Tam gdzie stykają się 4 żywioły – Żar w Beskidzie Małym

Dawno nie było nas w górach...no będzie tego ze 2 tygodnie… Staram się teraz wyobrazić miny tych z Was, nie „południowców”, którzy w góry mają setki kilometrów. Z drugiej jednak strony co mam poradzić, jak gór mi wciąż mało? Mało mamy również czasu w sobotę, ale nie na tyle mało, by w góry nie pojechać. Jak już tak wszystkiego jest mało, to nie pozostaje nam nic innego jak pojechać w Beskid Mały. Koniec i mała kropka!
W Beskidzie Małym mam swoją zdecydowanie ulubioną górę i właśnie tam zamierzam pojechać. Kiczerę, bo o niej mowa zdobywaliśmy już z dwóch stron (tej i tej). Pozostała nam więc ostatnia opcja dostania się na szczyt i w tym celu kierujemy się na Przełęcz Kocierską, skąd będziemy rozpoczynać naszą wędrówkę. Jak zwykle na opak, na przekór, jak zwykle od dupy strony. Samochód zostawiamy na pokaźnym parkingu nieopodal Hotelu Kocierz, odnajdujemy szlak czerwony i ruszamy za właściwymi znakami. Nie jest łatwo maszerować w kierunku lasu, kiedy obok mija się tyle pokus na ten upalny dzień… A dziś ciepło od samego rana (7:50 - 23°C) 


Parking na Przełęczy Kocierskiej
Szlak do lasu czyli droga do hotelu…
Pokusy... ;)
Po chwili znajdujemy się przy szlakowskazie, który zapowiada 2h 10minut na szczyt Kiczery. Wędrówka wydaje się być obiecująca, gdyż zmierzając na punkt ostateczny, czyli Żar o wysokości 761m n.p.m. startujemy z Przełęczy Kocierskiej o wysokości  752m n.p.m. Niestety nie będzie tak lekko, co by zaledwie 9m przewyższenia pokonać. Na trasie czekają nas liczne podejścia, zejścia i równiny. Nie ma co czekać, gdybać, trzeba iść. Wchodzimy w las i szeroką ścieżką po równym terenie oddalamy się od kompleksu Kocierz. Tym samym, świadomie lub mniej świadomie zdobywamy górę Kocierz o wysokości 879m n.p.m. Tak się składa, że będzie to najwyższy punkt dzisiejszej wędrówki. Szlak prowadzi do Szerokiej Przełęczy po równym terenie, a potem znacznie się wznosi. Idziemy po luźnych kamieniach uważnie stawiając stopy. Z racji tego że dziś jest upał, idziemy zupełnie na lekko: sportowe buty, spodenki, a ja nawet nie niosę plecaka. To dlatego tak fajnie mi się idzie? ;)
Po zdobyciu Kocierza wychodzimy z lasu na otwarty teren i ponownie podążamy po równinie. Szeroka droga jest niczym innym jak grzbietem Upłazu. O ile o poranku idzie się przyjemnie, zastanawiam się jak przetrwamy ten odcinek na powrocie. Tak dokładnie, wracamy tą samą trasą… 


Kocierz
Szlak czerwony odsłania się
Po około godzinie łącznego marszu czeka nas kamieniste zejście i niebawem znajdujemy się na Przełęczy Przysłop. To miejsce kojarzymy z naszej wiosennej wędrówki i najbliższy odcinek pokryje się z przebytą przez nas trasą. Na szczęście byliśmy tu 2 lata temu, więc nie do końca pamiętamy co nas czeka. W sumie to mamy tylko niewielkie przebłyski ;) Na początek ścieżka niczym z krainy czarów, potem zejście wciąż wąską dróżką i okazuje się, że trawersujemy zbocza Wielkiej Cisowej Grapy. Na powrocie mamy nawet plan ją zdobyć, ale oczywiście w zależności od pokładów energii.

Przełęcz Przysłop
Dalej szlakiem czerwonym
Po 10 minutach docieramy do ruin kamiennego szałasu i zaczynamy sobie przypominać, że jesteśmy niedaleko Przełęczy Isepnickiej. Jeszcze chwilę idziemy lasem, a potem teren odsłania się na tyle, by pokazać nam Żar i Kiczerę. Po kwadransie jesteśmy na przełęczy, skąd pozostaje 25 minut na szczyt (według tabliczek). 

Ruiny Szałasu Kamiennego – osobliwość etnograficzna Beskidu Małego na skalę całych Karpat.
Dacie wiarę…?
Kiczerę już widać
Przełęcz Isepnicka
Dzień jest coraz cieplejszy i to nie wróży dobrze, zwłaszcza że czeka nas teraz najbardziej wymagający odcinek. Szlak prowadzi po luźnych kamieniach, na szczęście w zacienionym terenie. Mimo wszystko jest duszno i organizm co parę kroków domaga się wody. Odliczam minuty do szczytu, a miłym przerywnikiem są okoliczne krajobrazy.

Beskid Mały i Śląski w oddali
Podejście zajmuje nam zaledwie kwadrans i naszym oczom ukazuje się ukochana przeze mnie panorama. Oczywiście porzucamy ekwipunek i zastygamy w bezruchu. Zbiornik na szczycie Żaru, pasmo Magurki Wilkowickiej, prężące się w oddali Skrzyczne, wszystko takie inne, a zarazem takie harmonijne. Dopiero po chwili wykorzystujemy czas na zdjęcia.

Warstwowo: Żar, Czupel i Skrzyczne
Elektrownia szczytowo-pompowa z Beskidem Małym za plecami: Czupel i Magurka Wilkowicka
Po drugiej stronie góry: Beskid Mały i Makowski
Panorama z Kiczery: Beskid Żywiecki i Jezioro Żywieckie, Beskid Śląski, Beskid Mały i Żar
Porąbka i Jezioro Czaniec
Z perspektywy modrzewia ;)
Następnie siadamy w cieniu na ławce i wyciągamy kanapki, które smakują wyśmienicie. Śniadanie w górach ma swój niepowtarzalny urok, a krajobraz przed nami hipnotyzuje. Po posiłku siadamy na polanie i łapiemy ostre promienie słońca. Wybija 10:30.
Sielanka i słodkie lenistwo trwają nieco ponad 0,5h, po czym powoli zbieramy się do dalszej drogi. Wszakże czeka na nas góra Żar. Na początek zejście – wciąż czerwonym szlakiem. Idzie gładko i już po 10 minutach zbliżamy się do zbiornika. 


Schodzimy
Zbiornik wydawać się może niewielki, ale marsz wokół niego trwa i trwa. Idziemy zgodnie ze szlakiem przy ogrodzeniu, gdzie czuję się jak na rozgrzanej patelni. Gdy docieramy na szczyt zapominamy o ciszy i spokoju, które jeszcze tak niedawno zaznaliśmy i wchodzimy w gwarną przestrzeń. Ludzi jest multum, więc trzeba się nieco przeciskać, by rozejrzeć się na 4 strony świata. 

Zbiornik z widokiem na Kiczerę
Porąbka i Jezioro Czaniec
Hrobacza Łąka
Jezioro Żywieckie i Beskid Żywiecki
Żar – staję i czuję się ogarnięta przez 4 żywioły. Dosłownie. Ziemia to góry otaczające nas zewsząd, woda to jeziora zalewające doliny, powietrze odzwierciedlają paralotnie szybujące nad naszymi głowami, a ogień jest niczym innym jak żarem lejącym się z nieba, i ja.. na styku tych czterech żywiołów, pochłonięta nimi bez pamięci. 

Ziemia, Woda, Ogień, Powietrze
I believe I can fly… :D
Kolej linowo-terenowa na Żar
Po krótkim odpoczynku i obserwacjach zbieramy się do drogi powrotnej, która w większości będzie przebiegać tak, jak w pierwsza stronę. Wyjątek stanowi odcinek Żar-Przełęcz Isepnicka - omijamy tym razem szczyt Kiczery i bezpośrednio szlakiem zielonym kierujemy się na przełęcz. Po 30 minutach wygodnego trawersu lasem jesteśmy na miejscu. Przed nami krótkie podejście, wąska ścieżka i ponownie znajdujemy się Przełęczy Przysłop. Kolejne podejście i przed nami najgorszy odcinek szlaku i bynajmniej nie chodzi o kondycję. To ten kawałek, o którym wspomniałam rano: bez odrobiny cienia, bez żadnego drzewa. Słońce wysysa z nas energię niczym bezlitosny wampir, gdy wtem coś przyciąga moją uwagę. Po prawej rzecz jasna pręży się dumnie Babia Góra, a w jej cieniu pojawia się delikatny zarys Tatr. Czy to rzeczywistość, czy też fatamorgana…? 

Dowód, że nie miałam zwidów ;) Może niewyraźne, ale są!
Do samochodu pozostaje nam niespełna godzina, która mija nadzwyczaj szybko. Gdy ponownie pojawiamy się na Przełęczy Kocierskiej, jesteśmy zaskoczeni tłumnie okupowanym basenem i nawałem samochodów na parkingu. My wracamy z samotnej wycieczki wyciszeni i zrelaksowani. Nic dodać, nic ująć :)

A.N.

02.07.2016
 


6 komentarzy:

  1. To fakt, że nasza Kiczera oferuje wspaniałe widoki, i to kolejne potwierdzenie, że Beskid Mały jest tak naprawdę Wielki !!! :)
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie w B.Małym Kiczera to zdecydowanie No1 :) pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nas również Kiczera mile zaskoczyła. W okolicach szczytu są ekstra miejsca na wieczorne posiadówki przy ognisku czy grillu.
    Agata bardzo ładne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Lubię tam wracać, jeszcze do kolekcji została mi jesień.

      Usuń
  3. Skorzystamy chyba z waszego pomysłu szlaku, bo wybieramy się już od jakiegoś czasu na górę Żar. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Ten wariant jest jednym z najlepszych :)

      Usuń