By w końcu dotknąć górskiej ziemi - Połonina Wetlińska

Szybko upłynęły 2 dni na bieszczadzkiej ziemi, a my jak dotąd góry podziwiamy z daleka. Toż to skandal! Pierwszy dzień pobytu pogodowo nie rozpieszczał, więc wybraliśmy się na spacer nad Jezioro Solińskie, natomiast dzień przyjazdu tak szybko minął, że już prawie zapomnieliśmy o odwiedzinach w Muzeum Budownictwa Ludowego.
Dziś jest wtorek, dzień trzeci i mamy zamiar wreszcie dotknąć gór i poznać ich prawdziwe oblicze. Bieszczady słyną z połonin, więc na pierwszy ogień leci Połonina Wetlińska. Wędrówkę rozpoczynamy około godziny 7:00 w centrum Wetliny, gdzie znajdujemy szlak żółty. 


Pierwszy szlakowskaz
Połonina ma swój początek na szczycie Smerek, czyli nieopodal Przełęczy Orłowicza, natomiast jej koniec wyznacza słynna Chatka Puchatka. Tak czy inaczej na grzbiet czeka nas około 2 godziny wędrówki. Żwawo i w świetnych humorach pokonujemy krótki odcinek asfaltem, po czym wchodzimy na ścieżkę wiodącą przez polany. Póki co nad górami wiszą chmury, ale nie jesteśmy tym faktem zaskoczeni. Prognozy wskazywały rozpogodzenie około 9:00, więc liczymy, że gdy dotrzemy na grzbiet będzie już ładnie. 

Bezdeszczowo, ale pochmurno
Połonina na razie się ukrywa
Podłoże jest nieco błotniste po wczorajszym deszczu, ale jakoś dajemy radę omijać najgorsze odcinki, a niskie buty stają na wysokości zadania. Po chwili znikamy w lesie i oficjalnie wchodzimy do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Ścieżka prowadzi nas umiarkowanie pod górę, czasem zamieniając się w drewniane podesty. Na szlaku panuje wszechobecna cisza i spokój, którą „zakłóca” jedynie śpiew ptaków. Cudowny las liściasty otacza nas z każdej strony, a w powietrzu czuć zapach Bieszczadów. 

Schron, podesty i las
Po upływie 1h 15min docieramy do charakterystycznego zespołu skalnego, skąd pozostaje nam zaledwie 30 minut do Przełęczy Orłowicza. Niestety z każdym zdobytym metrem wzwyż, wchodzimy coraz głębiej w chmury. Po przejaśnieniu póki co ani śladu, a my dzielnie przemy dalej. O 8:45 meldujemy się na wspomnianej przełęczy, gdzie zostajemy przywitani przez wiatr. Wskakujemy szybko w kurtki i rozglądamy się wokół, a raczej próbujemy dostrzec we mgle choćby jeden centymetr nadziei na polepszenie pogody. Niestety nadaremno… 

Tak nas wita Połonina Wetlińska
Przełęcz Orłowicza we mgle
By przejść całą Połoninę Wetlińską, postanawiamy cofnąć się nieco w lewo do wspomnianego szczytu Smerek. Z powodu chłodu nie zwlekamy z wędrówką i niezwłocznie ruszamy szlakiem czerwonym w nieznane. Widoczność sięga zaledwie kilku metrów, a wiatr hula na grzbiecie niemiłosiernie. Smagani silnymi podmuchami nie dajemy za wygraną i wciąż wypatrujemy końca tych niskich chmur. Po 15 minutach, tuż przed szczytem, pojawia się iskierka nadziei. Dostrzegam w dole miejscowość Smerek, by po chwili zniknęła w otchłani mgieł. Na wierzchołku stajemy o 9:00. 

Chwilowe rozpogodzenie
Tymczasem już po chwili…
Siadamy na szczycie na jednej z ławek i konsumując śniadanie czekamy na rozpogodzenie. Wyciągam z plecaka panoramy wydawnictwa WIT i patrzę jak rozległy widok można podziwiać ze Smereka. Dobrze że na szczycie umieszczony jest krzyż, to przynajmniej wiadomo gdzie byłam. Nota bene znajdujemy się na niższym wierzchołku Smereka, ponieważ wyższy nie jest udostępniony turystycznie, a skoro to Park Narodowy to dalej nie wolno, a nawet gdyby było wolno, to i tak nic nie widać 😜 Wiatr momentami ustaje, tylko po to by za moment się nasilić. Jest chłodno i pogoda w niczym nie przypomina środka lata. Nie mamy na co liczyć… czas ruszać dalej.
Wracamy do Przełęczy Orłowicza tą samą ścieżką, by potem kontynuować wędrówkę szlakiem czerwonym. Nieco zniechęceni podążamy przed siebie, gdy wtem chmury zaczynają się rozstępować. Powoli, leniwie, ale jednak. Połonina zaczyna się przed nami ujawniać. Ten pierwszy moment, kiedy idziemy grzbietem, mgły powoli odsłaniają horyzont i słychać charakterystyczny szum traw muskanych wiatrem. Nagle wszystko się zmienia, wszystko łagodnieje. Tą melodią ciszy mogłabym się upajać codziennie. 


Chmury zaczynają się rozstępować
W dole widać już wieś Smerek
Za nami wciąż kłębią się chmury
Pierwsze spojrzenie na Połoninę…
Po 20 minutach ponownie znajdujemy się na Przełęczy Orłowicza, gdzie w końcu możemy podziwiać otoczenie. Pojawiają się również wędrowcy, ale w ilości do przetrawienia 😉 Nie żebym nie lubiła ludzi, ale w górach cenię jednak każdy milimetr ciszy, każdy skrawek samotności. Na przełęczy robimy pamiątkowe zdjęcia i ruszamy dalej. 

Widać krzyżówkę
Tak dla porównania wizyta nr1 i nr2
Dalej jest już tylko lepiej. Chmury podnoszą się na tyle wysoko, iż wszelkie widoki są dostępne dla naszych oczu, a przy odrobinie szczęścia i słońce się wyłoni. Póki co idziemy jeszcze w cieniu chmur, a przed nami rozciąga się rozległa połonina. Podążamy grzbietem Szarego Berda i robi się zdecydowanie cieplej. Cieplej nie tylko na ciele, ale i na duchu. Ten charakterystyczny, znany mi dotąd tylko z opowieści, szum traw istnieje naprawdę. Mogłabym zamknąć oczy i tylko słuchać, sam wzrok nie ogrania tego zjawiska… 

Grzbietem Szarego Berda
W oddali Osadzki Wierch i Hnatowe Berdo
Za nami Smerek w całej okazałości
Wędrówka mija spokojnie. Otoczenie jest przyjemne, ale mimo wszystko brakuje nam słońca. Nie jest zimno, lecz brak mi światła niezbędnego do zdjęć. Staram złapać w kadrze, tyle ile mogę, ale jednak czuję niedosyt. Chciałabym zobaczyć rozświetlone źdźbła traw otulone rosą, delikatnie oświetlone stoki i skrawek błękitnego nieba. Na razie to tylko marzenia... Sprawnie podążamy w kierunku najwyższego punktu połoniny – Osadzkiego Wierchu, cały czas po umiarkowanie równym terenie z niewielkimi podejściami. Marsz nie jest męczący, a szlak nazwałabym spacerowym, z tendencją do zacnych panoram 😉

Inne spojrzenie na Osadzki Wierch
Przebyta trasa
Po nieco ponad godzinie wędrówki zbliżamy się do Osadzkiego Wierchu. Postanawiamy jednak zrobić przerwę na wzniesieniu kilkanaście metrów wcześniej, tym samym nie zdając sobie sprawy, jakie tłumy okupują szczyt właściwy, ale o tym zaraz. My siadamy w ciszy i spokoju na formacjach skalnych w pobliżu Hnatowego Berda, na temat którego dawni mieszkańcy Bieszczadów snuli legendy. Jedną z nich była opowieść o rycerzu Hnacie, który poślubił zakazaną mu dziewczynę. Gdy Węgrzy napadli na wieś i zginęła jego ukochana, Hnat polował na połoninie. Biedak z rozpaczy skoczył konno z urwiska i się zabił. Tymczasem my nie zważając na legendy, zajadamy kanapki i podziwiamy otaczające nas grzbiety. Rozmawiamy, chłoniemy, odpoczywamy. W końcu po to tu przyjechaliśmy, to nasz urlop, to nasz czas. 

Hnatowe Berdo
Połonina Wetlińska
Z pełnymi brzuchami ruszamy na wierzchołek właściwy o wysokości 1253m n.p.m. Tak jak wspominałam na szczycie ciężko znaleźć wolny kamień do posiadówy, ale jak pokombinowaliśmy, to i zdjęcie "solo" dało się zrobić 😉 Z Osadzkiego Wierchu doskonale widać dalszy przebieg szlaku połoniną oraz jej kulminacyjny punkt - schronisko. W oddali majaczy również Połonina Caryńska oraz inne bieszczadzkie wzniesienia.

Hasiakowa Skała, Chatka Puchatka i w oddali Połonina Caryńska
Na szczycie
Przed nami ostatni odcinek grzbietem Połoniny Wetlińskiej, czyli około 45 minut marszu. Schodzimy ze szczytu Osadzkiego Wierchu i dalej po równym terenie trawersujemy zbocza Roha, kierując się wprost do schroniska Chatka Puchatka. Całość jest jak najbardziej widokowa, a nas zewsząd otaczają połacie traw. Na tym odcinku spotykamy najwięcej turystów, niewątpliwie skuszonych bliskością szczytu od popularnego obiektu. Mijamy jeszcze parę punktów widokowych i pokonujemy ostatnie wzniesienie. 

Schodzimy
Szlak trawersuje zbocza Roha
Za nami Osadzki Wierch, Roh i tłumy
Hasiakowa Skała i Chatka Puchatka
Schronisko położone jest tuż pod szczytem Hasiakowej Skały, skąd możemy podziwiać Połoninę Caryńską i Pasmo Tarnicy. Sama Chatka Puchatka jest najwyżej położonym schroniskiem w Bieszczadach, powstałym w latach 50., ale dopiero od 1967r. działa jako całoroczny obiekt PTTK. Większość tego czasu gospodarzem chatki jest słynny Lutek Pińczuk. Schronisko jest ciasne i panują w nim spartańskie warunki (włącznie z dowożeniem wody z odległego źródła), ale ma swój niepowtarzalny urok. Mnie niestety miejsce kojarzyć się będzie również z toaletą umieszczoną na szczycie Hasiakowej Skaly, z której „aromat” był tak intensywny, że wręcz uciekłam ze szczytu (a uwierzcie, że aż tak wrażliwa nie jestem). Odpoczywamy nieco niżej, na tyłach schroniska, jemy nasze III śniadanie, tym razem nie w samotności, tylko pośród tłumów turystów.

Hasiakowa Skała – 1231m n.p.m. z widokiem na Połoninę Caryńską i pasmo Tarnicy
Chatka Puchatka okupowana
1228m n.p.m.
Po zregenerowaniu sił ruszamy w dół szlakiem żółtym w kierunku Przełęczy Wyżniej. Droga początkowo jest szeroka i pokryta przez luźne kamienie. Z czasem coraz ostrzej schodzi w dół, a pod nogami pojawia się odrobina błota. Turyści wciąż szturmują w górę, tymczasem my na pierwszym rozstaju uciekamy w prawo zgodnie z czarnymi znakami. Mają one za zadanie doprowadzić nas do punktu Wetlina Osada. Ścieżka zwęża się wprost proporcjonalnie do otaczających nas ludzi, a po upływie 20 minut wychodzimy na łąkę. Pogoda na dole jest niewiarygodnie piękna. Chmury, które towarzyszyły nam przez cały dzień na połoninie, nagle znikają niczym kamfora. I jak tu się nie zdenerwować...

Połonina Wetlińska w promieniach słońca
Po kwadransie mijamy pole namiotowe, by niebawem dotrzeć do głównej drogi, czyli szosy prowadzącej do Wetliny. Na kwaterę pozostaje nam 5km nudnego marszu. Dzielnie podążamy przed siebie, wszakże nie ma co narzekać skoro to pierwsza urlopowa wędrówka, a przed nami jeszcze tydzień w Bieszczadach.
Połonina Wetlińska dała nam namiastkę tych gór, o których marzyliśmy jeszcze w Bielsku, a jednocześnie niedosyt słońca i kolorów. Pojawił się ten charakterystyczny szum wiatru, ale brakowało błękitnego nieba na horyzoncie. Połonina stawia przed nami tylko jedno wyzwanie – powrót jesienią i powtórkę w 100% warunie.
Tymczasem po sprawdzeniu pogody i obserwacji nieba, rozsiadamy się na balkonie w promieniach zachodzącego słońca, kontemplując o jutrzejszej wędrówce. Tej, która korci nas najbardziej… 😊


Dzień chyli się ku zachodowi
Regeneracja :D

A.N.
02.09.2016


2 komentarze:

  1. Wredna pogoda, wredna. Fajnie, że się rozpogodziło, ale mnie takie rozpogodzenia "po wszytskim" strasznie irytują. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo, ale z drugiej strony jest motywacja do powtórki ;)

      Usuń