej nocy. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. I tej góry i tych niezliczonych gwiazd. To było niesamowicie estetyczne przeżycie. Witać Nowy Rok w sercu Tatr Zachodnich…


„Jaśniejąca góra" jeszcze przed zachodem słońca
Schronisko na Hali Ornak w sylwestrową noc
Po północy wracamy do pokoju i padamy zmęczeni do łóżek. Oto nastał 2016 rok, a my już rano inaugurujemy sezon górski 😃

A.N.

31.12.2015



2 komentarze:

  1. Ostatni dzień roku i śladowe ilości śniegu w Tatrach. Ciekawe czy trzeba się już przyzwyczajać do takich warunków w grudniu w najbliższych latach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że byłam w Tatrach w grudniu 2013, 2014 i 2015, i zawsze ze śniegiem tak marniutko :( Chyba czas się przyzwyczaić

      Usuń