Pierwsze wiosenne podrygi w Gorcach – Lubań

I w końcu nadeszła wiosna, a my zapragnęliśmy poczuć ją również w górach, więc nasz wybór pada na Gorce i zaległy Lubań. Z Lubaniem w zasadzie wiąże się długa historia, bo przymierzamy się nań już od listopada zeszłego roku i albo pogoda nie dopisywała, albo w drodze zmienialiśmy plany na Tatry, albo zwyczajnie ciągnęło nas w Pieniny. Najważniejsze jednak, że w końcu docieramy do stóp Lubania - jest 28 marca, drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Zgodnie wybraliśmy najkrótszą kilometrowo pętlę z Ochotnicy Dolnej, skąd startujemy o 8:30 czasu wiosennego.

Wreszcie na Lubań!
Szlak niebieski zaczyna swój bieg przy zabytkowym kościele i początkowo prowadzi między domami. Po chwili wchodzimy w las i czeka nas wyjątkowo ostre podejście, na szczęście krótkie. Ścieżka następnie wiedzie naprzemiennie polanami i lasem, co oznacza, że rychło pojawiają się również widoki. Odsłaniają się przed nami najbliższe wzniesienia, ale również Beskid Wyspowy. Wraz z upływem minut robi się coraz cieplej. Zrzucamy z siebie kolejne warstwy ubrań i podążamy dalej „na lekko”. Jednym słowem wiosna w pełni.

Pierwsze widoki na okoliczne wzniesienia
Szlak niebieski
Beskid Wyspowy - Krzysztonów i Mogielica
Dalej ścieżka prowadzi umiarkowanie równym terenem z niewielkimi podejściami. Cały czas mamy na oku wieżę widokową na Lubaniu i wychodzi na to, że szlak okrąża górę. Nie tylko w powietrzu czuć wiosnę, ale również można zauważją pod nogami. Śnieg topnieje, a jego miejsce zastępują błotniste odcinki, które rozjeżdżone przez sprzęt ciężki, są trudne do pokonania. W ostatnim czasie temat "zagospodarowania" Gorców wzbudza niemałe kontrowersje i sama nie jestem zwolennikiem takiej aglomeryzacji. Owszem wieże widokowe w górach cieszą turystów, ale tworzenie szerokich rzekomo dróg rowerowych kosztem wąskich leśnych ścieżek już z pewnością nie jest koniecznością. My staramy się skupić uwagę na pojawiających się coraz gęściej widokach, aniżeli na ubytkach gorczańskiej natury i ochoczo pniemy się w górę.

Wiosna!
Przed nami Pasmo Lubania
Za nami Beskid Wyspowy
Niebawem przed nami wyrasta dość solidne podejście, pokryte wielką połacią lodu. Całe szczęście, że nie będziemy musieli tędy schodzić, bo mogłoby być wywrotnie 😉 Następnie ponownie czeka nas błotnisty odcinek i po 1h 50minutach docieramy do pierwszego skrzyżowania szlaków o nazwie… w sumie to bez nazwy 😉 Pocieszający jest fakt, że na szczyt pozostało nam jedyne 20 minut drogi, a ostatni odcinek wygląda całkiem przyzwoicie.

Rozstaj
Z tymi kilometrami to trochę przesadzili…
Ostatnie podejście faktycznie jest krótkie, ale po pokonaniu kilku metrów okazuje się być zdecydowanie intensywne. Idziemy powoli, miarowo oddychając i krok po kroku zdobywając wysokość. Pod nogami mamy topniejący śnieg, ale w zacienionych miejscach występuje lód, po którym podjeżdżamy. Ostatkiem sił o 10:30 stajemy na szczycie Lubania i jak zauważamy, jesteśmy nań tylko we dwoje. Na początek łapiemy kilka wdechów, po czym spoglądamy na wieżę widokową. Bez zastanowienia natychmiast się na nią wdrapujemy.

No to hop w górę
Konstrukcja ta stanęła na Lubaniu całkiem niedawno, bo jesienią ubiegłego roku. Trzeba przyznać, że drewniana budowla w Gorcach wpasowuje się w górski klimat bardziej niż metalowe platformy w Beskidzie Śląskim, ale czy powinna w ogóle tam stanąć to już zupełnie inna historia. Dla mnie jak na razie wieża widokowa No1 to Mogielica i ciężko będzie przebić jej zadziorny charakter. Na Lubaniu wchodzimy na górę po wygodnych schodach, obecnie pokrytych śniegiem tudzież lodem, więc asekuracyjnie trzymamy się barierek. Im jesteśmy wyżej, tym coraz bardziej wieje, a powietrze jest lodowate. Jednak wszystkie niedogodności pogodowe wynagradzają widoki. Panorama jest wyborna: od Tatr poprzez Pieniny, Gorce, Beskid Sądecki i Wyspowy. Mniam 😃

Tatry Bielskie i Wysokie, Podhale, Jezioro Czorsztyńskie, Niedzica, Czorsztyn i Wdżar
Tatry Wysokie i Zachodnie, Podhale oraz Jezioro Czorsztyńskie
Kudowski Wierch i Pasmo Lubania
Masyw Kudłonia i Gorca oraz Mogielica
Beskid Wyspowy: Masyw Mogielicy oraz Modyń
Modyń, Kamienica i Tylmanowa w dole oraz Jaworzynka
Beskid Sądecki: Jaworzynka oraz Pasmo Radziejowej
Pasterski Wierch, Tylmanowa oraz Beskid Sądecki
Pasterski Wierch, Palenica oraz Beskid Sądecki
Wschodni wierzchołek Lubania, Polana Wierch Lubania oraz Pieniny:
Wysoka, Holica, Trzy Korony, Nowa Góra
Zbliżenie na polanę
I oczywiście jeszcze jeden kadr na Tatry :D
Lubań w zasadzie ma dwa wierzchołki i to ten wschodni, zalesiony jest ponoć wyższy. Pomiędzy nimi usytuowana jest Polana Wierch Lubania, którą doskonale widać z wieży. Tymczasem my chodzimy w kółko po platformie, rozglądając się na wszystkie cztery strony świata. Zimny wiatr coraz bardziej daje się we znaki, ale jakoś nie sposób od razu zejść. Stajemy od południowej strony i w promieniach słońca jeszcze raz spoglądamy na Tatry. Ja to chyba mam gdzieś solary w mózgu, bo energię doładowuję w słońcu, na powietrzu, a im wyżej tym jeszcze lepiej 😃

Bliższy kadr na Tatry Wysokie oraz ośnieżony Wdżar i Jezioro Czorsztyńskie
Tatry Zachodnie, Kuraszowski Wierch, Pawlikowski Wierch oraz Żar
W końcu dla własnego cieplarnianego i żywieniowego dobra schodzimy z wieży. Wciąż trzymając się barierek bezpiecznie docieramy na dół, gdzie panują kompletnie odmienne warunki. Niby tylko 20 metrów niżej, a tu wiosna pełną parą nie daje dojść do słowa zimie i lodowatemu wiatrowi. Czas na popas! Rozkładamy się ze śniadaniem nieopodal krzyża papieskiego, który stanął na szczycie w 2004r. 

Krzyż papieski na szczycie Lubania
U stóp wieży
Po skonsumowaniu śniadania ruszamy na dalsze zwiedzanie. Idziemy w kierunku Polany Wiech Lubania w celu jej okrążenia i obwąchania nieopodal leżących ciekawostek. Miejsce idealnie nadawałoby się na letni popas w upalnej temperaturze, ale w porze przedwiosennej jest również niczego sobie. Stricte na polanie usytuowana jest drewniana wiata, a w miesiącach wakacyjnych funkcjonuje nań baza namiotowa. Na obrzeżu polany znajdują się ruiny schroniska, które funkcjonowało zalewie 5 lat (1939-1944). W 1944r. schron został napadnięty i spalony przez Niemców, a nieopodal ruin znajdziemy pamiątkowy krzyż na cześć rozstrzelanych w ten czas partyzantów. Z Lubaniem wiąże się również legenda o bacy-czarowniku, który wypowiedzeniem strasznego przekleństwa, sprawił iż pod ziemię zapadło się całe stado owiec wraz z juhasami. Podobno w dniu św.Jakuba (25 lipca) na Lubaniu słychać dzwonki owiec i okrzyki juhasów.

Wieża widokowa od strony południowo-wschodniej
Ruiny schroniska pod Lubaniem
Tablica pamiątkowa
Symboliczny grób partyzancki
Widok na Tatry z obrzeża polany
Polana, drewniana wiata i wieża
I ja pod Lubaniem
Po okrążeniu polany powoli zbieramy się do zejścia. Pogoda wciąż jest bez zastrzeżeń, aczkolwiek na bezchmurnym niebie zaczynają się pojawiać obłoki. W sumie na szczycie spędzamy prawie 1,5 godziny, a czujemy jakby to było zaledwie 15 minut. Jak ten górski czas leci… 😉
Schodzić będziemy zielonym szlakiem aż do Ochotnicy, z tym że pierwszy odcinek pokrywa się z niebieskim, którym podchodziliśmy, także do przełęczy wiemy co nas czeka. Strome podejście, które dało nam popalić, w dół jest czystą przyjemnością i po 15 minutach docieramy do krzyżówki szlaków. Tniemy dalej prosto i po niewielkim podejściu odtąd będzie już tylko w dół. Odcinek grzbietowy prowadzi naprzemiennie lasem i odkrytym terenem, dzięki czemu naszej wędrówce wciąż towarzyszą widoki na pobliskie pasma.


Beskid Wyspowy z górującą Mogielicą
Z Jaworzyn Ochotnickich na Beskid
Wiosenny las
Im jesteśmy niżej tym śnieg pod nogami znika, a po 30 minutach docieramy do rozstaju Morgi. Skręcamy w prawo i rozpoczynamy zejście właściwe – dość ostre, czasem po śniegu, czasem po liściach. Ścieżka prowadząca jarem jest wąska przez co jest niemiłosiernie duszno. Marsz lasem znacznie nam się dłuży i dopiero po 20 minutach wychodzimy na szerszą drogę. Zanim jednak przyjemności musimy przekroczyć potok płynący przez szlak. 

W końcu wygodna szeroka droga
Żeby jednak od tych przyjemności nam się w głowach nie poprzewracało mała niespodzianka. Za moment droga na całej swojej szerokości jest jednym, wielkim plackiem błota, po którym musimy iść dość ostrożnie, żeby nie zaliczyć niekontrolowanego poślizgu zakończonego mało przyjemnym upadkiem. Na szczęście po 30 minutach dochodzimy do cywilizacji i asfaltowej drogi. Jak miło 😃

Cywilizacja :D
Do samochodu pozostaje nam 40 minut dreptania przez wieś co jest oczywiście nudne. W pewnym momencie przeżywam chwile grozy, bo tak dla przypomnienia mamy Lany Poniedziałek, a ja sobie ot tak na lajcie idę koło remizy… No i jak mniemam, rozpędzonego strażaka z pełnym wiadrem wody zatrzymał jedynie widok Bartka u mojego boku, tudzież aparatu przewieszonego przez ramię. Chwała Ci za to! 😉 Potem już spokojnie docieramy na parking i szykujemy się do drogi powrotnej. Przed nami 150km do domu.
Wracamy oczywiście naładowani pozytywna energią, w końcu zdobywszy Lubań. Jakoś tak nie po drodze nam było, ale oczekiwanie jak widać na załączonych powyżej obrazkach się opłaciło. Miejsce do którego na pewno wrócimy, być może latem, tyle że od tej drugiej bardziej widokowej strony. Gorce po raz kolejny mnie urzekają i są miłą odskocznią, kiedy wraca się z tatrzańskich wypraw. Takie pagóry, a mają swój klimat. Ba! Te pagóry nieraz są lepsze niż te rumowiska głazów. Góry bez względu na wysokość mają nam do zaoferowania więcej niż się spodziewamy. Człowiek idzie w błogiej nieświadomości co go spotka, a wracając zawsze czuje się usatysfakcjonowany. Dlaczego…? Chyba nie muszę odpowiadać 😉

A.N.

28.03.2016


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz