100-lecie niepodległości Polski w górskim stylu - Pilsko i Hala Miziowa


Jak świętować to z rozmachem. Takie motto przyświecało nam w 100-rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Szukaliśmy odpowiedniej góry na tę okoliczność, jednak listopadowa pogoda nie rozpieszcza i straszy porywistym wiatrem. Wybieramy Pilsko ze względu na jego rozległą panoramę, a szlak z Przełęczy Glinne ze względu na najmniejsze przewyższenie. Plan zakłada zdobycie szczytu drogą niebieską graniczną, a powrót przez Halę Miziową szlakiem czerwonym, czyli łączymy ulubione z nowym. 

Start
Szlak niebieski prowadzi lasem, na początku praktycznie po równym terenie, a potem stopniowo nabiera nachylenia. Zapowiadany wiatr hula w najlepsze i choć dzień jest dość ciepły, to podmuchy potrafią skutecznie wychłodzić. Ruch turystyczny jest praktycznie żaden, bo poza jednym 70-letnim turystą z Żywca nie spotykamy nikogo. Podążamy bez przystanków w górę, podziwiając najpierw otaczający nas las, a potem nieco otwartej przestrzeni. Szlak cały czas przebiega granicą państwa i jest to mój ulubiony wariant prowadzący na Pilsko. 

Najpierw lasem
Później też lasem
Na podejściu wyprzedza nas Pan turysta
Pogoda piękna, ale wietrzna
Po upływie 1,5 godziny docieramy do rozstaju szlaków, potocznie uważanego za polski wierzchołek Pilska, w głównej mierze przez fałszywą tabliczkę na to wskazującą. Pilsko oczywiście przedwierzchołka nie posiada, a szczyt leży na terytorium Słowacji, do którego z naszego obecnego położenia prowadzi szlak zielony, oddalony o bagatela 5-10 minut. Rozstaj szlaków jednak również oferuje rozległą panoramę, więc i tu warto przystanąć. Byle dzisiaj nie za długo, bo na otwartej przestrzeni sakramencko wieje… 

Beskid Żywiecki
Babia w chmurach
„Przedwierzchołek”
Szlak na szczyt prowadzi wśród kosówki, a my zasuwamy między nią jak żaglówki popychane przez wiatr. Pomimo pięknej pogody godzimy się z faktem, że na szczycie nie zagrzejemy miejsca, ale warto było zdobyć Pilsko po raz kolejny. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek ta góra pozwoliła nam się nacieszyć równolegle widokami i posiadówą, ale odpowiedź brzmi NIE. Szybko robimy pamiątkowe zdjęcia dla uczczenia rocznicy, po czym zmieniamy kurs na Halę Miziową.

Szczyt tylko dla nas
Niepodległa Polska!
Najpierw wracamy z powrotem do rozstaju, a potem obieramy szlak żółty. Przyznam, że ilekroć byłam na Pilsku, to zawsze wybieraliśmy wariant czarny, a jakoś nigdy nie sprawdziliśmy żółtego. Jak się okazuje ścieżka kluczy wśród kosówki całkiem wygodnie i nie tak stromo, a mniej więcej w połowie drogi znajduje się mogiła partyzancka. Następnie szlak skręca ostro w lewo i odtąd jest niesamowicie niewygodny, stromy, błotnisty i paskudny… Zdecydowanie wolę wariant czarny. Po 35 minutach znajdujemy się już na Hali Miziowej, na której intensywnie świeci słońce, a wiatr również jakby słabszy. Lubię to miejsce, choć schronisko nie należy do moich ulubionych. Nie mniej jednak wchodzimy do środka. 

Mogiła przy żółtym szlaku
Hala Miziowa
Schronisko
Nagroda 😋
Na drogę powrotną wytypowaliśmy również szlak, którym nie mieliśmy okazji jeszcze wędrować i jestem ciekawa, czy przypadnie nam do gustu, czy wręcz przeciwnie. Czerwona farba najpierw prowadzi nas przez polanę, by szybko odbić w głąb boru świerkowego. W lesie robi się jakoś magicznie. Może to ta ściółka pełna igieł, może świergot ptaków, a może znikomy ruch turystyczny wpływają na nas pozytywnie. 3-kilometrowy odcinek pokonujemy w 40 minut, po czym ponownie znajdujemy się na granicy i kolejne 40 minut wędrujemy znanym nam szlakiem. 

Czy to pustka?
Czy ta ściółka?
Czy śpiew ptaków?
Dzisiejszy wypad był zdecydowanie szybki nie tylko ze względu na krótką trasę, ale również warunki pogodowe. Opisaną 10-kilometrową pętlę zamknęliśmy w 4 godzinach, wcale się przy tym zbytnio nie męcząc, ale również nie odpoczywając zanadto. Najważniejsze, że założony plan został zrealizowany i w górskim stylu świętowaliśmy 100-lecie odzyskania niepodległości.


A.P.

11.11.2018

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz