W skalnym labiryncie – Adršpach i Teplické Skály

Majówka w Sudetach to fantastyczna okazja, żeby obskoczyć kilka pasm górskich za jednym zamachem. Może nie leżą jedno obok drugiego, a czasem nawet dzieli je aż 100km, ale ma to też swoje plusy. Dzisiaj bowiem w poszukiwaniu lepszej pogody jedziemy aż w Góry Stołowe i to nawet zagranicę 😮 Droga do Adršpach prowadzi przez malownicze polany i sielankowe wsie, a z każdym kilometrem kłęby czarnych chmur ustępują błękitnemu niebu. Oto właśnie chodziło. Na miejsce docieramy kilka minut przed 9:00, a parking przed wejściem do Skalnego Miasta zdaje się powoli zapełniać. Ruszamy żwawo w kierunku kas, uiszczamy opłatę 100 czeskich koron za łebka, co na nasze wynosi około 16zł, po czym wchodzimy na teren Adršpach. Na pierwszy ogień leci jeziora Piaskarnia, które zachwyca swoim kolorem, a mur ze skalnych ścian tworzy wokół niesamowity klimat.

Jesteśmy na miejscu
Piskovna
„Pekna barwa”
Nasz plan zwiedzania na początek zakłada okrążenie jeziora szlakiem niebieskim, a następnie zieloną pętlę przez Skalne Miasto. Naokoło jeziora prowadzi nas ciąg drabinek i zabezpieczeń, tak by nie sturlać się wprost do zbiornika. Na trasie usytuowanych jest kilka ciekawych widokówek, a droga lasem też ma swój klimat. Mniejsza pętla ma długość zaledwie 1,5 kilometra i jest idealną rozgrzewką przed wielką. 

Początek zwiedzania
Las
Widokówka
W druga stronę
Dalej przez las
Urozmaicenia
Ławeczka z widokiem
Pętla szlakiem okrężnym ma łącznie 3,5 kilometra i prowadzi zielonymi znakami pośród różnorakich formacji skalnych. Na jego przejście informator przewiduje aż 3 godziny, ale spacerowym tempem z setką zdjęć zajmie najwyżej 1,5 godziny. Formy skalne mają ciekawe, niekiedy śmieszne nazwy, a wszystkie rzekomo pochodzą od podobieństwa do konkretnych kształtów. I o ile kochankowie, ząb czy starosta mają swoją zasadność, to tak dzbana, słoni czy rękawicy się nie dopatrzyłam 😉 Ale nie to w spacerze po skalnym mieście jest najważniejsze. Przechadzając się ścieżkami, na przemian z wąskimi korytarzami wchodzimy w świat pełen magii i choć czasami pomimo porannej pory jest naprawdę tłoczno, to znikając za chłodnym zakrętem pośród skał obrośniętych mchem, możemy poczuć się zupełnie sami.
Odkrycie miasta skalnego nie było znowu takie oczywiste. Okoliczni mieszkańcy co prawda od pokoleń szukali tam schronienia w przypadku zagrożeń, ale dopiero po pożarze w 1824 roku skalne labirynty stały się bardziej dostępne i zaczęto je eksplorować. My zwiedzamy je powoli, z lekkim dystansem i choć nie porywają mnie od razu, to z każdym krokiem wciągają głębiej w swoje zakamarki i tajemnice. Jednym z ciekawszych punktów na trasie jest oczywiście wszem i wobec znana Brama Gotycka prezentowana na wszystkich zdjęciach. Sama brama może nie robi na mnie aż takiego wrażenia, ale od tego momentu daje się porwać nieco mocniej, a dotyk chłodnej skały niejako łączy mnie z tym przedziwnym krajobrazem… 


Głowa cukru
Brama Gotycka
Z bliska
Kraina mchów
Hmmmm…😂
Że niby ja nie przesunę… ?!
Dotyk skały
Wtapiam się w tło…
Po około 30 minutach dochodzimy do rozstaju szlaków i kontynuujemy wędrówkę zieloną pętlą, a tam czekają nas dalsze atrakcje. Odcinek jest równie ciekawy i chyba nieco mniej uczęszczany, ponieważ sporo wędrowców poszło na wprost żółtym szlakiem ku dwóm wodospadom. My tam udamy się nieco później, a najpierw dokończymy zwiedzanie Adrszpaskich Skał. Ten odcinek jest bardziej wymagający kondycyjnie, ponieważ raz po raz musimy gdzieś wspinać się po schodach, by po chwili tracić ponownie wysokość. Warto jednak podjąć wysiłek dla chociażby ujrzenia Kochanków, zobaczenia Wielkiej Panoramy, czy wejścia do Mysiej Dziury, która ma zaledwie 50cm szerokości… Po pokonaniu najciaśniejszej ściany, ścieżka z każdą minutą się poszerza i tak po nieco ponad godzinie kończymy zieloną trasę.

Rób szybko, bo jeszcze mi na głowę spadnie 😉
Labirynt
Po schodach
Kochankowie
Wielka Panorama
Starosta
Mysia Dziura
Wąsko ;)
Koniec zielonej trasy
Nasz dalszy plan przewiduje dostanie się żółtym szlakiem do Teplickich Skał, ale by tam się udać musimy ponownie przejść jeden z odcinków w Adršpach i niestety nie da się tego wykonać inaczej jak powtórzyć raz jeszcze pół trasy. Tym razem bez zbędnych postojów pomykamy przed siebie i niebawem lądujemy przy Małym Wodospadzie, czyli początku żółtego szlaku. Następnie czeka nas Mała Panorama i Wielki Wodospad, skrywający tajemnicę, którą do dziś próbuję rozwikłać. Stało się bowiem tak, że pod wodospad przyszła grupa słowackich dzieciaków i pani przewodnik powiedziała, że kiedy w podzięce zaczną głośno krzyczeć, to duch będzie łaskawy i pokaże im prawdziwy wodospad. I co się stało…? Kaskada była tak ogromna, że wręcz nas ochlapała, po czym umilkła wraz z krzykiem… Też mnie wryło, ale później nie zdobyłam się już na odwagę, by krzyczeć pośród grupki innych ludzi. Może ktoś z Was sprawdzi na miejscu? Albo zna tę legendę? 😏 Kolejną atrakcją na szlaku jest rejs tratwą po jeziorze, jednak ten punkt sobie odpuszczamy i Wilczym Wąwozem zmierzamy wprost do Teplickich Skał. 

Mały Wodospad
Wielki wodospad z małą kaskadą
Jeziorko po którym odbywają się rejsy
Na początek czeka nas pokonanie ścieżki dość mocno pnącej się w górę i kluczącej między skałami, by potem maszerować zwykłą drogą przez las. Przyznam że ten 6-kilometrowy odcinek jest niesamowicie nudny i choć spacer lasem jest zawsze spoko, to tutaj byliśmy żądni atrakcji. Te pojawiają się dopiero po upływie 1,5h, które nas męczy jak wysokogórska wspinaczka...

Na początku zapowiada się interesująco
Mostek na jeziorze
Robi się płasko
Niby ładnie, ale jakby nudno
Kiedy wreszcie docieramy do Teplickiego Miasta nasz krok staje się żwawszy, a aura robi się jakaś cieplejsza i bardziej słoneczna. Dodam tylko, że zwiedzanie odbywa się na bilecie zakupionym w Adršpach i nie trzeba uiszczać dodatkowej opłaty, ani nawet okazywać biletu, ponieważ dołączamy do szlaku za kasami. Zmieniamy znaki na niebieskie, a na początek czeka nas ciekawy punkt widokowy - Střmeň, na który prowadzi aż 300 schodów. Co prawda kolejka też jest pokaźna, ale postanawiamy że gra jest warta świeczki, więc grzecznie czekamy na swoją kolej. I dobrze żeśmy zrobili, bo ostatnia drabinka, na którą każdy wchodzi na własną odpowiedzialność, wyprowadza nas na świetny punkt widokowy na okolicę. 

Obieramy właściwy kierunek
Zator na Střmeň
Ostanie podejście
Na szczycie
Widokowo
Niebawem wracamy na trasę i maszerujemy szeroką ścieżką wśród kolejnych formacji, które swymi nazwami bardziej przypominają okazy aniżeli te w Adršpach. Ruch jest tu nieco mniejszy niż w poprzednim skalnym mieście, choć nie wiem, czy za sprawą mniejszej popularności, czy przypadku. Wkrótce docieramy do Teplickiej Bramy i wkraczamy w tajemniczy świat drugiego miasta.

Gąsienica
Zwykła ścieżka
Brama do Teplic
Krzyżówka
Niestety mamy małego pecha… Okazuje się bowiem, że trasa okrężna jest zamknięta na odcinku około kilometra ze względu na okres lęgowy sokoła wędrownego, a ponieważ ptak to niezwykle płochliwy, zakazu wstępu strzegą strażnicy. Kiedy pętla okazuje się nie do pokonania, skręcamy w prawo i wybieramy jeden z odcinków, który okazuje się strzałem w dziesiątkę. Wchodzimy w skalny labirynt zwany Sybirem, co ma dokładne odzwierciedlenie w temperaturze. W mgnieniu oka wskakujemy w kurtki, a z ust leci nam para, podczas gdy przed chwilą było parno i duszno. Klimat robi się mroczny i tajemniczy, a wąskie przesmyki między skałami dodają ścieżce charakteru. Dla mnie osobiście to najlepszy odcinek dzisiejszego dnia! 

Wkraczamy w Sybir, robi się zimno
Jedyne miejsce gdzie w maju zalega śnieg
Tajemniczo
...
Dalej cieplej
Druga brama
Tutaj zawracamy
Po 40 minutach znajdujemy się ponownie na rozstaju i po chwili namysłu postanawiamy nie iść już drugą ślepą drogą, a kierować się do wyjścia Teplickich Skał. Szlak niebieski wyprowadza nas na parking, z którego musimy ponownie dostać się do Adršpach. Niestety tabliczki niewyraźnie pokazują kierunek, a pech chce, że obieramy niewłaściwy, przez co docieramy do centrum Teplic nad Metuji i nadrabiamy aż 4 kilometry drogi. I byłabym pewnie wściekła tym faktem, gdyby nie to, że dzięki pomyłce trafiamy na malownicze łąki i w momencie spływa po mnie cała złość. Jest ślicznie. 

Tak prowadzi na Google Maps
Łaaaał
Finalnie po dwóch godzinach i 6 kilometrach w upale docieramy do samochodu. Droga powrotna dała nam w kość, ale wędrówka w totalu zdecydowanie na plus. Oczywiście były momenty, które podobały mi się bardziej, inne zaś mniej, jednak Skalne Miasta to zdecydowanie coś, co warto zobaczyć. My poszliśmy w rejon najbardziej popularny, ale dla chętnych zgłębienia tematu polecam również Broumowskie Ściany, czy nasze rodzime Góry Stołowe, które mają masę tajemniczych zakątków. Czasami nie mogę uwierzyć jaka natura jest niesamowita i czym jeszcze może nas zaskoczyć… Ale wiecie co? Lubię niespodzianki 😀

A.N.

02.05.2018


1 komentarz:

  1. Ostatni raz byłam tam chyba będąc w szkole :D Dla Dolnośląskich uczniów jest to bardzo często wybierany kierunek na wycieczki klasowe. Chętnie bym sobie odświeżyła na żywo te skalne labirynty. Wspomniałaś o Broumowskich Ścianach - tam mnie w ogóle nie było. Wciąż pozostają w planach... Mam nadzieję, że znalazłaś w Sudetach wszystko to czego oczekiwałaś i nie raz Cię mile zaskoczyły.. To moje najbliższe góry od domu, więc zawsze jestem ciekawa jak odbierają je osoby, które wybierają się tutaj w ramach swojego większego urlopu z zupełnie innej części Polski :)

    OdpowiedzUsuń