Inauguracja AD 2016, czyli noworoczny trekking na Iwaniacką Przełęcz i Smreczyński Staw

W Nowy Rok budzimy się o 8:00 w cieplutkich łóżkach. Jak miło wyglądnąć przez okno na wyłaniające się zza Ornaku słońce… 😊 Jak najszybciej chcemy otworzyć górski sezon, więc śniadanie i ogarnięcie zajmuje nam nieco ponad godzinę i ok. 9:30 ruszamy na szlak. Wychodzimy ze schronu, a mróz jest całkiem do zniesienia.

Schronisko PTTK na Hali Ornak
Na początek obieramy szlak żółty w kierunku Iwaniackiej Przełęczy. Tam jeszcze nas nie było, więc w zasadzie nie wiemy co nas czeka i właśnie to jest fajne. Na szczęście trochę tych nieodkrytych miejsc nam zostało 😉

1h 20min do celu
Po przejściu prostej, ale skutej lodem ścieżki wchodzimy w las. A w lesie czai się pierwsze podejście, po którym następuje kawałek równego terenu. Idzie się przyjemnie, szeroką ścieżką, a poranne słońce napawa optymizmem. 

Pierwsze podejście
Po 15 minutach docieramy do tabliczki informującej o początku terenu lawinowego. Racja, mamy styczeń, ale śniegu jak nie było tak nie ma. Przechodzimy przez mostek nad Żlebem pod Banie i spokojnym tempem podążamy dalej.

Przekraczamy Żleb
Tatrzański las
Dalej wysokość zdobywamy kamiennymi stopniami, a pod nogami pojawiają się pierwsze połacie lodu. Idziemy ostrożnie, a gdzie się da, omijamy bokiem. Na nic tu raki, które taszczymy w plecaku. Trzeba by założyć na 5 minut i znowu chować. Na szczęście teren nie jest przepaścisty, więc pod górę spokojnie dajemy radę. Co będzie w dół zobaczymy na powrocie.

Szlak żółty
Ornak prezentuje się imponująco
Szlak coraz bardziej pnie się w górę i prowadzi zacienionym terenem. Tutaj pojawia się kolejny zalodzony odcinek, który pokonujemy wolniej, ale bez większych problemów. Wąska ścieżka zakręca w prawo, a za nami wyłania się przyzwoity widok na Tatry Zachodnie.

Ciemniak, Stoły, Tomanowa Przełęcz, Suchy Wierch, Tomanowy Wierch,
Smreczyńska Przełęcz, a ta biała plamka to Wyżnia Polana Tomanowa
Kolejne kroki stawiamy równie uważnie i teraz już głównie lasem docieramy na Iwaniacką Przełęcz. Całość podejścia zajmuje nam 1h 10min i nie należy do zbyt męczących. Ponieważ na przełęczy nigdy nie byliśmy, nie wiedzieliśmy również, czego się spodziewać. Na miejscu zastajemy zaciszną, zaśnieżoną polankę w otoczeniu świerków. Może nie ma imponującej panoramy, ale jest jakoś tak urokliwie. Sama przełęcz ma bardzo ciekawe położenie. Nie dość że oddziela Dolinę Kościeliską od Chochołowskiej, to jeszcze jest siodełkiem między Ornakiem a Kominiarskim Wierchem. W ogóle ten Kominiarski to nas prześladuje na tym wyjeździe, gdzie nie spojrzę tam Kominiar 😉

Iwaniacka Przełęcz
Ooo…znowu Kominiarski ;)
Ponieważ na przełęczy nie ma żadnej ławki ani nic co by mogło za nią posłużyć, to śniadanko spożywamy „na stojaka”, ale za to na słoneczku. Ja w międzyczasie szukam jeszcze ciekawych kadrów, nieustannie się przy tym rozglądając. Jest cicho i spokojnie.

Tabliczkowo
Zielony Ornak
Nasi nieocenieni pomocnicy
I takie tam z dziubkiem :P
Po niezbyt długim postoju (no bo jednak mrozi) zaczynamy zejście w dół tą samą ścieżką. Wiemy na pewno, że czekają nas trzy cięższe etapy na szlaku. Patrzymy uważnie pod nogi, żeby nie podjechać, ale jednak spokojnie dajemy radę tylko z kijami, bez dodatkowych wspomagaczy w postaci raków. Wiadomo głównie zerkam w dół, ale teraz również przed siebie, bo oto na zakręcie odsłaniają się ciekawe widoki.

Nieśmiało wyłania się Tomanowy. Przyznacie że kolorki iście zimowe… ;)
Sprawnie pokonujemy kolejny odcinek i zaczynamy mijać pierwszych noworocznych wędrowców. Jednak z nas zdecydowanie ranne ptaszki 😉 Przed nami pozostaje ostatni zalodzony etap, a potem już tylko spokojnie po kamieniach w dół. Myślałam, że będzie gorzej.

Tak to wyglądało…
Błyszcz i Bystra górujące na Doliną Kościeliską
Droga powrotna zajmuje nam w zasadzie tyle samo czasu, co w górę i po 1h 10minutach jesteśmy przy schronisku. Ale to nie koniec wędrowania na dziś. Odpoczywamy około godziny w pokoju, a o 14:00… 

Wielka Polana Ornaczańska i ponownie masyw Bystrej i Błyszcza
Po prawej stronie polany
Koniec pierwszej wędrówki – schron
tymczasem o 14:00 ruszamy na spacer w stronę przeciwną, czyli nad Smreczyński Staw. Może niekoniecznie na zachód słońca, ale jak najbardziej na wieczorną przechadzkę i oczywiście liczymy że tłumy, które właśnie okupują schronisko już tam były i nie wrócą. Szlak czarny niezmiennie prowadzi lasem praktycznie po równym terenie z jednym podejściem. Po 25 minutach jesteśmy już na miejscu i tak jak liczyliśmy, jest tylko kilka osób odpoczywających w ciszy 😊 To lubię!

Fota solo :)
Słońce właśnie chowa się za Liliowe Turnie, a góry pochłania cień. Największe wrażenie robi jednak zamarznięta tafla jeziora, jakby niespodziewanie zatrzymana w ruchu. W tym miejscu mamy okazję po raz pierwszy podziwiać góry, bo kiedy byliśmy tu we wrześniu 2014 chmury skutecznie zasłoniły widoki i dopiero teraz widzimy, co straciliśmy. Smreczyński jest niezwykle czarujący, więc siadamy na jednej z ławek i spokojnie poddajemy się jego urokowi.

W ciszy podziwiamy jak przyroda powoli idzie spać
Ornak góruje nad taflą jeziora
Bystra, Błyszcz, Liliowe Turnie, Siwa Przełęcz i Zadni Ornak
Smreki nad lodową taflą Smreczyńskiego Stawu
Gdy nasze akumulatory zostają naładowane, powoli zbieramy się do drogi powrotnej, która zajmuje nam 20 minut. Resztę wieczoru spędzamy w schronisku, błogo się relaksując i niechętnie pakując. Tak... już jutro czeka nas powrót do Bielska, ale nie tak prędko…! Jeszcze będzie jedna wycieczka krajoznawcza 😃

A.N.

01.01.2016



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz