Dzień dobry podkarpackie

Urlop – wyczekany, wymarzony, zaplanowany. W tym roku wybieramy kierunek Bieszczady – jedziemy po raz pierwszy w ten rejon i jesteśmy bardzo ciekawi, co nas tam czeka. Czy znajdziemy spokój i melancholię? Czy raczej czeka nas rozczarowanie? Zanim jednak zacznie się bieszczadzka przygoda, mam dla Was garść informacji. Co? Gdzie? Jak? Wszystko w tym artykule.

Baza wypadowa
Odwiedzając rejon Bieszczadów musimy się zastanowić, co chcemy zobaczyć i gdzie najlepiej nocować. My jesteśmy stricte nastawieni na Bieszczady Wysokie, więc wybieramy bazę w Wetlinie i jest to strzał w dziesiątkę. Oczywiście można się przemieszczać, dzięki czemu na pewno zaoszczędzimy trochę czasu, ale my decydujemy się na stacjonowanie w jednym miejscu. W przypadku tejże opcji w pełni mogę polecić kwaterę Chata nad Rzeką, czyli pokoje u pani Zofii Ślimak. Obiekt zachowany jest w przyzwoitym standardzie, a ceny nie są wygórowane. Obok budynku płynie rzeka Wetlinka, widok z balkonu rozpościera się na zielone bieszczadzkie kopy, a obiekt jest położony w centrum miejscowości (czyli wszędzie blisko). Ponadto mamy do dyspozycji spory ogród, altankę oraz grilla, a gospodarze oferują również usługi transportowe (prywatny bus, który dowozi/odbiera turystów). Wszystkie informacje o pensjonacie znajdziecie pod linkiem: www.wetlinanoclegi.com
Jeśli bardziej kręci was klimat dzikich gór, czyli Bieszczad Niskich to opcje noclegowe macie w rejonie Komańczy. Znajduje się tam schronisko PTTK, które z pewnością spełni rolę bazy wypadowej.
Jeśli jednak wolicie jezioro i opalanie, to lepszym wyborem będzie baza w Solinie lub Polańczyku, skąd już kilka kroków nad Jezioro Solińskie i tamtejsze atrakcje. Tam byliśmy tylko przejazdem, więc noclegów nie polecę.

Strawa i zapitka
Stacjonując w Wetlinie mamy do wyboru kilka knajpek. Na początek udajemy się do słynnej Chaty Wędrowca i tak się składa, że pojawiamy się tam już codziennie. Porcje zaspokoją każdego głodomora, a wybór dań zmienny w zależności od dostępności produktów, spasuje najbardziej wybrednym. Jedzenie jest świeże, dobrze przyprawione i smakowite. Ceny nie należą do najniższych, ale stosunek jakości do ceny zdecydowanie się zgadza! Furorę oczywiście robi naleśnik gigant, czyli bieszczadzki przysmak, który podawany z jagodami i śmietaną jest poezją dla podniebienia 😊 Do obiadu możemy zamówić świeże soki, domową lemoniadę lub piwo (regionalne, czeskie, słowackie). Nic dodać, nic ująć. Zajrzyjcie tam koniecznie! 



Bieszczadzki klimat
Bynajmniej nie będę rozwodzić się nad pogodą, która nota bene nieprawdopodobnie nam się udała (plan zrealizowany na 100%). Klimat Bieszczad to coś zupełnie innego i unikalnego. Chyba nie skłamię, mówiąc, że w żadnych innych górach nie spotkamy się z tak przedziwną atmosferą wzajemnej życzliwości. Tutaj czuć, że każdy przybysz kocha góry i właśnie dla nich tu przyjeżdża. Nie znajdziecie tu modnisiów czy tandeciarzy. Tu wszyscy są dla gór, a góry są dla nich. O każdej porze spotkacie wędrowca z plecakiem, spokojnie złapiecie stopa, poznacie niesamowite górskie historie. Ten klimat trzeba poczuć! Pamiętajcie jednak, że trafiamy na szczyt sezonu. Ciekawa jestem bardzo, jak wygląda w tych stronach jesienna melancholia…

Baza ludzi z mgły
Miejsce o unikalnej i tajemniczej nazwie to nic innego jak wetlińska knajpa, gdzie możemy napić się piwa po wędrówce, jak i również zjeść. Przechodziliśmy obok niej codziennie, wnętrze jest bardzo oryginalne i klimatyczne, natomiast nie mieliśmy okazji przysiąść na piwo (nie dało się naciągnąć doby 😉). Z całą pewnością polecam zaglądnięcie do bazy, by jeszcze mocniej poczuć klimat Bieszczad.

Góry
Jak wspomniałam, zmierzając w Bieszczady oczywistym jest, że jedziemy w góry. Nobla za to odkrycie z pewnością nie dostanę. Bogata sieć szlaków turystycznych i zróżnicowanie terenu zaspokoi apetyty wielu wędrowców. Bieszczady mamy Wysokie i Niskie. Te pierwsze bardziej popularne, w tych drugich zaznamy więcej spokoju. Relacje z wyższego pasma znajdziecie tutaj, w niższym tym razem nie udało mi się zawitać. Ponadto przygotowałam propozycje ciekawych bieszczadzkich tras, po które odsyłam Was do zakładki "SZLAKI".
Jednym słowem, którym mogłabym określić to pasmo, to las lub zieleń, bo właśnie lasy zajmują aż 70% powierzchni Bieszczadów. Dominującym gatunkiem jest buk, poza tym sporo tu jodły i olszy szarej. Wszystko to razem tworzy miejsce dziczy i głuszy. Myślicie że nie da się zaznać tego w sezonie? Wystarczy wyjść na szlak o 6:00 rano i można doświadczyć wszystkiego 😀 W Bieszczadach wyróżniamy 3 piętra: piętro pogórza (lasy grądowe i torfowiska wysokie), piętro regla dolnego (lasy bukowe) i piętro połonin (traworośla i borówczyska). Bieszczady to również zwierzyna, którą nad wyraz łatwo spotkać na szlaku. Występują tu takie gatunki jak jeleń, niedźwiedź, wilk, lis, ryś, żbik, a także ptactwo: orzeł przedni i orlik krzykliwy. Zdecydowanie są to najdziksze góry w Polsce, charakterem zupełnie niepodobne do innych. Bieszczady mnie uwiodły i koniecznie muszę tam wrócić jesienią! 




Niziny czyli okolica
Nie samymi górami żyje człowiek, a i dzień regeneracji się przyda. Co wtedy? Oto kilka propozycji (nie wszystkie, ale po więcej odsyłam do przewodnika):
Jezioro Solińskie – jak nie góry to woda, czyli Jezioro Solińskie i przyległe mu miejscowości. O wszystkich wartych uwagi i niezwykle różnorodnych miejscach możecie poczytać w oddzielnym artykule --> tutaj.

Lesko – miejscowość przez którą przejeżdżamy na trasie. Mieliśmy zwiedzić co nieco, ale musieliśmy okroić plan. Z pewnością warty uwagi będzie Rynek – cienisty skwerek w otoczeniu ratusza i dziewiętnastowiecznych kamieniczek, a nieopodal rynku usytuowany jest zamek leski. Nie jestem pasjonatem zwiedzania wnętrz, ale z pewnością warto go obejrzeć choćby z zewnątrz. Jednym z najciekawszych miejsc w Lesku jest Synagoga i przyległy jej cmentarz – kirkut.
Ruiny Zamku Sobień – polecany w przewodnikach spacer na zamek z miejscowości Załuże, słynie z panoramy Sanu. Ruiny położone na wzgórzu mają specjalnie urządzone pomosty i platformy widokowe. Tam też mieliśmy być, nie udało się…
Ustrzyki Dolne – uznawane za zimową stolicę Bieszczadów oferują stoki i kryte baseny. Miejsca godne zwiedzania to Rynek, Synagoga i z pewnością cmentarz żydowski. Zabytkiem Ustrzyk jest także odnowiony budynek stacji kolejowej, a na uwagę zasługuje Muzeum Młynarstwa i Wsi Polskiej, gdzie możemy prześledzić proces mielenia zboża (idealne miejsce na ewentualną niepogodę).
Sanok – tutaj postanowiliśmy zawitać w pierwszy dzień, czyli prosto z trasy. Na uwagę zasługuje kilka miejsc, o których możecie poczytać tutaj :)
Komańcza – Osada ok. 900 mieszkańców ma sporo zabytków do zaoferowania miłośnikom historii. Znajduje się tam Klasztor Nazaretanek, Cerkiew Grekokatolicka, dobrze zachowane chałupy Łemkowskie, Regionalne Muzeum Łemkowskie oraz Izba Pamięci Kultury Łemkowskiej.
Bieszczadzka Kolejka Leśna – jedna z największych atrakcji turystycznych Bieszczadów po raz pierwszy ruszyła w 1997 roku. Gdzie ja znaleźć i co oferuje? Więcej tutaj 😊
Drezyny Rowerowe – To stosunkowa nowa atrakcja Podkarpacia, bo powstała dopiero w 2015r. Główny punkt drezyn znajduje się w Uhercach Mineralnych, ale oddział jest również w Ustrzykach Dolnych. Temu specyficznemu tematowi poświęciłam więcej słów w osobnej relacji


Zaczynając pisać ten tekst, miał być on w zasadzie wpisem o dniu naszego przybycia, pierwszego dnia urlopu, a tak się składa, że wyszedł post zapoznawczy. W miarę powstawania nowych relacji będę wszystko tutaj linkować dla kolejnych pokoleń 😉



A.N.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz