Majowa ucieczka w nieznane – Muńcuł

Kiedy docierały do nas zewsząd wieści o tłoku w górach, zamarzyliśmy o zacisznym kącie pośród przyrody. Tylko gdzie znaleźć takie miejsce w długi majowy weekend? Studiuje mapę w poszukiwaniu sensownej trasy, mając na uwadze jutrzejszą pogodę, w zasadzie kompletnie niestabilną. Postanawiamy ruszyć gdzieś w miarę blisko i do głowy wpada mi coś wyjątkowego. Finalnie decydujemy się uciec w nieznane. Uciec w zielone zakamarki Beskidu Żywieckiego.
Na miejsce startu docieramy o 8:30 i rozpoczynamy wędrówkę szlakiem koloru zielonego. 

Kierunek --> Muńcuł
Po krótkim etapie drogą jezdną skręcamy w lewo i kontynuujemy wędrówkę leśną ścieżką. Podejście od początku jest niewymagające, a szlak prowadzi wąskim duktem wśród zieleni. Po pokonaniu nieznacznego odcinka, wokół nas zaczynają pojawiać się widoki na okoliczne wsie i pagóry.

Ujsoły i Redykalny Wierch
Ścieżka z widokiem na górę Urówka
Po około 50 minutach marszu teren staje się coraz bardziej odsłonięty, a my wciąż przyjemną ścieżką zdobywamy wysokość. Niebawem stajemy na 864m n.p.m. i jak się okazuje jest to Polana Szczytkówka. Na szlaku nie widać żywej duszy, a wokół panuje istna sielanka. Idealne miejsce na ucieczkę ku samotności. 

Polana Szczytkówka
Ujsoły
Szlak zielony
Za polaną teren zdecydowanie wznosi się do góry i tym samym rozpoczynamy kondycyjny etap naszej wędrówki. Dość stromą leśną ścieżką zdobywamy kolejne metry n.p.m. i po upływie 1h docieramy na Halę na Muńczole. Na niebie kłębią się złowrogie chmury, słońcE chowa się gdzieś za nimi, a my szukamy odpowiedniej miejscówki na śniadanie. 

Na Hali Muńcuł
Postanawiamy podejść jeszcze kawałek na szczyt i tam rozłożyć „biwak”. Na wierzchołku próżno jednak szukać tabliczki – musi nam wystarczyć pachoł, który pełni rolę krzesełka ;) Podczas zajadania kanapki bacznie studiuję mapę, na której spostrzegam skały nieopodal szczytu. Postanawiam więc ich poszukać i po kilku krokach w las wydeptaną ścieżką, docieram do wspomnianych formacji. Tak nam mija odpoczynek u celu naszej wyprawy. 

Muńcuł – 1165m n.p.m.
Na szczycie
Zespół skalny
Kiedy rozpoczynamy zejście zrywa się dość chłodny wiatr. Pogoda dzisiaj jest absolutnie zmienna, ale cieszymy się że nie pada, bo i taka możliwość była. Po 10 minutach ponownie znajdujemy się na Hali Muńcuł, tyle że po drugiej stronie góry. Widoków nie uraczymy, ale wyobrażamy sobie letni popas w tymże miejscu

Hala Muńcuł
Teraz zmierzamy w kierunku szczytu Kotarz – najpierw w dół, a następnie nieznacznie w górę. Wchodzimy na teren Rezerwatu Muńcoł, który wita nas niebywale zieloną roślinnością. Przyroda rozkwita w pełni, gołym okiem widać maj. 

Zielono mi…:)
Rezerwat Muńcoł
Mijamy szczyt Kotarza i spokojnym krokiem rozpoczynamy zejście do przełęczy. Po 30 minutach docieramy na miejsce, gdzie pojawiają się pierwsi tego dnia wędrowcy. Wygląda na to, że większa grupa spędzała majówkę na Rycerzowej. My robimy swoje i skręcamy w prawo na szlak niebieski. 

Przełęcz Kotarz
Robi się nieco chłodniej, a my wędrujemy płaską, zacienioną ścieżką. Pilnujemy drogi, żeby nie zajść za daleko, bo wszakże teraz idziemy szlakiem, ale mamy zamiar z niego zboczyć na ścieżkę spacerową żółto-czarną. 20-minutowy marsz doprowadza nas do rozstaju, gdzie robimy przerwę na popas. Siadamy na ściętym drzewie, sami w zaciszu lasu. Czuć zapach świerków i drewna, jest ciepło, przyjemnie i spokojnie. 

Zaciszny kącik na odpoczynek
Gdy wznawiamy wędrówkę czeka nas już tylko marsz drogą jezdną, ale nie byle jaką bo przebiegającą Doliną Danielki. Wydźwięk jest co najmniej ambitny, bo doliny to się jakoś tak z Tatrami kojarzą, a ta również jest niczego sobie. Marsz wzdłuż potoku, pośród drzew z przyjemnością zamieniamy w spacer. Mamy nawet okazję skrócić sobie tą naszą wędrówkę przewidzianą na bagatela 7km, gdyż dwa miejscowe samochody oferują nam podwózkę, ale grzecznie odmawiamy. Póki co mamy niedosyt kilometrów, a w dodatku aura jest sprzyjająca. Bądź co bądź pierwszy raz zdarza nam się taka oferta, więc Ujsoły i jej mieszkańcy mają u nas dużego plusa. 

Spacerowo
Potok Danielka
Mniej więcej w połowie drogi nadciągają czarne chmury, z których wkrótce zaczynają kapać olbrzymie krople deszczu. Stajemy pod drzewem i naprędce zmieniamy odzież wierzchnią oraz opancerzamy plecaki. Gdy bezpieczni ruszamy w dalszą drogę przestaje padać... I tak jeszcze kilkakrotnie straszy. Czujemy się niczym  postacie z kreskówek, nad którymi wisi jedyna czarna chmura na niebie :P 

Ciepły majowy deszcz
Gdy już prawie jesteśmy u kresu naszej wędrówki zaczynać lać na dobre, a potężne krople zalewają nas w mgnieniu oka. Na szczęście jesteśmy zaledwie 10 minut od samochodu, więc przemoczenie nam nie grozi.
Dzisiejsza trasa udowodniła po raz kolejny, że zaciszne górskie zakątki mają niepowtarzalny klimat, a dzisiaj tym bardziej to dostrzegliśmy po dwóch dniach majówki spędzonych w tłocznym Beskidzie Śląskim. Nic tak nie koi zmysłów jak cisza w postaci szumu wody, zapachu świerków i śpiewu ptaków. W tej ciszy mogłabym pozostać…

A.N.

03.05.2016


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz