Na drugim brzegu Dunajca - Bryjarka, Bereśnik, Przehyba

Kiedy po bieszczadzkim urlopie rozochociliśmy się na odkrywanie nowych pasm górskich, wpada nam do głowy wypad w Beskid Sądecki. Tam nas jeszcze nie było, więc zaplanowanie trasy nie jest trudne – gdzie nie pojedziemy będzie nowość 😉
W ciepły sierpniowy dzień wyjeżdżamy z samego rana i udajemy się do Szczawnicy. W zasadzie miejscowość położona jest pośrodku trzech pasm górskich: Pienin, Gorców i Beskidu Sądeckiego. Po drugiej stronie Dunajca, czyli w Pieniniach mamy schodzone większość popularnych tras, co nie znaczy że nie mam pomysłów na te niszowe 😉 Dzisiaj na przeciwnym brzegu rzeki będziemy eksplorować beskidzkie ścieżki. Samochód zostawiamy w centrum pod kościołem, ponieważ reszta miejsc jest płatna 4zł/h, co przy całodziennej wędrówce niekoniecznie się opłaca. Jak się niebawem okazuje znajdujemy się na uzdrowiskowej ulicy, a co parę metrów usytuowane jest sanatorium lub inhalatorium, ponieważ Szczawnica specjalizuje się w leczeniu dróg oddechowych. Wszystko w otoczeniu stylowych fontann i zadbanych chodników wygląda całkiem estetycznie. 


Plac Dietla z fontanną
Po chwili skręcamy w wąską uliczkę między domami, intensywnie zdobywając wysokość. Już tutaj rozpoczynamy podejście na pierwszy szczyt – Bryjarkę. Po 10 minutach droga jezdna zamienia się w szeroką ścieżkę leśną i umiarkowanie wznosi się w górę. Korony drzew skutecznie przysłaniają słońce, dzięki czemu w tak upalny dzień, mamy sposobność wędrówki w cieniu. Po kolejnych 10 minutach na moment opuszczamy znakowany szlak i wąską ścieżką zdobywamy szczyt Bryjarki. Na wierzchołku wita nas krzyż niczym na Giewoncie, słońce oraz widok na Szczawnicę w dole i Tatry w oddali. Taki poranek to ja rozumiem 😃

Mały „Giewont”
Szczawnica i Dunajec
Tatry Wysokie – cudo!
Trzy Korony
Po chwili ruszamy dalej w znakomitych humorach. Wystarczy zobaczyć Tatry i od razu gęba się uśmiecha 😉 Kolejnym naszym celem, który powinniśmy osiągnąć po 45 minutach, jest schronisko pod Bereśnikiem. Szlak żółty prowadzi łąkami umiarkowanie pod górę. Widoki wokoło są sielskie, anielskie i górskie. Fenomenalny widok na Tatry, Pieniny i Dunajec wręcz zwala z nóg! 

Sielskie Pagóry
Tatry i Pieniny
Tatry i Dunajec
Cudo!
Po zapowiadanym czasie docieramy pod bacówkę, która jednak jest odmienna architekturą. Aktualnie na miejscu stacjonują harcerze, natomiast my siadamy na moment na ławce i odpoczywamy, jednocześnie łapiąc promienie słońca na skórę. Sprawdzam na mapie dalszą trasę i kolejne atrakcje, tak by dokładnie wiedzieć na co zwrócić uwagę podczas wędrówki. Wygląda na to, że najbliższym punktem orientacyjnym będzie Dzwonkówka. 

Taka pogoda :D
Bacówka pod Bereśnikiem do bacówki niepodobna ;)
Tatry prezentują się okazale
Obecnie podążamy lasem, umiarkowanie zdobywając wysokość. Wśród cienia drzew wędrówka mija przyjemnie i zasadzie nic szczególnego nie dzieje się na szlaku. Na końcówce podejścia teren nieznacznie się odsłania i po 1h 15minutach docieramy do rozstaju. Tu robimy przerwę na śniadanie, a ja bacznie wpatruje się w mapę. 

Szlak wygodny
Na rozstaju
Zaciekle analizuję mapę, ponieważ coś mi tu nie gra. Niby tutaj jest wbity pachoł „Dzwonkówka”, ale mapa wyraźnie wskazuje szczyt na lewo. Ponieważ nasza podróż docelowa wiedzie w prawo, postanawiamy nieco nadrobić drogi i podejść na szczyt. Niestety zupełnie niepotrzebnie, ponieważ wierzchołek jest całkowicie zalesiony, a panoramka WIT wykonana jest znacznie poniżej. No cóż…to się przespacerowaliśmy, podziwiając ciekawe szlakowskazy 😉

Oto jest dylemat: Himalaje 2 lata, a do Łącka na śliwowicę 4h 15min
Pod szczytem Dzwonkówki
Wracamy ponownie na rozstaj i odtąd szlakiem czerwonym zmierzamy na Przełęcz Przysłop. Popularna to i oblatana nazwa, ciekawa jestem czy miejsce również przeciętne. Jak to z przełęczami bywa najpierw trzeba zejść w dół, by potem odzyskiwać utraconą wysokość. Tak też jest i tym razem. Po 30 minutach spokojnego marszu docieramy na miejsce, które wita nas sielankowym krajobrazem. Na przełęczy znajduje się kilka domów, przysiółek, kaplica oraz pomnik partyzantów. Doskonale stąd widać także nasz dzisiejszy cel – Halę Przehyba z nadajnikiem, szczyt Czeremchy oraz odległe Pieniny. Całość otulona zielonym dywanem traw oraz płotem z drzew, wygląda niesamowicie bajkowo.

Przełęcz Przysłop i szczyty: Skałka, Hala Przehyba oraz Czeremcha
Sielanka z bliska
Pomnik ku pamięci poległych partyzantów
Jaworzynka, Koziarz i Mogielica w oddali
Stąd czeka nas wędrówka na Halę Przehyba, która póki co wydaje się dość odległa. Podejścia przez las momentami ustępują miejsca słonecznym polanom, a my idziemy spokojnym tempem, nigdzie się nie spiesząc i mając cały ciepły letni dzień do dyspozycji. Nie przejmujemy się, czy zdążymy na obiad, czy na kolację. Jest tu i teraz. Widoki, opowieści, uśmiechy. Jednym z ciekawszych punktów na czerwonym szlaku jest Polana Krótka. Nie jest jakoś specjalnie widokowa, ale mimo wszystko przyciąga naszą uwagę. Jest po prostu ładnie.

Z widokiem na Halę Przehyba
Tu spodobało mi się najbardziej
A tam kawałek niebieskim szlakiem idzie się na punkt widokowy – szkoda, że ten fakt odkryłam po wędrówce
Następnie przychodzi kolej na zdobycie szczytu Skałki, który nie jest ani blisko, ani nisko. Energia i siły zdecydowanie opadają, a stąd na Przehybę trzeba jeszcze iść i iść… Gdzieniegdzie prześwituje widok na Tatry, czasem pojawia się magiczny las, a czasem po prostu żmudne podejście. Tak oto mijają kolejne kilometry, aż w końcu postanawiamy zatrzymać się na drugie śniadanie.

Przyjemniejsze momenty
Tuż przed szczytem Przehyby wychodzimy na drogę asfaltową, co nas zdecydowanie szokuje. Mijamy punkt rozpoznawczy w postaci stalowego masztu i finalnie na halę docieramy po dwóch godzinach ścisłej wędrówki. Najpierw udajemy się na punkt widokowy na stronę północną, a stronę południową będziemy podziwiać z tarasu schroniska z zimnym napojem w ręku. Zasłużony odpoczynek mógłby trwać w nieskończoność… Schronisko na Przehybie jest sporych rozmiarów budynkiem z dużą salą, wspomnianym tarasem, widokiem i uprzejmą obsługą. Fajnie byłoby zaszyć się tu w zimie na jakiś nocleg 😃

Hala Przehyba
Widok na północ – Beskid Wyspowy
Pamiątkowe pod masztem
W końcu schronisko
Tatry ze schroniskowego tarasu
Po lewej Pieniny
A tu schronisko & my w całej okazałości
Drogę powrotną przekładamy z minuty na minutę, ale kiedy wybija 15:00 wypadałoby się ruszyć. Wybieramy szlak niebieski, który jest najszybszą opcją dostania się do Szczawnicy. Na początek czeka nas wędrówka otwartym terenem, a niemiłosierny upał odbiera mi nie tylko siły, ale i chęci. Pozostawiamy w tyle schronisko oraz maszt i rozpoczynamy podejście na Czeremchę. To ostatni szczyt na którego musimy się dziś wdrapać. Potem już tylko w dół 😃

Przehyba z niebieskiego szlaku
Czeremcha na tle bezchmurnego nieba
Szlak niebieski uważam za jedną z lepszych zejściowych dróg w Beskidach. Na początek szeroka leśna ścieżka, potem strome, ale krótkie zejście po luźnych kamieniach, a na koniec droga rowerowa delikatnie tracąca wysokość. Dzięki temu nogi się nie męczą, a dostępny cień pozwala przetrwać ten upał. Jedyna niedogodność jaka mi doskwiera, to uczucie lekkiego otarcia na stopie. Buty tydzień w Bieszczadach mnie nie otarły, a w Beskidach się zbuntowały. Damn it! 

Trasa marzenie
Po 1h 40 minutach wychodzimy z lasu i w zasadzie jesteśmy już w Szczawnicy, tyle że do samochodu zostały jeszcze 4 kilometry. Po pokonaniu 500 metrów docieramy do miejsca znanego nam z majówki w Pieninach. Wodospad Zaskalnik, bo o nim mowa mieliśmy okazje odwiedzić po wędrówce na Wysoką, która nie pokazała nam nic oprócz mgieł. Wtedy wodospad zrobił na nas całkiem pozytywne wrażenie, dlatego dziś również zbliżamy się do niego i podziwiamy krystaliczną wodę Potoku Sopotnickiego. 

Wodospad Zaskalnik
Po godzinie wędrówki przez Szczawnicę finalnie docieramy do samochodu, ale to nie koniec wojaży na dziś. Odpoczywamy chwilę przed odjazdem i udajemy się do Krościenka. Tą miejscowość zdecydowanie mile wspominamy również dzięki majówce 2014 i mamy tam swoje miejsca, w które lubimy wracać. Parkujemy nieopodal rynku, kupujemy naturalne lody u Marysi, po czym siadamy nad brzegiem Dunajca, obserwując zachodzące słońce. Relaksujemy się po 28-kilometrowej wędrówce, wsłuchując się w szum rzeki.

Zachód słońca nad Dunajcem
Teraz pozostaje nam już tylko 3-godzinny powrót do Bielska (oczywiście po wcześniejszym kupieniu smakołyków na podróż i bynajmniej niczego zdrowego 😜). Słońce na dobre chyli się ku zachodowi, a widok Tatr i Jeziora Czorsztyńskiego hipnotyzuje. Zatrzymujemy się na zatoczce, by uchwycić ten moment w migawce aparatu. Wisienka na torcie na koniec dnia, krem de la krem… 

Zachód słońca pod Tatrami
Babia Góra i Jezioro Czorsztyńskie
Wyjazd w Beskid Sądecki zapoczątkował eksploracje kolejnego pasma górskiego. Na razie to zaledwie jedna trasa, ale od czegoś trzeba zacząć, zważywszy że jak na jednodniówkę, to całkiem sporo zobaczyliśmy. Beskid Sądecki ze Szczawnicy to na pewno świetna alternatywa dla obleganych Pienin. Ludzi na szlaku mało, raczej pojedyncze jednostki. Wydaje mi się, że opisane pasmo wciąż jest w miarę naturalnym stanie, w przeciwieństwie do przeoranych niedawno Gorców. Kto nie był, to polecam, a kto był, ten wie o czym gadam 😊

A.N.

27.08.2016



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz