Po deszczu zawsze przychodzi słońce – Hrebienok

Na dłuższy weekend w Tatry w zasadzie mieliśmy jechać we wrześniu. Mieliśmy… Potem zaklepaliśmy nocleg na początek października. Nie pojechaliśmy… Przebukowujemy kwaterę na termin 22-24 października. Jedziemy… 😀
W kierunku Tatr wyruszamy w sobotę, a Bielsko żegna nas pięknym niebem i wschodzącym słońcem, które pojawia się po dwóch tygodniach mroku. Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli na weekend okno pogodowe, a na dziś mamy zaplanowany spokojny spacer na Hrebienok, czyli popularne słowackie Siodełko. Nic ale to nic, rano nie zapowiada innej możliwości.
W Nowym Targu dla odmiany wita nas deszcz, a szare chmury bezpowrotnie przykrywają i miasto, i Tatry, i nasze rozbudzone nadzieje. Przemierzamy kolejne kilometry w kierunku Słowacji, ale i tam cały czas siąpi. Po 10:00 pojawiamy się u celu podróży, czyli w Starym Smokowcu, gdzie ani mi się śni wyściubiać nosa z samochodu i iść na Hrebienok. Nie ma takiej możliwości, zwłaszcza że oboje jesteśmy nie tyle po chorobie, co wciąż w jej trakcie. Pełni nadziei parkujemy pod kwaterą Galfy i modlimy się, by dostać klucze pomimo tak wczesnej pory. Łańcuch niepowodzeń zostaje przerwany i tak oto zbieramy graty z samochodu i idziemy się wypakować oraz zamelinować w pokoju. Wyglądam co jakiś czas przez okno, ale tam nie widać nic poza chmurami. Siedząc na kanapie i popijając ciepłą herbatę, co chwilę sprawdzam pogodę na necie, a ta nieugięcie wskazuje na popołudniowe rozpogodzenie… I w tę wersję ja uparcie wierzę!
Po dwóch godzinach przestaje padać. Oto pojawia się dla nas szansa na wyjście… do sklepu. Chyba nie myśleliście, że na wyjście w góry? Oczywiście to, że nie pada, nie oznacza, że jest ładnie. Uparte chmury wciąż wiszą nad Tatrami i zasłaniają wszystko wokół, więc nawet nie wiem, czy te góry w ogóle tam jeszcze stoją. Spacer do sklepu całkiem dobrze nam poszedł, lodówka została zaopatrzona na cały pobyt, a my obserwujemy niewinnie przedzierające się słońce nad Popradem. Czyżby coś się miało zmienić…? 


Coś zaczyna się dziać…
Z każdą kolejną minutą nadzieja na poprawę pogody wzrasta, więc powoli i niespiesznie szykujemy się do wyjścia na Hrebienok. Jest godzina 14:00. Podczas gdy my krzątamy się po kuchni i łazience, do pokoju wpadają pierwsze promienie słońca. Wyglądam przez okno, a po południowej stronie już na dobre się wypogodziło. Kolorowa jesień pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Czas ruszać w drogę. 

Widok z pokoju na południe
Wskazówki zegara powoli zbliżają się do godziny 15:00, a my w wyśmienitych humorach szykujemy się do popołudniowego spaceru. Wciąż jednak czekamy aż chmury pójdą w górę i w końcu pokażą się Tatry. Tuż przed opuszczeniem kwatery postanawiam wyjrzeć jeszcze przez okno na stronę północną i wtem drę się  „BARTEK!!!”. Krzyczę jak opętana, bo ten niepozorny Sławkowski wyłania się zza chmur niczym Mount Everest, a jego ośnieżony wierzchołek kontrastuje z całą paletą jesiennych barw. Urlop czas zacząć! 

Himalaje? Nie. Tatry :)
Po tych pogodowych perypetiach w końcu mogę przejść do meritum, czyli naszej górsko-niegórskiej przechadzki, bo do wędrówki jej daleko. Jak wspomniałam tatrzańską aklimatyzację mamy przewidzianą na Siodełku, czyli słowackim Hrebienoku, na który prowadzi szeroka droga asfaltowa, oficjalnie będąca drogą rowerową. Pogoda na popołudniowy spacer w końcu jest wymarzona, a otoczenie robi się jak na złotą jesień przystało – kolorowe i bajkowe. Nasza kwatera położona jest w zasadzie w Hornym Smokovcu, więc najpierw idziemy do Smokowca Starego, skąd rozpoczyna się szlak na popularny Hrebienok. Wyjechać można tam również kolejką terenową, ale nam marzy się jesienny spacer, więc o żadnych kolejkach nie ma mowy. Wolnym krokiem przemierzamy obie miejscowości, obserwując paletę barw, kontrastującą z białymi górami. Chmury rozstępują się, odsłaniając błękitne niebo i wszystko jest tak jak być powinno. Chodniki spowite różnobarwnymi liśćmi, rześkie powietrze napełniające płuca i popołudniowe promienie słońca rozgrzewające dłonie. Jesień jaką uwielbiam! 

Horny Smokovec
Vysoke Tatry jak się patrzy
Po 15 minutach docieramy do początku drogi na Hrebienok, która gdzieniegdzie pokrywa się ze szlakiem zielonym. My dzisiaj zamierzamy spokojnym tempem podążać cały czas asfaltem i tym samym olać szlak. Już na wejściu możemy podziwiać prawdziwe jesienne widoki ze wszystkimi dobrodziejstwami obecnej pory roku. 

Droga z widokiem na Sławkowski Szczyt
O tej porze dnia większość turystów schodzi już w dół, a my na przekór spokojnym krokiem zmierzamy w górę. Droga prowadzi równolegle do szlaku oraz torów kolejki terenowej, która właśnie nas mija. My tymczasem cieszymy się jak dzieci, które dostały prezent od Mikołaja, a to wszystko za sprawą dawno nieoglądanego słońca. Jeszcze kilka godzin temu przywitał nas w Smokowcu deszcz, a teraz możemy spacerować w złotej aurze. Taki obrót sprawy w ogóle nie był w planach, ale te postanowiły pójść swoim torem i pogoda poukładała nam dzień w zupełnie innej kolejności. I dobrze. Pora na spacer jest idealna, a my szczęśliwi. Bo razem, bo w górach.

Żyleta!
Niebawem wchodzimy w przewalające się przed nami chmury i idziemy w nieco mroczniejszej aurze. Cały czas liczymy, że przejaśni się na dobre i będziemy mogli spojrzeć na Łomnicę oraz otoczenie Doliny Zimnej Wody. Póki co jednak się nie zapowiada, a my spokojnym krokiem docieramy na Siodełko. 

Inna odmiana jesieni
Całość odcinka Smokovec-Hrebienok wynosi 4km i zajmuje nam niecałą godzinę. Na miejscu ani tłoczno, ani pusto, tak w sam raz. Korzystając, że jest mgliście i niewidokowo wchodzimy do restauracji na herbatę. Ogrzewamy się przy ciepłych kaloryferach, obserwując pogodę za oknem. Kilkakrotnie mam nadzieje, że to już, że całkiem się rozpogodzi, by po chwili wszystko ponownie tonęło w chmurach. 

Hrebienok
Charakterystyczna postać na Siodełku :)
Utrę mu nosa :P
Zdjęcie z miśkiem musi być!
Górskie luksusy :P
Kiedy w końcu wyłania się słońce, postanawiamy wyjść na zewnątrz i pooglądać co ma do zaoferowania jesienny Hrebienok, o którym mam bardzo pozytywne zdanie. Zapewne część z Was nie przepada za komercyjnymi miejscami z kolejką, muzyką, restauracją, a mnie jakoś się tu podoba. Owszem lubię góry dzikie i puste, strzeliste i ciche, ale czasem lubię pójść w miejsce „normalne”, tam gdzie wszyscy - i Ci górscy i niegórscy. Chyba po prostu też potrzebuję tej górskiej cywilizacji wśród normalnych ludzi, a nie tylko tych dzikusów z plecakami. Nie zrozumcie mnie źle, sama jestem takim dzikusem, tyle że dzikus czasem lubi wtopić się w tłum miejskiej dżungli i najzwyczajniej polansować 😜 Dlatego fajny ten Hrebienok. Sami zobaczcie. 

Widok na Poprad i pasmo Słowacki Raj
Jesienna Słowacja
Hotel Hrebienok
Magiczny zachód słońca
Po samych miłych chwilach niebawem wybieramy się w drogę powrotną, oczywiście tą samą wyborną trasą, co w górę. Na początek musimy przebrnąć przez mgłę, a potem już idziemy pod błękitnym niebem w otoczeniu kolorowych drzew. Podczas spaceru rozmyślam i gdybym miała wyobrazić siebie za kilkadziesiąt lat, to właśnie tak by to wyglądało. Ja i On, zachodzące słońce i choćby ten asfalt na Hrebienok. Bo nie wiem czy kiedyś wyjdę wyżej, ale nie muszę mieć tej pewności. Byle On był obok, byle obok były One… Dzień powoli chyli się ku zachodowi, a my w przeciągu godziny znajdujemy się w Smokowcu. 

Piękna końcówka dnia
Z powrotem w Smokowcu
Nadchodzi w końcu pora, by zjeść porządną obiadokolację, więc wchodzimy do Koliby Kamzik, którą miło wspominamy z ubiegłorocznego urlopu. Słowacka czosnkowa i smażony ser wciąż smakują wybornie, więc z pełnymi brzuchami wracamy do domu. Miasteczko powoli pochłania mrok, niebo robi się granatowe, a dzień układa się do snu. Gwiaździste niebo zwiastuje pogodne jutro, co nas pozytywnie nastraja. W końcu jutrzejsza wędrówka będzie gwoździem weekendowego programu i warunki muszą być sprzyjające. Tymczasem dobranoc… Jutro będzie dobry dzień! 

Zmrok
Dobranoc…

A.N.
22.10.2016


2 komentarze:

  1. Taką jesień to ja rozumiem. <3 Cud, miód i orzeszki. Akurat na spacerek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak :) Chyba każdy ma niedosyt jesieni w tym roku.

      Usuń