Szlakiem legend i czarownic - Łysica

Pomysł na Góry Świętokrzyskie zrodził się całkiem niespodziewanie. To jedna z tych chwil, kiedy człowiek siedzi w pracy i nagle zapala się żarówka w głowie, a jakiś czort podszeptuje kolejny zwariowany pomysł na weekend. Zaplanowanie całej reszty dupereli do tegoż pomysłu nie zajęło mi wiele czasu.
Tak oto w sobotę o godzinie 8:00 wyjeżdżamy na spokojnie w kierunku województwa świętokrzyskiego, a dokładniej jedziemy do miejscowości Święta Katarzyna. Stamtąd bowiem prowadzi najkrótszy szlak na Łysicę, która jest najwyższym szczytem Gór Świętokrzyskich, zarazem zaliczanym jako najniższe wzniesienie z Korony Gór Polski i ma bagatela 612m n.p.m. Na samą myśl o tej wysokości kręci mi się w głowie, a pot spływa po plecach 😜 A już nieco poważniej, nastawiam się na wyżynny spacer, a nie na górską wędrówkę. Rano popijając kawę delektuję się widokiem na Tatry, który jest pewnie jedynym górskim kadrem tego dnia 😉

Wschód słońca w Bielsku-Białej
Na naszej auto-trasie robimy jeden dodatkowy postój, mianowicie w Ogrodzieńcu. Nie mamy w żadnym razie ochoty na zimowe zwiedzanie zamku, ponieważ sakramencko wieje, więc przystajemy dosłownie na kilka zdjęć. Dodam jeszcze, że meteoblue nas niesamowicie rozochociło i spodziewaliśmy się pełnego słońca przy pełnym wietrze, a tu z pełni tylko wiatr pozostał… No ale jak już jesteśmy w tym Ogrodzieńcu, to parę zdjęć nie zaszkodzi, zważywszy że to jeden z lepiej zachowanych zamków na szlaku Orlich Gniazd. 

Ruiny zamku w Ogrodzieńcu; wrócimy tu jak będzie cieplej…
Następnie ruszamy w dalszą drogę i finalnie do Świetej Katarzyny docieramy w samo południe. Kto to widział o tej porze się w góry wybierać… 😉 Wskakuję w trekkingi i ruszamy w drogę, a perspektywa krótkiej wędrówki jest całkiem zacna - na szczyt czeka nas zaledwie godzina. Wchodzimy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, a tym samym do Puszczy Jodłowej. Warto wiedzieć, iż bory jodłowe-bukowe są unikalnym zjawiskiem na skalę światową, ponieważ występują tylko w Polsce, i tylko w dwóch lokalizacjach.

Wejście do Świętokrzyskiego Parku Narodowego
Optymistyczny szlakowskaz
Zaledwie po kilku krokach moją uwagę przyciągają krzyże w lesie. Zbaczamy na chwilę ze szlaku, by podejść bliżej i jak się okazuje, są to mogiły upamiętniające żołnierzy i ludność pomordowaną przez Niemców. Cześć ich pamięci!




Spokojnym tempem podążamy płaską, szeroką drogą przez puszczę. Aura jest iście jesienna, słońce schowane gdzieś w chmurach, a miedzy drzewami świszczy wiatr. Ten wiatr to daje nieźle popalić, a ja odczuje jego skutki niebawem. Wracając do wędrówki zaledwie po 5 minutach docieramy do kapliczki i źródełka Św.Franciszka, z którym związana jest pewna legenda. Według niej owe źródełko powstało z łez Agaty, płaczącej za swoją siostrą pogrzebaną w zamku na Łysicy. Źródełko ma podobno właściwości lecznicze na oczy, ma stałą temperaturę i nigdy nie zamarza.


Kapliczka i krystaliczne źródełko
Trochę edukacji
Drewniana kapliczka św. Franciszka
Po chwili edukacji ruszamy dalej. Nagle przed nami nieoczekiwanie wyrasta drewniany podest w środku lasu. Delikatnie zdziwieni, idziemy do przodu wygodnie niczym na wybiegu, podziwiając jesienny, bezśnieżny, styczniowy krajobraz 😉 Po 15 minutach czeka nas pierwsze ostrzejsze podejście, oczywiście w odniesieniu do panujących warunków, bo do górskich szlaków akurat temu jest daleko. Trasa czerwona obecnie prowadzi nas pomiędzy drewnianymi barierkami, które jak mniemam, mają służyć ograniczeniu zbaczania ze znakowanej drogi. Takich cudów na południu nie ma, więc się dziwię 😉 Co nas jeszcze zaskakuje, to spora ilość turystów, którzy w dodatku się uśmiechają i chętnie mówią „Cześć”. Nie do pomyślenia 😜

(Nie)typowa leśna ścieżka
Ogrodzony szlak
W dalszej części szlak wciąż prowadzi umiarkowanie w górę i wchodzimy w piętro gołoborza, które jest niczym innym jak rumoszem skalnym. Co ciekawe do tego charakterystycznego podłoża również nawiązuje legenda. Głosi ona, że gołoborza na Łysicy powstały z rozpadu znajdującego się tu zamku, zamieszkanego przez dwie siostry. Jedna z nich nagle zapragnęła panować na fortecy z kochankiem i postanowiła zgładzić niewinną siostrę Agatę. Kiedy czeka na nią z trucizną, nagle rozszalała się burza, a piorun tak trafia w zamkową wieżę, iż budowla rozpada się na drobne kawałki. Po dziś dzień drugi wierzchołek Łysicy jest nazywany Skałą Agaty (to właśnie z jej łez powstaje źródło Franciszka) lub właśnie Zamczyskiem. Po więcej legend z Gór Świętokrzyskich zapraszam na blog rugala.pl.

Początek gołoborza
Im jesteśmy wyżej, tym niestety bardziej duje, a wiatr jest niemiłosiernie zimny i przeszywający. Po chwili dostrzegam na szlaku kolejne ciekawe zjawisko, które w zasadzie nie wiem czemu służy. Otóż pośród drzew i głazów rozstawione są drewniane bale. Szybko rozwiązuje zagadkę i śmiem twierdzić, że owe bale służą czarownicom na ich zlotach i właśnie tutaj parkują swoje miotły. Ot Ci niespodzianka! 😜 A poza tymi dziwami doskonale na tym piętrze prezentuje się gołoborze i bór jodłowy. 

Parking czarownic i bór jodłowy
Gołoborze
Po 45 minutach wędrówki zupełnie mimochodem docieramy na szczyt. Tak naprawdę nie było nawet czasu się zmęczyć, a my właśnie zdobyliśmy najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich. Żeby we wszystkich pasmach było tak łatwo 😉 Na szczycie znajdujemy tabliczkę, pamiątkowy krzyż oraz małe okienko widokowe. Szału nie ma dla kogoś, kto mieszka całe życie w górach, ale jest to miła odmiana od południowej Polski. Szkoda tylko, że pogoda się nie sprawdziła i po słońcu wciąż nie ma śladu…

Łysica 612m n.p.m.
Replika pamiątkowego krzyża z 1930r.
Z bliska
Widok na wyżyny
Kolejna KGP do kolekcji :)
Na szczycie nie pozostajemy długo przez niezbyt przyjemne warunki pogodowe. Łysica posiada jeszcze drugi wierzchołek, jak już wspomniałam nazywany Skałą Agaty i oczywiście jego również chciałabym zdobyć. By nań dotrzeć kierujemy się na wschód wciąż szlakiem czerwonym. Niestety nie posiadam dzisiaj ze sobą mapy, co znacznie utrudnia mi orientację i ciężko oszacować, ile jeszcze drogi pozostało do celu. Ponieważ jest zimno i po minach współtowarzyszy widzę, że niezbyt widzi im się iść dalej, więc po 10 minutach zawracam niepocieszona. Dopiero w domu weryfikuje, że jeszcze kawałek trzeba było podejść. Ale co tam, po raz drugi zdobywamy szczyt Łysicy, po czym kierujemy się do zejścia. 

Łysica po raz drugi
Schodzimy dokładnie tym samym szlakiem, co podchodziliśmy. Zejście należy niestety do wolniejszych, bo gołoborze i wszechobecne, porozrzucane kamienie nie ułatwiają wędrówki. Po 40 minutach meldujemy się przy samochodzie w Świętej Katarzynie i żegnamy z Górami Świętokrzyskimi. Wracam do domu z niemiłą pamiątką po wietrze, który nabawił mnie dreszczy, gorączki oraz łamania kości i mięśni. Wszystko idzie wytrzymać, tylko że do domu pozostało 4h drogi…
Choroba na szczęście minęła po spędzeniu jednego dnia w domu i teraz na chłodno, z perspektywy własnej kanapy mogę ocenić Góry Świętokrzyskie. Nigdy nie przypuszczałabym, że w tym roku zawitam właśnie w to odległe pasmo, a jednak los tak mnie pokierował. Łysicy daleko do wybitnego szczytu, ale jodłowe otoczenie tej góry, sprawia że ma swój niepowtarzalny urok. A może to jakiś urok padł na nas…? Jeśli jednak nie boicie się czarownic i tajemnic, to śmiało polecam na weekendowy spacer krajoznawczy 😉


Świętokrzyskie dla odważnych… ;)
A.N.
30.01.2016



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz