Lekcja czujności i szczypta improwizacji - Grota Komonieckiego w Beskidzie Małym

Kiedy nadchodzi wielkimi krokami majówka co najmniej połowa Polski planuje jakiś relaksujący tudzież bardziej aktywny wyjazd. Tego roku, nieco na przekór, zajmujemy się obowiązkami, ale choćby nie wiem jak by były przyjemne, to zamiast jechać do centralnej Polski, najchętniej wrócilibyśmy na południe. Uszczknęliśmy jednak na góry aż 2 dni, ale szybko okazuje się, że pogoda nie sprzyja, a dalekie wojaże idą w niepamięć. Zażarcie kombinujemy gdzie pojechać i finalnie decydujemy się na nieodległy Beskid Mały i odnalezienie urokliwej Groty Komonieckiego.
Do punktu startowego czeka nas zaledwie 40 minut jazdy samochodem, więc spokojnie możemy zjeść śniadanie i wypić ciepłą kawę w domu. Wędrówkę rozpoczynamy punktualnie o 8:00 z miejscowości Kocoń, następnie przemieszczamy się do wsi Las i tam przez zupełny przypadek wpadamy na żółte znaki. Żółta droga w zasadzie nie jest szlakiem, a ścieżką turystyczną i jak się okazuje będzie wymagała cierpliwości i czujności, ponieważ jest niebywale słabo oznakowana. Ciekawa jestem dlaczegoż ten szlak idzie w zapomnienie… Na początek czeka nas mglisty poranek, sielankowy krajobraz i zielony maj. 


Początek ścieżki
Droga od samego początku nie rozpieszcza i nie dość, że musimy uważnie stawiać kroki, co by nie wywinąć orła i zażyć kąpieli błotnej, to jeszcze w dodatku trzeba obserwować każde drzewo w poszukiwaniu pozostałości wyblakłej farby. Idziemy bardziej na czuja, co raz zerkając na mapę lub to co klaruje się w endomondo, a czasem tylko wierząc własnej intuicji. Wszystko to razem prowadzi nas w dobrym kierunku i cały czas trzymamy się żółtych znaków. Szeroka droga prowadzi lasem wzdłuż potoku Dusica, a podłoże niezmiennie jest błotniste. Idziemy umiarkowanie pod górę, nie męcząc się przy tym zbytnio, więc idealnie na rozruch po 3 tygodniach bez aktywności górskiej. 

Realia na szlaku
Po upływie godziny ścieżka znacznie się wyostrza i wybija 5 kilometr wędrówki. Na tym etapie powinna już gdzieś w pobliżu być Grota, ale że nie mamy pewności czy leży tuż obok szlaku, czy trochę dalej, jesteśmy wyjątkowo czujni. Ponownie spoglądam na mapę i wychodzi na to, że zbliżamy się do celu. Niebawem przed nami wyrasta wyraźna biała tabliczka wskazująca drogę do jaskini, więc zgodnie z jej kierunkiem zmierzamy w dół. Wąska ścieżka pełna mokrych liści kluczy między drzewami i ostro sprowadza nas pod samą jaskinię, która ma aż 115m2. Grota jest pomnikiem przyrody nieożywionej, którą każdy może zwiedzić od środka, ponieważ jest to bardziej jama niż typowa jaskinia. Największe jednak wrażenie robi potok Dusica spadający z impetem z jej „dachu”, a najpiękniej prezentuje się zimą, kiedy zamarznięty potok tworzy niebywałe lodowe formacje. Siadamy w grocie na jednym z suchych kamieni i odpoczywamy przy szumie potoku. 

Do celu…
Potok Dusica i Grota Komonieckiego
Na „dachu” groty
Po posiłku ruszamy w dalszą drogę, najpierw gramoląc się w górę, a następnie żółtym szlakiem w kierunku Przełęczy Anula. Na początku nieznacznie mylimy drogę, ale szybko się orientujemy, że coś nie gra i wracamy na właściwy tor. Ścieżka obfituje w mordercze podejścia, błotniste podłoże i wąskie przesmyki, w których mokra roślinność oblepia nasze ubrania. Niesamowicie nas maltretuje ten ostatni odcinek i pomimo że pokonaliśmy zaledwie 1km zajęło nam to aż 30 minut! Dobrze że majowy krajobraz był zielony, mglisty i jakiś magiczny 😉

Ostatni odcinek
Niby zwykła kałuża
Pajęczyna
Kiedy w końcu docieramy do cywilizacji (czytaj na normalny szlak) pędem kierujemy się ku Przełęczy Anula. Niby zwykłe siodełko, niebyt widokowe (zwłaszcza dziś), a wiąże się z nim całkiem ciekawa historia. Otóż opowiada ona, iż przełęcz wzięła swą nazwę od krowy, która uciekła w góry przed straceniem. Całą historię przeczytacie poniżej, a my tymczasem lekko posilamy się przed drogą powrotną. 

Cywilizowana droga ;)
Krzyżówka szlaków – Przełęcz Anula
Historia Anuli
Do Koconia wracać będziemy niebieskim szlakiem, który pamiętamy jak przez mgłę z zimowej wędrówki na Leskowiec. Droga biegnie lasem z niewielkimi prześwitami, a podłoże po ostatnich ulewach jest niczym koryto potoku. Woda miesza się z kamieniami i błotem, co może nie jest najmilszą opcją, ale lepsza taka wędrówka niż żadna. Maj zdecydowanie nas nie rozpieszcza, ale zielone otoczenie rekompensuje wszelkie niedogodności. 

Błotniście, ale klimatycznie
Mech
Po 40 minutach znajdujemy się na Polanie Przysnopek, gdzie zaczynają się pierwsze domy i oznaki cywilizacji. Potem droga mija równie szybko i finalnie po 30 minutach docieramy do Koconia. Wędrówkę kończymy na 12 kilometrze i zaliczamy tę górską rozgrzewkę do udanych. Na pewno musimy nieco popracować nad kondycją, bo niektóre podejścia ostro nam dały w kość.
Grota Komonieckiego to z pewnością jedno z ciekawszych miejsc w Beskidzie Małym, które nie wiedzieć dlaczego wcale nie jest „rozreklamowane”. Najbardziej dziwi mnie fakt, iż szlak żółty, a obecnie ścieżka jest zaniedbana i niezbyt dobrze oznakowana. Chodzą pogłoski, że w BM mają powstać nowe szlaki, na co niezmiernie liczę i może ten do groty również zostanie odnowiony. A Wy byliście może w tych rejonach? 😃


Beskid Mały
A.N.
03.05.2017



3 komentarze:

  1. Byłam kiedyś dawno temu na poszukiwaniu groty, ale wtedy niestety bez powodzenia. Ale to były jeszcze czasy bez smartfonow. ;) Nigdy nie podjęłam wyzwania drugi raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My Grotę znaleźliśmy, ale za to pomineliśmy wodospad Dusica, który jak się okazało był parę metrów poniżej...

      Usuń
  2. Ja ten region odwiedzałem dwukrotnie, ale do groty jakoś było mi nie po drodze, mimo, że już o niej nie raz słyszałem. Najbardziej mi właśnie zależy by odwiedzić ją zimową porą dla tego lodu.

    OdpowiedzUsuń