Stara góra, nowa trasa, czyli Pilsko od Słowaka

Po ostatnich pląsach w Tatrach i Gorcach zatęskniliśmy za naszymi rodzimymi stronami. Fakt że blisko nie oznacza nisko, więc wybór był w zasadzie między dwoma najwyższymi szczytami Beskidu Żywieckiego. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw decyzja zapada – we’re going to the Pilsko. Plan na zdobycie wydaje się być oczywisty, bo znane nam szlaki od Korbielowa są nadzwyczaj łatwe i przyjemne. Tylko tak się składa, że w piątek patrząc na mapę wpada mi do głowy zgoła inny pomysł i całkiem nowa trasa :D No to zaczynamy…
W sobotę o godzinie 8:00 gaśnie silnik samochodu i zbieramy się do wędrówki. Jesteśmy na Przełęczy Glinne, czyli polsko-słowackim przejściu granicznym w Korbielowie. 


Sobotni poranek
Dzisiaj zamierzamy zdobyć Pilsko od zachodniej strony, czyli niebieskim szlakiem granicznym. Droga ta jest nam poniekąd znana, ponieważ schodziliśmy nią jesienią 2014. Szlak niebieski rozpoczyna się po słowackiej stronie, ale by się nie cofać, idziemy początkowo za znakami czerwonymi, wiedząc że i tak za chwilę obie ścieżki się połączą. Pomimo zapowiadanych dziś 18°C poranek jest raczej rześki. Zdecydowanie w nocy złapał przymrozek. 

Magia poranka
Zarówno mapa jak i szlakowskazy zapowiadają na szczyt 2h 20min. Z tego co pamiętam, nie powinno być bardzo wymagająco, gdyż podejścia są umiarkowane, ale nie nastawiam się, bo pamięć bywa zawodna. Początek trasy prowadzi dość błotnistym aczkolwiek równym terenem. Z biegiem czasu ścieżka systematycznie wznosi się ku górze, a podłoże nie jest już grząskie. Idziemy w otoczeniu świerków wesoło gaworząc ;) 

Szlak niebiesko-czerwony
Szlak jest przeplatanką delikatnych podejść z kilkoma ostrzejszymi momentami. Jego położenie jest o tyle niesamowite, iż cały czas za plecami mamy prześwit na Babią Górę. Po 30 minutach jesteśmy już na tyle wysoko, że pojawiają pierwsze ciekawsze widoki na Beskid Żywiecki. 

Mędralowa, Przełęcz Jałowiecka, Cyl i Diablak
Wraz z osiąganiem wysokości pod nogami zaczyna pojawiać się śnieg i to w całkiem sporej ilości, a raczej grubości (to widzimy jak ktoś wpadnie ;)). Jest on natomiast na tyle ubity i topniejący, że raki nie są potrzebne, a w zasadzie dziś w ogóle ich nie wzięliśmy. Po kolejnych 30 minutach wędrówki szlaki się rozdzielają, i tym samym czerwony odbija na Halę Miziową, a my dalej niebieskim brniemy w kierunku Pilska. Dziś do schroniska nie zaglądniemy, nie tym razem… ;)

Tamtędy nie pójdziemy
Niebieskie oznaczenia wciąż prowadzą ścieżką pośród świerków: w połowie wiosennych, a w połowie jeszcze zimowych. Kompletnie nie odczuwamy zmęczenia, ani upływającego czasu, tylko idziemy miarowo w górę. Uważnie rozglądamy się naokoło, gdyż nie chcemy przegapić ani milimetra panoramy. A jest co przegapić…  

Babia Góra nie opuszcza nas ani na krok
Wiosenne świerki
A tu na zimowo i takie tam Taterki… ;)
Niebawem wkraczamy w piętro kosówki, a podłoże jest już typowo zimowe. Bacznie stawiamy kolejne kroki, gdyż mówiąc piętro kosówki miałam na myśli że idziemy po niej… ;) Przy tym mam niezły ubaw z chłopaków, którzy co kilka kroków zapadają się w śniegu, a ja sobie kicam z gracją nie naruszając powłoki :D Im jesteśmy wyżej, tym bardziej odsłania się widok na Tatry, co wprawia nas w coraz to znakomitsze humory. Do tego dodajmy błękitne niebo, promienie słońca i uśmiech nie znika z buźki. 

Tatry Bielskie i Wysokie
Walka wiosny z zimą
Pasmo Babiej i Grupa Mędralowej
Wraz z osiąganiem kolejnych metrów nad poziomem morza krajobraz robi się bardziej surowy. Kiedy wychodzimy na otwartą przestrzeń zaczyna wiać, najpierw delikatnie później coraz mocniej. Po cichutku liczyliśmy, że może tym razem Pilsko przywita nas bezwietrznie, ale niestety (zważywszy na fakt, że jeszcze nie miałam okazji zdobyć tej góry gdy nie wiało). Otwarta przestrzeń nie pozostawia złudzeń – na szczycie będzie tylko gorzej. Ale póki jeszcze się wspinamy, podziwiamy to co oferują zbocza góry. 

Samotny wędrowiec…
I follow you…
Po drugiej stronie Beskid Żywiecki
Żwawym krokiem docieramy do krzyżówki szlaków pod szczytem Pilska. Wiatr przybiera na sile i nie pozwala spokojnie złapać tchu. Widoczność jest niesamowita, a podczas wędrówki wciąż nikogo nie spotykamy. Takie góry to ja lubię :D Niestety musimy poruszać się bardzo ostrożnie ponieważ pod nogami pojawia się lód, którego co poniektórzy odczuwają bolesne skutki ;) 

Rzut okiem na Skrzyczne i Bielsko
Na rozstaju
Słowacja wita takim oto widokiem
Tędy na Miziową
Kontynuujemy wędrówkę zielonym szlakiem, którym według tabliczki pozostało nam 15 minut do szczytu, ale w ten czas chyba wliczone jest robienie zdjęć ;) Z doświadczenia wiemy, że trasa przebiega znacznie szybciej. Nie bacząc na wiatr i lodowate powietrze, na przekór przeciwnościom przemy do przodu. Może i wieje, ale chyba dzięki temu widoczność jest tak niesamowita. 

Rysianka i Lipowska
Orawskie Beskidy
Widać już szczyt
Tatry
Zanim docieramy na szczyt na szlaku zaciekawia nas białe wzniesienie hen daleko po lewej stronie Skrzycznego. Zastanawiamy się cóż za odległe pasmo jest tak widoczne, i dopiero po domowych kalkulacjach w pozycji siedzącej wychodzi na to, że widzieliśmy Sudety… Niemożliwe…? 

To co to, to tutaj? ;)
Po zapowiadanych 15 minutach stajemy na wierzchołku Pilska i zaczynamy skakać z radości. Pomimo pięknych widoków po drodze, przed nami wyłaniają się kolejne jeszcze okazalsze. Czy to w ogóle możliwe? A zobaczcie że możliwe :D 

Zestaw szczytowy jeszcze przed wybuchem euforii
Jupi jaj jedziemy z panoramą: Mała Fatra na wyciągnięcie ręki
Wielka Fatra
Niżne Tatry
Tatry Zachodnie, Wysokie i Bielskie
Orawskie Beskidy
Jej wysokość Babia
Po wybuchu radości, nieśmiałego krzyku i sławetnego „O ja pier***” pora zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Wiatr na szczycie duje bez ustanku, więc możemy zapomnieć o popasie na Pilsku. Szczerze mówiąc to dłonie marzną mi podczas robienia zdjęć, nawet w rękawiczkach. No co jak co, ale takich kadrów nie odpuszczę. Co to to nie! Panorama jest naprawdę zjawiskowa, bo nie zdarzyła mi się jeszcze taka widoczność w Beskidach, a już na pewno nie na Pilsku. Do tego jesteśmy sami, więc czego chcieć więcej…? (Może żeby nie wiało…?!) Jeśli ta widoczność jest kosztem tego wiatru to wolę przeszywające zimno…

Krzyże na szczycie
W drugą stronę
Ja i Tatry Niżne
Tatry Wysokie i Zachodnie
Tatry Wysokie solo
Zachodnie Tatry i Orawskie Beskidy
Każde z nas rozchodzi się w swoja stronę i znajduje kawałek własnego azylu na szczycie. Gdy kończę robić zdjęcia spostrzegam ogromny świerk i niezmiernie zaciekawia mnie okop wokół niego. Nieśmiało podchodzę doń i włażę… I oto jestem świadkiem cudu natury: za drzewem nie wieje. Stoję w ciszy widząc jak wiatr targa chłopakami. Po chwili wołam ich do siebie :)

Krzyś zapatrzony w Beskidy
Bartek kręci się na szczycie
Widok zza świerku
Dzięki fenomenalnemu iglakowi spędzamy na szczycie 20 minut więcej. W przeciwnym razie bylibyśmy zamarzli… Niestety w takich warunkach nie da się pozostać dłużej, a tym bardziej zjeść śniadania, więc około godziny 11:00 rozpoczynamy zejście. Szlak zielony, który obieramy jest dla nas czystą zagadką, ale za to jaką widokową zagadką. Wybrana przez nas trasa jest zupełną nowością i polega na zejściu szlakiem słowackim do punktu Biela Farma. Zaczynamy!

Szlak zielony
Z racji tego, że jest zima i idziemy tędy po raz pierwszy pilnujemy drogi i podążamy za żółtymi pachołkami wbitymi w podłoże. Póki co każdy kolejny słupek jest dobrze widoczny, a do tego wraz z utratą wysokości wiatr słabnie. Najbardziej jednak cieszy mnie fakt, iż wciąż towarzyszy nam bajkowa panorama. Nie dość, że widoczność dzisiaj powala, to do tego odkrywamy fenomenalną trasę. Lepsza opcja dostania się na Pilsko nie istnieje! Serio! Love Slovakia <3 

Szczyt pozostawiamy w tyle
Mała Fatra robi dziś furorę
Ten widok zrobił nam dzień :D
Niżne również niczego sobie :)
Po 15 minutach wchodzimy między świerki, wiatr ustaje, a słońce skutecznie nas rozgrzewa. To doskonałe miejsce na popas w ciszy i samotności z widokiem na niedawno zdobyty szczyt. What else…? :D 

Kraina śniegu
Z widokiem na zdobycz
Tam szła wielka stopa…
Po 30 minutach odpoczynku pakujemy z powrotem plecaki i przymierzamy się do kontynuacji wędrówki. Zadowoleni z siebie widzimy kolejną tyczkę, więc kierunek jest nam znany. Przecież ostatnią rzeczą jakiej byśmy chcieli, to pogubić się na nowej trasie na Słowacji. Tak się jednak składa, że to był ostatni szlak widziany przez nas po czym znika jak komfora… Szukamy właściwej drogi po śladach, ale ona jak na złość rozgałęzia się na 3 ścieżki. Nas troje, trzy drogi, no to każdy gdzie indziej i szukamy… Nic. Nie odkryliśmy nic poza widokami… Jednak właśnie te widoki zdecydowanie nadają nam kierunek i wybieramy ścieżkę środkową. 

Nasz kierunkowskaz - Babia
Idziemy tędy
Po chwili jednak ślady się kończą i kluczymy między świerkami. Rozglądamy się uważnie, gdyż niebawem miał być rozstaj i zielone znaki mieliśmy zmienić na niebieskie, no bo przecież nikt zamiast przy granicy nie chciałby wylądować na słowackiej wsi… Szlaku jak nie było, tak nie ma. Instynkt podpowiada nam drogę, ale czy dobrze…? Gdzie jest ten cholerny szlak?! Tu prędzej nas niedźwiedź zje, jak pojawią się jakiekolwiek znaki! Wtem Bartek krzyczy: „Widzę grzybek”! Urat(d)owani :D 

My tym szlakiem widmo 1h 55min :P
Dumni, bladzi i zadowoleni z naszej orientacji w terenie skręcamy zgodnie z tabliczką, a raczej jej połową… Tyle że po minucie szlak znowu znika, a śladów pojawia się tyle, jakby szło tędy stado baranów. I gdzie teraz? Śmiejemy się już sami z siebie, bo sytuacja obrasta mianem tragikomedii. Ale jak sobie pomyślę, że byłaby mgła albo jakaś inna niesprzyjająca pogoda to pogubienie i zamarznięcie gwarantowane. Na szczęście my mamy lampę i damy radę. 

Dróg do wyboru do koloru…
Po kolejnym odcinku „w ciemno” w końcu pojawia się na drzewie szlak, a przy okazji droga ściśle wskazuje swoją strukturą, iż to właśnie jest szlak. Czyżby to koniec tej nieświadomej wędrówki, czyżby miało być już gładko? Żegnamy się z widokami i wchodzimy w świerkowy las, ale wokół też jest pięknie. Białe połacie śniegu są magiczne. 

Jest niebieski szlak
Leśny odcinek z pojawiającymi się ostrzejszymi zejściami trwa około 30 minut. Systematycznie z podłoża znika śnieg i kontynuujemy wędrówkę wciąż lasem, ale z większymi prześwitami widokowymi. Miejscami droga jest oblodzona, ale niebawem znikają wszelkie pamiątki po zimie i zastępuje je jakże wiosenne błoto. 

Babia na lewo
Tatry na wprost
Im jesteśmy niżej, tym oczywiście robi się cieplej. Idziemy wciąż szeroką ścieżką, a ja patrzę na słowackie miejscowości z niesamowitym widokiem na Tatry. Pozazdrościć... :)

Kupię tam działkę :D
Po 45 minutach docieramy do rozstaju Limer, skąd pozostało nam kolejne 45 minut wędrówki (i to tylko do końca szlaku, nie licząc asfaltówki). Marsz odtąd staje się wygodny, idziemy po drodze jezdnej, a zewsząd otacza nas las. Pomimo że szlak staje się nieco monotonny, za nic w świecie nie chciałabym zakończyć marszu. Rzadka to przypadłość, ponieważ powrotom przeważnie towarzyszy marudzenie, a dziś jestem tak energetycznie naładowana, że mogłabym iść bez końca. Przy szlaku znajdujemy jakieś bajorko, po czym skręcamy w prawo kontynuując wędrówkę.

Słowackie jezioro
Straciliśmy już całkowicie wysokość i aktualnie podążamy wzdłuż pól nieopodal wsi. Słychać szum samochodów, więc mniemamy że nieuchronnie zbliża się koniec wędrówki. Szlak kończy swój bieg za około kilometr w miejscu Biela Farma, która okazuje się pięknym kompleksem wypoczynkowym. 

Polne widoki
Babia oddala się na dobre
Kompleks jak z filmu… :)
Koniec szlaku
Skręcamy w lewo na dobrze nam znaną drogę 78 i podążamy w kierunku polskiej granicy. Pokonanie 2,5km odcinka zajmuje nam 30 minut i we wspaniałych wiosennych warunkach zamykamy dzisiejszą pętlę z wynikiem 20km. 

Las
END
Pilsko zdołało nas dziś zaskoczyć z każdej możliwej strony. Trekking na tzw. „starą” górę rzadko potrafi czymś zadziwić, wszystko wydaje się być takie dobrze znane i przewidywalne. Dziś Pilsko pokazało nam swój pazur. Szczyt okazał się być wietrzny, ale w zamian ofiarował nam nieskazitelną panoramę. Wybrana przez nas pętla nie należała do najkrótszych, ale za to była najbogatszą widokowo trasą. Dzisiaj wszystkie czynniki tak się ładnie poukładały, że ten sobotni dzień należy do tych, które zapamiętam na długo. Taki kop energetyczny tylko w górach!

A.N.

02.04.2016



10 komentarzy:

  1. Ale Wam się trafiło z widocznością, rewelacja :)
    Co do tych górek, widocznych nad Baranią Górą, tak to mogły być Jeseniki - odległy o 160 km Pradziad bywa stamtąd widoczny :)
    Tu dowód -> http://www.udeuschle.selfhost.pro/panoramas/panqueryfull.aspx?mode=newstandard&data=lon%3A19.316913%24%24%24lat%3A49.52785%24%24%24alt%3Aauto%24%24%24altcam%3A10%24%24%24hialt%3Atrue%24%24%24resolution%3A20%24%24%24azimut%3A315%24%24%24sweep%3A60%24%24%24leftbound%3A285%24%24%24rightbound%3A345%24%24%24split%3A60%24%24%24splitnr%3A1%24%24%24tilt%3A-4.16666666666667%24%24%24tiltsplit%3Afalse%24%24%24elexagg%3A1.2%24%24%24range%3A300%24%24%24colorcoding%3Afalse%24%24%24colorcodinglimit%3A31%24%24%24title%3APilsko%20%24%24%24description%3A%24%24%24email%3A%24%24%24language%3Aen%24%24%24screenwidth%3A1366%24%24%24screenheight%3A728
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z widocznością fart niebywały, ale wiatr również niebywały ;)
      Czyli trafiłam z tymi Sudetami... Wow!

      Usuń
  2. Łooo, ale warunki. Cud, miód i orzeszki, że palce lizać. Milutka trasa. Proszę mnie tam przeteleportować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz w pobliżu to koniecznie wypróbuj tą trasę. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia :D

      Usuń
  3. Ta Twoja chusta dodała jeszcze większego uroku całej wycieczce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pogoda tego dnia po prostu perełka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda nas nie zaskoczyła, ale taka widoczność jaką zrobił wiatr była mega niespodzianką :D

      Usuń
  5. a ja tam jeszcze WCALE nie byłam...mam taki plan,żeby w tym roku poznać lepiej polskie góry ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pilsko koniecznie musisz odwiedzić. Daj znać jak trawisz na bezwietrzny dzień... A zapomniałam tam takich nie ma :P

      Usuń