A może by tak rzucić wszystko i pojechać… do Tarnawy?

Tarnawa w mojej głowie pojawiła się jeszcze w Bielsku, kiedy wpadłam w necie na trop torfowisk. Ponieważ ich zwiedzanie nie jest ani trudne, ani czasochłonne, postanowiliśmy „załatwić” je przy okazji wędrówki na Bukowe Berdo, a to z racji bliskości położenia Mucznego i Tarnawy. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka…
Po zakończonej trasie górskiej w Mucznem wsiadamy w samochód i jedziemy do Tarnawy Wyżnej, by zobaczyć na własne oczy torfowiska. Gdy z każdym kilometrem stan nawierzchni się pogarsza jesteśmy nieco zaskoczeni. Dopiero kiedy uważniej analizuję mapę, przejeżdżając Tarnawę Niżną, dociera do nas, że zmierzamy na kres cywilizacji. Teraz oto mijamy ostatnie domy, a potem już tylko polany, łąki i sielankowe bieszczadzkie krajobrazy. Jedziemy powoli, raz po raz omijając dziury w asfalcie i po 5km podróży w głąb pustkowia zatrzymujemy się na parkingu. Wysiadam z samochodu i mam wrażenie, jakbym stała na końcu świata, jakby dalej już nic więcej nie istniało, jakby wszyscy zapomnieli o istnieniu tego zakątka. To niesamowite, że są w Polsce takie miejsca, takie gdzie człowiek styka się z naturą, a to zderzenie obfituje w wybuch emocji, jakich nie można doświadczyć nigdzie indziej. I tak oto stoję na skrawku łąki i patrzę w milczeniu w dal. Słyszę własny oddech i bicie serca, czuję zapach tego zaczarowanego świata. 


Natura w najczystszym wydaniu – widok na Halicz
Parking z wiatą
W Tarnawie mamy do wyboru mamy dwa torfowiska – po prawej i lewej stronie. Najpierw idziemy w prawo, na mniejsze i przy tej okazji opowiem co to są bieszczadzkie torfowiska i co mnie podkusiło, żeby tu w ogóle przyjechać. 

Torfowisko No1
Torfowisko Wysokie jest bardzo specyficznym, ale też nie do końca zbadanym zjawiskiem przyrodniczym. Powstaje na terenie bezodpływowym i stanowi zamknięty świat, zasilany tylko przez opady atmosferyczne. W takim środowisku wytwarzają się unikalne zespoły roślinne: żurawina, borówka brusznica, bagno zwyczajne, rosiczka okrągłolistna i najpopularniejsze mchy, wchłaniające ogromne ilości wody. Charakterystyczną cechą torfowiska jest jego wzrastanie spowodowane naprzemienną dominacją. Bardziej po ludzku, to że w wyniku tego procesu tworzy się „czapa”, czyli taka wypukła buła 😉Tarnawa została wcielona do BdPN w roku 1999, ale już od 1976r. objęta była rezerwatem. Pierwsze torfowisko mamy sposobność zwiedzać chodnikiem z drewnianych dyli, zabezpieczonym barierkami po obu stronach. Ścieżka wprowadza w głąb mokradła, wyraźnie odcinającego się od sąsiednich łąk. Deptak zatacza małą pętelkę, a krajobrazy są zacne. Czuć w powietrzu zapach kwiatów, słychać cykanie świerszczy, a letnie słońce wręcz pali roślinność. 

Drewniany chodnik
Buły z widokiem na Bieszczady
Sielskie widoki
Pętelka
Bukowe Berdo, Krzemień i Kopa Bukowska
Odnośnie palenia i ognia - w roku 1927 miała miejsce sytuacja, która doprowadziła do pożaru w Tarnawie. Otóż torfowisko zapaliło się od iskier lokomotywy kolejki wąskotorowej, a podziemny pożar niemożliwy do ugaszenia trwał aż 5 lat i wygasł samoistnie. Taka nieprawdopodobna ciekawostka.
Po 15 minutach ponownie znajdujemy się na parkingu i zmierzamy na drugie torfowisko, położone 300m na lewo. Wąska ścieżka doprowadza nad bagnisty akwen, który pokonujemy po drewnianym moście, lekko wiszącym...


