Po drugiej stronie rzeki - Dolina Białej Wody

Plan na dzień główny zapowiadał się zupełnie inaczej. Miało być dalej, miało być wyżej, miała być realizacja zeszłorocznego planu. Zamiast tego mamy narastający opad śniegu, Tatry pogrążone w chmurach i wybór: pozostać w ciepłym łóżku, czy pójść gdziekolwiek bez perspektyw na przejaśnienie. Górska natura i syndrom wiercipięty wygrywa, i tym oto sposobem przy śniadaniu rozważamy, gdzie by się udać. Wybór wbrew pozorom wcale nie jest łatwy, bo jak tu zdecydować się na coś, co ma być magiczne przy obfitym opadzie śniegu, wciąż ładne, kiedy widoczność będzie sięgała zaledwie kilku metrów i niezbyt zatłoczone przy tabunach długo-weekendowych turystów. W końcu decydujemy się na Dolinę Białej Wody, czyli trasę już na Słowacji, ale jednak tuż za granicą. Przez noc drogi zdążyły zrobić się białe, więc co poniektórzy kierowcy skutecznie nas spowalniają jadąc 30km/h, ale finalnie docieramy do Łysej Polany bez większej nerwicy. Resztę historii niech opowiedzą Wam zdjęcia, które niewiele więcej mają do opowiedzenia, ale jednak trasa przekonała mnie, że warto wybrać się tu w dłuuuugi letni dzień. Słyszałam, że dolina jest rzadko odwiedzana, a dziś mieliśmy tego najlepszy przykład, nie spotykając przez 2h żywej duszy. Podczas gdy za potokiem było słychać odgłosy piechurów podążających nad Morskie Oko, my w ciszy i spokoju obserwowaliśmy, jak zima skutecznie wdziera się w krajobraz, pochłaniając świat w bieli. 
Czapki na uszy, rękawiczki na dłonie i ruszamy!

Łysa Polana – zaczynamy wędrówkę
Wejście do Doliny Białej Wody – przed nami 3,5km marszu
Potok Biała Woda
Idziemy szeroką, wygodną ścieżką
Mam przeczucie, że gdy nie ma chmur, w tym miejscu jest całkiem smakowity widoczek
W połowie drogi znajdziecie wiatę do odpoczynku
Pamiątkowe foto obowiązkowe
Na finiszu – wiata na końcu doliny
Takie widoki mogły nas przywitać… mogły 😉
Idziemy dalej pod zakaz – zdecydowanie za krótka ta dolina!
Polana Biała Woda – cały czas sypie
Do tamtej wiatki zmierzamy – tam zjemy śniadanie i napijemy się gorącej herbaty
Potem pozostaje nam wrócić tą samą drogą z pewnym niedosytem, ale przynajmniej po aktywnym dolinnym spacerze. Oczywiście przyjedziemy tu w niedalekiej przyszłości przy lepszej pogodzie, ale wędrówka w śnieżycy bez widoków również miała swój urok. Trasa jest kompletnie niewymagająca, a człowiek wraca uśmiechnięty i pozytywnie zmęczony. My tymczasem udajemy się na kwaterę z zamiarem spędzenia popołudnia w Zakopanem, gdzie również nieustannie sypie. Będzie klimatycznie! 😄

ul. Piłsudskiego w kierunku Krupówek
ul. Karłowicza w kierunku Kuźnic

A.N.

12.11.2016
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz