„Misja Oblepieńce” - Szyndzielnia i Klimczok na zimowo

Sama w zasadzie nie wiem, czy napisać relację czy pozwolić by zdjęcia oddały wszystkie uroki tejże wędrówki. Nie chciałabym po raz kolejny rozpisywać się o trasie, którą robiłam już kilkadziesiąt razy, a z drugiej strony ta była wyjątkowa – widokowo, pogodowo i myślowo. Może zacznę nieco inaczej. Zacznę od tego co miałam w głowie…

Kiedy w niedzielę rano podeszłam do termometru ten wskazywał -25°C. Chyba oszalałam, żeby za chwilę opuścić ciepłe mieszkanie i pójść w góry z własnej, nieprzymuszonej woli. Potem jednak posłusznie ubrałam się na cebulkę i podreptałam na Szyndzielnię, a potem jeszcze na Klimczok 😉 Ale od początku.
Sam fakt, iż w góry poszliśmy, a przy wspomnianym mrozie ma to niemałe znaczenie, miał ukryty w sobie cel. Mnie to się właściwie zamarzyły takie smakowite zimowe zdjęcia drzew pokrytych śniegiem, do tego zamrożone i kontrastujące z błękitnym niebem – ochrzczone jako oblepieńce. To właśnie z tym przekonaniem ruszam na Szyndzielnię, to dlatego wyściubiam nos najpierw z mieszkania, a potem już na dobre z samochodu. Niestety nie od razu jest kolorowo i na początek wędrówki czeka mnie rozczarowanie… Drzewa są golutkie i bardziej przypominają paletę jesieni aniżeli zimy. Coś tu nie gra. Przecież wczoraj góry były białe! Niestety w nocy wiatr zrobił swoje 😢


Golizna
Przez chwilę jestem zła. Zła na siebie, na pogodę, na to że pewnie w innych górach jest lepiej i ładniej. Wyzywam na ten Beskid Śląski, że jest do bani i zimy tu jak na lekarstwo. Burcząc pod nosem zdobywam Dębowiec i wciąż niepocieszona dreptam wyżej wśród tych gołych badyli. Nagle spostrzegamy czubek Szyndzielni lśniący na biało, więc jest nadzieja, że ten Beskid nie taki beznadziejny. Czym prędzej przyspieszam kroku, by tam dotrzeć. 

Kaplica na Dębowcu
Między drzewami widać biały szczyt
Podążamy najpopularniejszym czerwonym szlakiem, który jest sowicie wydeptany i równomiernie ubity, tak iż idzie się wygodnie. Na wystawie wschodniej dmucha wiatr, co nieco uprzykrza nam wędrówkę, ale słońce na bezchmurnym niebie skutecznie nas rozgrzewa. Wiadomo rozgrzewa nas również sam fakt, iż idziemy w górę, więc poranny mróz nawet nie jest odczuwalny. Ba! Czasem to mi nawet za ciepło 😉 Ogólnie jednak jest raczej w sam raz i dwie w porywach do czterech warstw dolnej odzieży oraz trzy warstwy górnej dają radę. Do tego kaptur nasunięty na czapkę, nos schowany w kominie i jest spoko. Na szlaku znajduje się oczywiście kilka widokówek, to na szczyt, to na góry, a to na Bielsko. I te ostatnie są najsmutniejsze, gdyż widzimy nasze miasto pogrążone w ciemnej łunie smogu. Jak żyć…? 

Bielsko-Biała
Beskid Mały
Po upływie 1h 30minut, co jest w zimie naprawdę dobrym czasem, wchodzimy w piętro zimy – srogiej, białej i bajkowej. Oblepieńce zostają odnalezione za jednym z zakrętów, występują w dużych ilościach i odtąd będą nam nieustannie towarzyszyć. Warunki zimowe są iście wyborne: świerki, modrzewie i jodły zmieniły kolor na biały, a gołe badyle drzew liściastych zostały polukrowane szronem. Cieszę się jak małe dziecko, latam z aparatem i zachwycam się każdym drzewem. Pozachwycajcie się i Wy - oto wszelakiej maści oblepieńce. 

Wejście do krainy lodu
Pierwsze białe egzemplarze
Bajkowo
Las oblepieńców
Biały modrzew
Jesteśmy już niedaleko szczytu i schroniska, jednak postanawiamy nadłożyć drogi i udać się pod górną stacje kolei linowej, która nota bene jest obecnie w remoncie. Chcemy tam zaglądnąć ze względu na całkiem przyzwoita widokówkę, a że nie dalej tam niż 5 minut to nie ma się nad czym zastanawiać. Mróz daje mi się bardziej we znaki, objawiając się katarem, którego nijak nie mogę powstrzymać. Idę dalej taka zasmarkana i kiedy chce się doprowadzić do porządku i ściągam ku temu po raz pierwszy dziś rękawiczkę, moja ręka niemal natychmiast zaczyna kostnieć. Potem jeszcze dłuuugie minuty musze ruszać palcami, by ją rozgrzać i poprzysięgam nigdy więcej jej nie ściągać. Choćbym miała cała w glutach iść, nie zdejmę jej! A widokówka prezentowała się tak. 

BB i bliższe oraz dalsze kominy
Potem ruszamy prosto do schroniska. Odcinek zajmuje nam około 15minut, a końcówka w kopnym śniegu wysysa z nas ostatnie pokłady energii. Całe szczęście że pozostałe szlaki są przedeptane, bo byłoby ciężko. Pod schroniskiem spoglądamy na panoramę gór i oczywiście smogu, po czym wchodzimy do środka. Gorąca herbata szybko nas rozgrzewa, jednak w schronisku jest zimno. W zasadzie siedzimy w kurtkach, a jedynym ciepłym pomieszczeniem jest toaleta. Tam staram się rozgrzać nieco uda, które jako najmniej opatulone lekko zmarzły. Co ja mówię, są czerwone jakbym się opalała 4 godziny na pełnym słońcu. Najbardziej właśnie obawiałam się o tę część ciała, ze względu na najmniej warstw ubraniowych. Na szczęście po kontakcie z grzejnikiem udaje się w pełni rozgrzać nogi i można ruszać dalej. 

Wejście do schronu
Beskid Mały i Kotlina Żywiecka w smogu
Tatry dziś w chmurach
Najpierw kierujemy się na szczyt i wcale nie jest to przyjemny odcinek. Szlak jest przetarty i idzie się całkiem nieźle, ale wschodni wiatr duje jak oszalały, a ręce zaczynają marznąć nawet w rękawiczkach. Co jest?! Idąc muszę żwawo ruszać palcami, bo czuję, że może się to źle skończyć. Na wierzchołku znajdujemy się po 5 minutach i na szczęście tam nie wieje. Do tego wychodzimy prostkę, która jest niczym lodowy tunel. Po jednej stronie lśnią iglaste świerki, a po drugiej liściaste gałęzie ozdobił mróz. Kraina lodu jak się patrzy.

Na szczycie
Lodowy tunel
Magiczne drzewko
Cuda natury
Po chwili ruszamy dalej, a bariera z drzew skutecznie chroni nas przed wiatrem. Teraz idzie się przyjemnie, jest ciepło, a niebawem rozgrzewa nas jeszcze słońce. Kierunek – oczywiście szczyt Klimczoka. Na tym odcinku pojawia się co raz więcej wędrowców i aż nie do wiary, że tyle wariatów opuszcza domy w mróz 😜 Droga mija mi na rozmyślaniu i planowaniu górskiego roku. Wszakże dziś zaczynam sezon 2017, więc liczę że rok pójdzie za ciosem i też będzie taki wyborny. Tylko niech te pory roku się nie mieszają i będą takie jak być powinny 😉

Na szczyt Klimczoka
Widoki ze szlaku
Opatulona, ale szczęśliwa
Magura
Na szczyt Klimczoka docieramy po 40 minutach, a ostatnie podejście to już nas na dobre rozgrzewa. Na wierzchołku zima wyborna: biało, mroźno i biało 😜 Widok na Beskid Mały, Śląski i Żywiecki jest całkiem wyraźny, natomiast Tatry zdążyły już schować się w chmurach. Niestety trochę wieje, więc popasu nie będzie, ale i tak można trochę w słoneczku postać i pooglądać. Zastanawiamy się też co dalej. Początkowo chciałam jeszcze iść na Magurę, moją ulubienicę w BŚ, ale kiedy Tatry się schowały, a odkryty grzbiet zapewne będzie również wietrzny, oddalam tę myśl i postanawiamy zejść na Siodełko, a potem już wracać na Szyndzielnię. Ale zobaczcie najpierw jak na tym Klimczoku było 😃

Magura w otoczeniu Beskidu Małego i Żywieckiego
Stok Klimczoka
Zejście ze szczytu, jak to zejścia w zimie fantastyczne. Ślizg, bieg, zatrzymanie na kijach i dalej ślizg. Kolana nie bolą, buty toną w białym puchu i po chwili jesteśmy na Siodle pod Klimczokiem. Patrzę na białe poletko po lewej, schronisko na wprost i szczyt za mną. Ludzi mało, kilka osób mija nas niepostrzeżenie, a my skręcamy na szlak czerwony i wracamy do domu. 

Śnieżne pole i świerkowa bariera na siodełku
Tam nie idziemy – schronisko
Ze szczytem
To jest okno pogodowe!
Drogą wracamy tą samą, więc żadne niespodzianki nas nie czekają. Idzie się dobrze, jest ciepło, a czas mija nawet szybko. No może z wyjątkiem ostatniego odcinka Szyndzielnia-Dębowiec, kiedy zawsze się czeka na koniec, liczy się że to ostatni zakręt, a ten nigdy nie jest ostatnim. W każdym bądź razie z Klimczoka do samochodu docieramy w 1,5 godziny i zauważamy, że w mieście już tak nie mrozi i jest co najwyżej -10°C. Toż to cieplusio 😃

Oblepieńce na szlaku
Ta mroźna wędrówka niesamowicie pozytywnie mnie nastroiła i zdecydowanie zahartowała. W zasadzie wcale nie było aż tak zimno, a zimowy warun po prostu palce lizać! Było wybornie, a opisana wyżej trasa jest idealna dla wędrowniczków początkujących zimą. Przedeptane, ubite, widokowo i schroniska po drodze. Jednym słowem sezon górski 2017 uważam za godnie rozpoczęty.

A.N.

08.01.2017


2 komentarze:

  1. Dla takich zdjęć warto było wyjść z domu! :) Misja oblepieńce zakończona sukcesem! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Takie misje to ja lubię :D

      Usuń