Eksplozja natury - Pieninský Národný Park

Nie zaskoczę Was już chyba kiedy powiem, że kolejna nasza wędrówka będzie przebiegać po terytorium Słowacji. Wszakże pasmo górskie wybraliśmy jakby takie „polskie”, ale u naszych południowych sąsiadów również istnieją Pieniny, tylko mało kto o nich mówi i w ogóle pamięta. I właśnie z tych dwóch powodów ciągnie nas tam jeszcze bardziej i postanawiamy poznać ten lubiany przez nas region od nieco innej strony.
Udajemy się wbrew pozorom do Szczawnicy, czyli polskiego miasteczka u stóp Pienin, o którym każdy z Was na pewno słyszał. Pogoda żyleta dopisuje od rana, więc po drodze smakujemy jej dobrodziejstw i dobrodziejstw również poranka. 


Tatry z okolicy Przełęczy Snozka
Kiedy docieramy do Szczawnicy jest godzina 7:15, a miasteczko zdecydowanie świeci pustkami. Już na początek czeka nas niemiłe rozczarowanie, gdyż jedyny parking przy szlaku jest płatny za godzinę. Całkiem przyjazne rozwiązanie, kiedy przejeżdża się na 3 godziny i płaci niecałą dychę, ale kiedy planuje się górską wędrówkę na co najmniej 9h to portfel trochę boli… Nie mamy jednak wyjścia, więc stajemy na pięknym, wycacanym parkingu, jemy naprędce śniadanie i  ruszamy w drogę.
Na początek czeka nas chłodne zderzenie z rzeczywistością - pomimo ciepłych promieni słońca i bezchmurnego nieba, temperatura powietrza wynosi zaledwie 7°C… Tak więc pierwsze metry wędrówki pokonujemy na trzęsących się kolanach, a chłód Dunajca zdaje się przeszywać nas aż do szpiku kości. Próbuję jednak w tym poranku dostrzec zalety – jesteśmy zupełnie sami na głównym deptaku przy Dunajcu, gdzie w ciągu dnia przewijają się setki turystów. Teraz możemy usłyszeć szum wody, szelest liści, a wiatr pomimo, że powoduje ciarki na ciele, to jego przyjemny świst pozwala wsłuchać się w ciszę. Mijamy pustą Przystań Flisacką i wchodzimy na Drogę Pienińską, która jest czerwonym szlakiem prowadzącym wzdłuż Dunajca. 


Dunajec o poranku
Przystań…
Pusta Droga Pienińska… :O
Jak wspomniałam znajdujemy się obecnie na szlaku czerwonym, z którym jednak za moment się rozstaniemy. Tą przyjemną 9-kilometrową drogę mamy bowiem zaplanowaną na powrót, tak aby na koniec zostawić sobie wędrówkę po równym terenie. Teraz natomiast skręcamy w lewo ku schronisku Orlica i obieramy szlak niebieski prowadzący na Szafranówkę, na którą jednak wcale nie pójdziemy 😉 Najpierw zatrzymujemy się na moment przy schronisku, któremu o poranku nie brakuje uroku, zażywamy ciszy, po czym pospiesznie ruszamy w górę, by w końcu rozgrzać skostniałe ciała… 

Schronisko Orlica
Obecnie podążamy wąską ścieżką przez las, która bez ceregieli pnie się w górę. Idziemy zgodnie z niebieskimi znakami, a naszym pierwszym celem jest Przełęcz pod Szafranówką, bo jak wspomniałam na szczyt dziś nie dotrzemy. Nasza trasa bowiem od przełęczy przewiduje ucieczkę za granicę i eksplorację słowackich szlaków. Od schroniska na siodło czeka nas 30 minut, które jest bardzo intensywne i już po 20 z długiego rękawa możemy przejść na krótki 😃 Po leśnym odcinku wychodzimy na otwarty teren, co nie tylko skutkuje dostępnością promieni słonecznych, ale również widokiem bezchmurnego nieba kontrastującego z soczystą zielenią krajobrazu. Meldujemy się na przełęczy o 8:00 i już mi się ten dzień podoba 😄

Soczyście :D
Pierwsze widoki
Przełęcz pod Szafranówką
Po chwili oddechu na przełęczy, ruszamy dalej i dla odmiany zaczynamy schodzić w dół. Dzisiejsza trasa bowiem przewiduje eksplorację różnistych terenów, od dolin przez góry aż po rzeki, a żeby to wszystko zobaczyć czeka nas intensywny trening interwałowy. Wracając do sedna wędrówki – od przełęczy schodzimy żółtym szlakiem w kierunku słowackiej wsi Leśnica, z której potem ponownie będziemy piąć się w górę. Idziemy pośród drzew i polan, a zimna trawa pokryta poranną rosą delikatnie smyra nasze kostki. Jest przyjemnie i zdecydowanie czilałtowo, a zachwyt się pogłębia jeszcze bardziej, kiedy docieramy do pierwszej konretnej widokówki. Charakterystyczne skalne, pienińskie ściany porośnięte obficie roślinnością, zuchwale uśmiechają się do nas i przyciągają wzrok niczym magnes. Jest wow 😍

Smakowita widokówka
Trzy Korony i Sokolica w pakiecie
Szeroka, wygodna ścieżka wciąż sprowadza nas w dół w otoczeniu soczystych zielonych krajobrazów. Na szlaku oczywiście próżno szukać turystów, podczas gdy po drugiej stronie Dunajca zapewne powoli zaczyna robić się tłoczno. Wiadomo, na pierwszej wizycie w Pieninach każdy pędzi na Sokolicę i Trzy Korony, jako dwa najbardziej rozpoznawalne szczyty, a dopiero potem człowiek szuka cichych i spokojnych alternatyw. Także ja cieszę się dziś ciszą i spokojem, ale klasyki of course zaliczone były w pierwszej kolejności 😉 Odcinek do Leśnicy przewidziany był zaledwie na 30 minut, więc nieuchronnie zbliżamy się do jego końca. Po upływie wspomnianego czasu dostrzegamy w dole drogę asfaltową, a za naszymi plecami pojawia się kolejny kadr niczym z pocztówki. Ojojoj dzisiaj to jest na bogato 😃

Pierwszy leśnicki kadr
Aktualnie czeka nas 20 minutowy spacer asfaltem przez wieś, nim dotrzemy do rozstaju szlaków i ponownie uciekniemy w las i góry. Na początku Leśnica wydaje się niczym nie wyróżniającym miasteczkiem, ale z każdym krokiem w głąb pochłania nas bardziej. Wąska uliczka klucząca między domami, cisza przeplatana wiatrem, klimatyczne chałupy, wszystko to tworzy niesamowitą atmosferę i roztacza jakąś magiczną aurę. Coś jest w tym miejscu, że chce się tu być… 

Szkoła w Leśnicy
Klimatyczna uliczka
Kościół
Czas się zatrzymał
Niebawem znajdujemy się na krzyżówce szlaków w centrum Leśnicy, skąd rozpoczniemy podejście na szczyt Płasna, który podobno nie jest szczególnie widokowy, ale będzie jedynym dziś zdobytym szczytem 😜 W tym celu obieramy szlak zielony, którym czeka nas około 1h 10minut drogi. Jak na dość wczesną porę dnia, zaczyna robić się zdecydowanie ciepło, a bezchmurne niebo nie przewiduje ani chwili ukojenia. Spokojnie stawiamy kroki na suchej, ubitej nawierzchni, przy tym nigdzie się nie spiesząc i przy okazji podziwiając widoki, które serwuje nam ścieżka pnąca się w górę. Po naszej lewej wyłania się pasmo Małych Pienin wraz ze swoimi charakterystycznymi wierzchołkami – Wysokim Wierchem i Wysoką. 

Okno pogodowe
Małe Pieniny i Leśnica w dole
Soczysta łąka przy szlaku
A na łące hasa sarna
Sielankowe kadry
Soczyście
Wysoki Wierch i Wysoka
Po tych wszystkich wiosenno-letnich widokach szlak chowa się w lesie i prowadzi dość intensywnie w górę. Całe szczęście, że podążamy cieniem pod osłoną drzew, bo ciepło i wysiłek w pakiecie byłyby nie do zniesienia. Staram się normować oddech i delikatnie zasysać powietrze, ale podejście daje nieźle popalić. Po upływie niespełna godziny i pokonaniu tego drastycznego odcinka, znajdujemy się na Przełęczy pod Płasną, gdzie zamierzamy zrobić postój na śniadanie, które do tej pory jakoś nam umknęło. Na nasze szczęście na niepozornym siodełku między drzewami schowana jest altanka, gdzie możemy urządzić sobie wygodną posiadówę z widokiem na Pieniny oraz Beskid Sądecki. 

Beskid Sądecki – po prawej Przehyba
Pod Plasna
Po około 30 minutach wracamy do wędrówki, by w końcu ujarzmić jakiś szczyt – w naszym przypadku Płasną. Na wierzchołek docieramy dość szybko, bo po kwadransie i prawie byśmy go minęli gdyby nie kolejna altanka, która przyciągnęła nasz wzrok, a tuż za nią widok na majestatyczne Tatry. Szczyt nie jest szczególnie widokowy, natomiast nie brakuje mu uroku i magicznego, zielonego otoczenia. 

Uwagę przyciągnęła altanka
Potem były Tatry
A tak klimatycznie wygląda kopuła szczytowa
Mijamy szczyt bez dłuższego przystanku, po czym kierujemy się do gwoździa programu, czyli Przełęczy pod Klasztorną Górą. Czeka nas tam około 45-minutowa wędrówka naprzemiennie lasem i odkrytym terenem, do tego głównie w dół. Sedlo Cerla, bo taka jest jego słowacka nazwa, znalazła się w TOP 10 najlepszych miejsc w Pieninach by Karol Nienartowicz, a że to mój najulubieńszy górski fotograf, to musiałam tu zaglądnąć koniecznie. Po 40 minutach nieprzerwanego marszu, nagle z głębi ciemnego lasu wyłaniamy się na powierzchnię i najpierw dostajemy strzała od Trzech Koron, które prężą się na wprost nas. Po kilku krokach dostajemy kolejnego strzała, bo po naszej lewej rozciąga się ogromna zielona polana z jeszcze ogromniejszym widokiem na Tatry od Wysokich po Zachodnie. Takie widoki podawane dożylnie, to ja uwielbiam 😍 Nie pozostaje nam nic, jak walnąć się na tą słoneczną, cacaną polankę i oddać się błogiemu lenistwu na dłuuuuuższą chwilę. 

Pierwszy strzał
Taki widok na drugi strzał :D
W całej okazałości
Trzy Korony z bliska
Sedlo Cerla
W kierunku Przełęczy Limierz (Sedlo Targov)
O godzinie 13:00 finalnie ogarniamy się do zejścia, które według tabliczek zapowiada się na zaledwie 30 minut. Idziemy zgodnie z czerwono-niebieskimi znakami, które mają za zadanie nas doprowadzić do granicy polsko-słowackiej w mieścince Czerwony Klasztor, w której ów słynny klasztor się znajduje. To jedna z najsłynniejszych budowli sakralnych w Pieninach, a nazwę swą wzięła od nieotynkowanych ścian z czerwonej cegły. Oczywiście tak wyglądało to podczas jego budowy, bo dziś z czerwoności została dachówka. Tak jak zapowiadały znaki, po 30 minutach znajdujemy się obok klasztoru i od razu powala nas na kolana widok na Trzy Korony, który pamiętam oczywiście z majówki kilka lat temu, ale dziś obserwujemy je z innej perspektywy. Podążamy wąską uliczką wzdłuż murów, ładując przy tym akumulatory i chętnie byśmy pozwiedzali klasztor również od środka, ale niestety dziś nie mamy na to czasu… Gdyby jednak ktoś chciał skorzystać z takiej sposobności to wstęp kosztuje zaledwie 3€ od dorosłego. 

Krasne Trzy Korony
Wzdłuż klasztornych murów
Wokół Czerwonego Klasztoru roi się od rowerzystów, ponieważ tutaj ma swój początek lub koniec Droga Pienińska, która jest trasą pieszo-rowerową, ale liczy sobie ona około 9km, więc jak nietrudno zgadnąć większość turystów wybiera rower. My dzisiaj pokonamy ją pieszo, by jak najwięcej zobaczyć, ale ciekawą opcją powrotu jest również spływ Dunajcem. Wariantów jest więc sporo, ale jednak najbardziej szczegółowym będą własne nogi. Nie wracamy póki co do Polski, ponieważ szlak czerwony prowadzi prawym brzegiem Dunajca, który znajduje się po słowackiej stronie, więc tak naprawdę czeka nas długi powrót do kraju 😜

Początek Pienińskiej Cesty
Kolejny kadr z Trzema Koronami
Jak wspominałam Droga Pienińska prowadzi tuż przy linii brzegowej Dunajca i jest dość szeroką, wygodną szosą. Na początek idziemy zacienionym terenem, a od potoku oddziela nas niewielkie pasmo drzew. Co jednak najważniejsze, gdzieniegdzie między drzewami można się prześlizgnąć i podejść do brzegu, gdzie już czekają smakowite widoki. Pionowe skalne ściany porośnięte roślinnością, kontrastujące z błękitem nieba i rzeki, wyglądają oszałamiająco, zwłaszcza przy takiej słonecznej pogodzie. Oj polecam taki spacer…

O tym mówię… :D
Razem
Na nasze szczęście idziemy zgodnie z nurtem rzeki, czyli cały czas delikatnie w dół, chociaż nachylenie terenu jest praktycznie nieodczuwalne. Turystów na trasie jest naprawdę sporo i raczej są to rowerzyści, a wędrówka pod osłoną drzew w tak ciepły dzień jest przyjemna. Nie patrzymy na kilometry, nie patrzymy na zegarek, idziemy spokojnie, krok za krokiem, z licznymi postojami. Piękne otoczenie, kojący szum rzeki i góry na wyciągnięcie ręki. Czego chcieć więcej… 

W oddali najwęższe miejsce na Przełomie – Zbójnicki Skok
Trzy Korony wciąż widoczne
Niebawem szlak przybliża się do brzegu, a my podążamy odkrytym terenem, gdzie dopiero odczuwamy jak jest gorąco. Cześć ludzi spaceruje, wciąż kręci sporo rowerów, niektórzy wylegują się nad rzeką, a niektórzy beztrosko płyną. My natomiast dalej podążamy wzdłuż zakoli Dunajca, bacznie obserwując całe otocznie, gdyż niebawem będziemy mijać słynną Sokolicę z jeszcze słynniejszą sosną. Po drodze robimy sobie krótkie postoje, ponieważ kilometry mijają nieubłaganie, a mnie w dodatku zaczęła pobolewać stopa, czyli odezwała się niewielka kontuzja sprzed tygodnia. Staram się nie myśleć o bólu i powoli podążać do celu. 

Szlak blisko linii brzegowej
Pienińskie Turnie
Sokolica
Niebawem przed nami wyłania się ostatnie zakole Dunajca, ale za to z najciekawszą panoramą. Znajdujemy się bowiem przy ujściu Leśnickiego Potoku pod pionowymi ścianami Samajednej i Wylizanej Skały, a widok jest jednym z lepszych na całym Przełomie Dunajca i choć rzeka już nie jest taka wartka jak dotychczas, to otoczenie wygląda przepięknie. Tutaj kończy się szutrowa droga i odtąd będziemy podążać asfaltem aż do samochodu. Niebawem przekraczamy także granicę i na dobre wracamy do Polski, a nasza trasa kończy się na 27 kilometrze. 

Wylizana i Samajedna
Przy ujściu Leśnickiego Potoku
Ściany Wylizanej
Może i jesteśmy zmęczeni słońcem i dystansem, ale za to naładowani pozytywną energią i siłą płynącą prosto z gór. Dzisiejsza trasa w zasadzie miała wszystko, czego potrzebowałam – ciszę, pustkę, sielankę, klimat, widoki, podejścia i mogłabym tak długo wymieniać, jednak w górach szukam czegoś więcej, wiecie, takiej iskry, dzięki której jedne miejsca są bliższe mej duszy, a inne wcale. Dzisiaj zdecydowanie była iskra i trasa przez Pieniny okazała się wyborna. Warto więc wybrać się na teren tego najmniejszego słowackiego pasma, bo choć drobne to serce ma wielkie 💗

A.N.

03.06.2017



1 komentarz:

  1. Widoki bardzo ładne. Dla mnie głównie ze względu na Tatry, bo one zawsze są ładne gdy się je widzi. Ale pienińskie skały też warte zobaczenia. Te białe urwiska wśród zieleni robią wrażenie.

    OdpowiedzUsuń