Czy to aby na pewno bezpieczne?
Po przejściu bajora i minięciu kilku liściastych drzew, wchodzimy jakby do innego świata. Całe torfowisko o rudo-zielonym kolorze jest zamknięte ze wszystkich stron przez mur drzew, a na rozległej polanie poprowadzona została ścieżka po drewnianym podeście. Czuje się jakbym trafiła na koniec świata, ale taki prawdziwy koniec, jakby dalej już nic nie było, tylko wrota do raju. Każdy element sielskiego krajobrazu zachwyca, a my wciąż nie możemy wyjść z podziwu, że istnieje takie miejsce. Na ścieżce nie ma nikogo, słychać tylko owady, czuć palące słońce, a dusza chłonie każdy milimetr krajobrazu, tak by zapamiętać go na zawsze. 

Drugie torfowisko
Sielanka <3
Twory z bliska
Samotna brzózka
Chodnik zatacza wielkie koło wokół łąki, ale to nie koniec wędrówki. Skręcamy w prawo i wchodzimy w las. To torfowisko jest znacznie większe od pierwszego, a w dodatku pokrywa je sosnowy bór bagienny. Co ciekawe jest to jedno z nielicznych naturalnych stanowisk sosny w Bieszczadach. Widok zielonego podłoża, zapach drzew iglastych, a do tego magiczna ścieżka, tworzą perfekcyjny świat i harmonijny krajobraz. Nie wierzycie? 

Magia, magia, magia…
Ściółka
W dalszej części ścieżka zatacza niewielką pętlę na otwartym terenie. Obserwujemy liczne bajorka, pokonując je po mostach, a otoczone są przez roślinność bagienną lub typową dla podmokłych terenów. Po chwili wracamy przez bór tą samą ścieżką, by domknąć pętlę na pierwszej łące. 

Mosteczek
Sitowie
Przejście drugiego torfowiska zajmuje nam 30 minut wolnym spacerowym tempem, czyli reasumując wystarczy poświecić godzinę, by zobaczyć coś zupełnie innego i unikalnego. Nie są to oczywiście jedyne bieszczadzkie torfowiska, ale jedne z łatwiej dostępnych (samochodem). Jeszcze bliżej cywilizacji położone jest Torfowisko Wołosate, ale jest ono częściowo osuszone i nie tak efektowne jak te w Tarnawie. Niemniej jednak zatrzymaliśmy się tam wracając z Tarnicy.

Torfowisko Wołosate
Głównym skupiskiem torfowisk wysokich jest właśnie Dolina Sanu i znajduje się tu ich aż osiem. Są to Litmirz, Tarnawa, Dźwiniacz, Łokieć i Zakole. Tym razem udało nam się odwiedzić tylko dwa w Tarnawie, ale nie bójcie się, są plany i ochota na więcej. Torfowiska na pewno są czymś unikalnym i ciekawym, jednak na mnie wrażenie zrobiła cała Tarnawa i jej otoczenie. To pustkowie niebywale mi się spodobało. Zdecydowanie nasunęło mi się powiedzenie: „A może by tak rzucić wszystko i pojechać…do Tarnawy” 😉 Bo autor chyba miał na myśli właśnie takie Bieszczady: dzikie i rzadziej odwiedzane. Gdybym z miejskiego zgiełku miała możliwość teleportować się w jakieś miejsce na ziemi, gdzie mogłabym się wyciszyć, to byłaby to zdecydowanie Tarnawa. Mogłabym tu pisać relacje na kartce papieru, czytać książki, albo spacerować pośród głuszy. Zapuszczenie się w te okolice skutkuje nieodwracalnymi zmianami w mózgu i jeszcze jedną ważną decyzją. Zmieniamy diametralnie plan na ostatni górski dzień w Bieszczadach. Co na poczet czego? Niebawem wszystko stanie się jasne…
Póki co powoli opuszczamy sielankowe rejony i wracamy w kierunku cywilizacji, bo przy tym co zobaczyliśmy, Wetlina stała się dla nas metropolią 😉 Spoglądam tęsknym wzrokiem za okno i podczas gdy Bartek omija kolejne dziury, ja staram się przebudzić z tego snu na jawie… 


Sielanka

A.N.

05.08.2016
 


6 komentarzy:

  1. Piękne ujęcia, a te Torfowiska to jedno z moich ukochanych miejsc w Bieszczadach! :) W kalendarzu który wydałem na 2016 rok mam jedno ze zdjęć właśnie z tego miejsca :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Widzę, że nie tylko mnie oczarowało :)

      Usuń
  2. piękny wpis... zaliczyliśmy te torfowiska w 2005 roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, piękne miejsce to wpis nie mógł być inny :)

      Usuń
  3. Piękny opis. Cudowne fotki. Jeśli czas i pogoda pozwoli to odwiedzę to miejsce na początku października. Już się cieszę, że będę oglądał to na żywo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Bardzo się cieszę, że się tam wybierasz :)

      Usuń