Tatrzański niedosyt, czyli włóczęga gdzieś pod Soliskiem…

Historia tejże wędrówki jest jakże zaskakująca i na pewno niebanalna, ale może zacznijmy od planów, które były świetlane jak dekoracje na Boże Narodzenie. Trzeci dzień pobytu po słowackiej stronie Tatr był przeznaczony na trasę ku przełęczy Bystra Ławka oraz szczyt Predne Solisko, jednak po wędrówce na Polski Grzebień plany radykalnie się zmieniły. Otóż warunki już od 2000m były ciężkie, a jak powszechnie wiadomo przełęcz Bystra Ławka leży na 2314m n.p.m., więc nieco wyżej. Trasa zostaje diametralnie skrócona, tak iż postanawiamy zdobyć zaledwie szczyt Predne Solisko, czyli jakby nie było 2093m n.p.m. No to ruszamy!
Ostatni dzień nie wita nas niesamowitym wschodem słońca, a już na pewno nie uroczym morzem chmur. Chmury owszem i są, ale wszędzie wokoło. Po niespiesznym śniadaniu pakujemy wszystkie graty do samochodu i ruszamy w kierunku miejscowości Štrbské Pleso, bowiem tam rozpoczyna się szlak na wspomniane Predne Solisko. Na miejscu czujemy się jak w mieście wymarłym – wszakże jest poniedziałek rano, więc nikt nie jest przygotowany na turystów. Brak żywej duszy w żaden sposób nam nie przeszkadza, natomiast zdecydowanie nie pasuje nam otaczająca nas aura. Jak to zwykło się nam mówić: „szaro, buro i ponuro!”. Nie ma jednak co narzekać, bierzemy plecaki i ruszamy w drogę licząc na późniejsze przejaśnienie, które było prognozowane. Po zaledwie kilku krokach docieramy nad jezioro również o nazwie Štrbské Pleso i podziwiamy jesienną aurę. Niestety bez słońca krajobraz jest mroczny, więc nie czuć magii tej pory roku. Może na powrocie się uda…


Hotel Patria, Štrbské Pleso i jesienne otoczenie
Dobra mina do złej gry :P
Miejscowość Szczyrbskie Jezioro, obecnie jedna z większych „aglomeracji” u podnóża Tatr Wysokich, miała swój zalążek w myśliwskiej chacie postawionej w 1872r. Kilka lat później w tym miejscu powstały pierwsze hotele, restauracje, sanatorium, a w 1885r. osada zyskała miano uzdrowiska. W późniejszych latach miejscowość prężnie się rozwijała dzięki wybudowanej drodze, linii autobusowej i słynnej kolei elektriczce. Najwięcej hoteli położonych jest oczywiście nad jeziorem, które jest drugim co do wielkości zbiornikiem po słowackiej stronie Tatr. Staw jest niezwykle urokliwy, a jego panorama wręcz zachwycająca, co przyciąga turystów, zwłaszcza że jest dostępny zaraz po wyjściu z samochodu. Naokoło jeziora poprowadzona została szeroka droga, którą obecnie podążamy. Ścieżka ta pokrywa się ze szlakiem niebieskim, którym będziemy maszerować aż do górnej stacji kolei krzesełkowej „Solisko”. Czas 1h 20min. 

Tabliczki wskazują nam drogę
Odbijamy w lewo w wąską ścieżkę, która niemal natychmiast pnie się ostro w górę. Przyzwyczajamy się dobrą chwilę do wysiłku, jednocześnie rozgrzewając zmarznięte kończyny. Niebawem szlak łagodnieje i prowadzi nas przez las. Po 20 minutach wychodzimy na otwarty teren, skąd możemy podziwiać pochmurną i ubogą panoramę. Szału nie ma. 

Widok na Štrbské Pleso – miejscowość i jezioro
Idziemy szeroką drogą, która w zimie zapewne służy za trasę narciarską, a obecnie jest rozkopana i błotnista. Maszerujemy brzegiem stoku przy drzewach, tak by ominąć największe bagno, a po chwili wchodzimy w chmury. Od tej pory zaczyna wiać, siąpić i ogólnie jest nieprzyjemnie. Pogoda zdecydowanie z nami nie współpracuje, szlak biegnie do góry „na krechę”, a to że zdobywamy jakąkolwiek wysokość sugerują jedynie piętra roślinności, bo poza tym widoczność jest marna. Chociaż chyba nawet nie mamy czego żałować, bo otoczenie nie wygląda, na takie które by miało co zaoferować w ładną pogodę. Widać gołym okiem, że te tereny są nastawione na zimę i narciarzy.

Taki to ten szlak interesujący
Z każdą minutą spoglądam na zegarek ile jeszcze zostało, a nieprzyjemna aura wysysa z nas do cna energię. Z przodu nie widać kompletnie nic i prawie byśmy przegapili fakt, że jesteśmy już na miejscu, bo dosłownie wleźliśmy na konstrukcję górnej stacji kolejki. Najpierw chowamy się na chwilę w ciepłej toalecie, by załatwić to co trzeba załatwić, jak się za długo na zimnym stoi, po czym idziemy zrobić pamiątkowe zdjęcia i zamelinować się czym prędzej w schronisku. I tu nas oto czeka rozczarowanie, ponieważ Chata pod Soliskiem obecnie przechodzi remont, więc jednym słowem pocałowaliśmy klamkę. Na szczęście obok usytuowana jest również restauracja i właśnie tam teraz się udajemy – rozgrzać herbatą i posilić bułami. 

Pamiątkowe na… właściwie to gdzie? :/
Chata pod Soliskiem w trakcie remontu
Górna stacja kolejki
Restauracja
Wewnątrz restauracji zajęte są zaledwie dwa stoliki, jest ciepło i przytulnie. Nie jestem rozczarowana tandetą, ani byle jakością, jest wręcz ładnie, więc czas upływa nadzwyczaj miło. Szkoda tylko, że za szybą nic nie widać, bo podejrzewam, że panorama mogłaby być zacna 😃 
Podczas posiłku obserwujemy co się dzieje za oknem i zastanawiamy nad sensem zdobywania Skrajnego Soliska. Ja zdecydowanie takowego sensu nie widzę, a moja druga połówka w pełni popiera ten zamysł. Samo szczytowanie dla idei nas jakoś nie kręci i wolimy spędzić więcej czasu w dole, aniżeli marznąć dwie godziny dłużej. Decyzja zapada i tak z planów Bystrej Ławki pozostaje bliżej nieokreślony cel, ponieważ nawet nie mogę go nazwać „Chata pod Soliskiem”, bo w niej nie byliśmy. To gdzie ja właściwie byłam? Gdzieś pod Soliskiem 😜
Po konkretnym odpoczynku nastaje chwila, kiedy trzeba ponownie wyściubić nosy z ciepłego i wyjść na pizgawicę poganianą lodowatym wiatrem. Nie ma, że boli. Zejście jest wygodne i przebiega zdecydowanie szybko, więc niebawem wychodzimy z chmur, a aura robi się zdecydowanie cieplejsza. Chowamy niepotrzebną odzież do plecaka i kontynuujemy wędrówkę ochoczym tempem.

W dole nieco ładniej
Po 40 minutach marszu postanawiamy pójść na lewiznę i zamiast schodzić ostrym szlakiem, wybieramy łagodne zbocze. Ścieżka niepostrzeżenie prowadzi nas koło skoczni narciarskich, które powstały w 1967r. Niegdyś odbywały się na nich uniwersjady i Puchar Świata, obecnie większa jest nieczynna, a na mniejszej odbywają się mistrzostwa juniorów.

Rozbieg większej skoczni
Ścieżka następnie sprowadza nas zakosami w dół, byśmy po chwili znaleźli się na znanej nam drodze wokół jeziora. Tutaj pogoda dopisuje i pomimo, iż słońce się nie pokazało, to jest nadzwyczaj ciepło. Nad stawem niestety nie udaje się wykonać pięknego słonecznego kadru, więc robię kilka pamiątkowych zdjęć i wracamy do samochodu. Nie powaliła nas ta dzisiejsza wędrówka… Pogoda nie współpracowała to i trasa średnio przypadła nam do gustu. 

Hotel Patria i wysoki stan wody
Gdzie te góry?
Po godzinie 13:00 jesteśmy gotowi do drogi powrotnej, a wraz z przebytymi kilometrami samochodem zaczynamy żałować wyboru trasy na dzisiejszy dzień. Jak się okazuje już w Smokovcu jest ładnie, a w każdej kolejnej miejscowości również. Kto by pomyślał, że akurat dzisiaj kapryśna Łomnica, będzie wolna od chmur. Czasu się już nie cofnie, więc jedziemy dalej. 

Łomnica Przełęcz, Łomnica i Kieżmarski Szczyt
Dalsza podróż mija szybko, a ponieważ pogoda dopisuje, mam nadzieje na jeszcze kilka udanych zdjęć. Mianowicie zatrzymujemy się w miejscowości Zdiar, gdzie znajduje się niebywała widokówka na Tatry Bielskie. Jest ona łatwo dostępna, ponieważ parking znajduje się tuż przy drodze, dlatego postanawiamy skorzystać z tych dogodności i co nieco pooglądać. Nie jest może tak jak to sobie wymarzyłam, ale najgorzej też nie ma 😉

Trasa obfituje w jesienne widoki – Tatrzańska Kotlina
Widokówka na Bielskie - Zdiar
Szalony Wierch, Płaczliwa Skała i Hawrań
I tak się kończy nasz górski weekend. Trzeci dzień, może nie należał do zbyt udanych, ale pozostałe dwa rekompensują wszystkie braki. Może po prostu mamy zdobyć Skrajne Solisko przy okazji pierwotnie założonego planu? Przyszły rok zapowiada się pracowity 😉

A.N.

24.10.2016
 


2 komentarze:

  1. hehe, jak szłam na Solisko było to samo, z tym, że było mi dokładnie wszystko jedno ;) Tymczasem na szczycie się przejaśniło i była magia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas żadnych szans na przejaśnienie, więc najzwyczajniej to olaliśmy ;) A Bystra Ławka i tak w planach, więc i Solisko się zdobędzie :)

      Usuń